Juras Blog: Darmozjad

Uszanowanie! Piękna słoneczna pogoda za oknem. Niestety nie dane mi zażyć wiosennej temperatury i blasku słoneczka prosto w twarz, gdyż do piątku jestem uwięziony chorobą w domu. Tak się kończy mocne eksploatowanie organizmu, niedoleczone przeziębienie i praca ponad wymiar. Ponoć złego diabli nie biorą, a jednak! Ilość chemii jak w laboratorium Dextera powinna szybko postawić mnie na nogi. Chcę już ponownie rzucić się w wir obowiązków, treningów i przyjemności. Szczególnie tych związanych z motocyklem. Patrząc przez okno dwa dni temu, gdy z nieba sypał gęsty śnieg… łza spływała mi po policzku. Nie dlatego, że nie mogę jeździć, choć to oczywiście też powód jednak bardziej myślałem o mojej Yamasze, która stoi tam sobie na parkingu samotnie… marznie … moknie. Tak kochani. Traktuję motoryzację bardzo personalnie. Po dobrej jeździe klapię w aucie kierownice mówiąc “dziękuje za kolejną trasę“, a bak w motocyklu, że bezpiecznie dojechaliśmy do celu. Na bank też tak macie. W sensie w większości faceci, ale znam kobiety, które o motocykle czy auta dbają bardziej niż o poranny makijaż.

Leżąc tak w domu mam czas nadrobić trochę korespondencję, poodpisywać Wam na zaległości czy odbierać setkę telefonów. Niby chorobowe, a nie ma kiedy konsoli włączyć dobrze. Nie narzekam. Lubię jak coś się dzieje. Tym bardziej, że dzieje się dużo, ale o tym już niebawem poinformuję. Kilka projektów zamiecie scenę szeroko rozumianej kultury, hihi.

Przechodzę do sedna dzisiejszego bloga. Nie będzie już miło i sielankowo, bo pod kolejnym, pewno już milionowym stwierdzeniem w moim kierunku „takiemu to dobrze” gotuje się we mnie krew, a ręce opadają jak garda Rondy w walce z Holm.

No to jedziemy!

Jest coś takiego w Naszym narodzie, że parafrazując modlitwę Polaka z filmu „Dzień Świra”, sąsiad sąsiadowi wilkiem. Wielu z Nas nie potrafi cieszyć się z sukcesu bliźniego, a Jego porażkę świętuje bardziej niż narodziny dziecka czy gruby awans w pracy. Jest tak i koniec. Bez generalizowania, ale taki rysuje się obraz naszego narodu. Kiedy w 2004 byłem w USA na Pucharze Świata w Taekwon-do zetknąłem się z innym podejściem do obcego człowieka. Życzliwym, otwartym, bezinteresownym. Nie mogłem uwierzyć, że jak patrzysz się na wielkiego czarnoskórego gościa, to nie odpowie Tobie „na chuj się patrzysz lamusie” tylko uśmiechnie się i zapyta – “jak się masz, co u Ciebie?”. Tylko i wtedy aż tyle dla mnie. Szybko jednak powrót do kraju zweryfikował mój społeczny optymizm. Już na lotnisku widziałem w oczach celników spojrzenie typu „co ci tak wesoło, mamy cię wziąć na osobistą?”. Mimo wszystkiego postanowiłem, że będę żył według moich zasad, a nie ogólnej tendencji ukochania bliźniego młotkiem i drutem kolczastym.  Cieszę się z sukcesów bliskich, doceniam ciężką pracę od podstaw. Mam wielu znajomych, którzy od zera zbudowali siebie, ludzi sukcesu. Mają ładne domy, drogie samochody. Jeżeli pod wpływem kasy nie zmienili się w dupków, to zawsze z chęcią wyskoczę z nimi na kawę czy whisky.

Na pewnym początkowym etapie mojej kariery w MMA poznałem Tomka, jednego z moich życiowych mentorów, który był właścicielem jednej z największych firm AGD w Polsce. Zaczynając od handlu winem w Grecji, teraz jest milionerem. Wtedy, lata temu powiedział kwestię, która zdeterminowała wszystko. Tylko od Ciebie zależy kim będziesz…

Foto: mmarocks.pl/piotrpedziszewski

Foto: mmarocks.pl/piotrpedziszewski

Fakt. Wszystko jest w Naszych głowach. Ja jestem chłopakiem z domu, w którym nie było luksusów, ale rodzice zapewnili nam godny poziom życia. Ciężko na to pracując. Dlatego kiedy idę ulicą schylę się po leżącą jednogroszówkę. Co z tego, że mam w portfelu trochę więcej niż miałem kilka lat temu? Znajdź przez życie kilkaset takich jednogroszówek, a kupisz sobie czekoladę. Dla mnie to wystarczająca nagroda. Szanuję pieniądze, bo wiem jak ciężko się na nie pracuje. Od 13 roku życia staram się zarabiać sam na siebie, aby odciążyć moich rodziców. Mycie szyb pod Pewexem (Gimby nie znajo, hihi), zbieranie butelek, praca na cieciówkach, bramki, prowadzenie treningów. Wszystko po to, aby nie być zależnym od nikogo i samemu pracować na swój sukces. Bywały momenty zwątpienia. Kiedy stoisz z torbą treningową na ramieniu, a z nieba leje na głowę zimny deszcz, nie masz kasy na autobus, więc jedziesz na gapę. Pożyczasz pieniądze od znajomych czy dziewczyny, aby mieć co jeść. Nie masz kasy na podstawowe życie sportowca. Rzucić torbę w cholerę i dać sobie spokój? Nie! Walczyć o siebie dalej. Zrobić wszystko, aby marzenie o byciu „kimś” się ziściło.

Lata na macie, hektolitry potu i krwi, złamane kończyny, ponad 40 szwów na głowie, to tylko kropla w morzu wyrzeczeń z życia sportowca. Kiedy Ty bawiłeś się na sobotniej imprezie, ja Jej pilnowałem, aby mieć kasę na treningi. Kiedy Ty wpieprzałeś pizzę popijając browarem, ja zbijałem wagę do walki za medal i dyplom. Kiedy Ty wracałeś po szkole do domu, odpaliłeś komputer i zmarnowałeś godziny na gry… ja jechałem na noc do pracy, aby rano zejść z warty, jechać do Technikum, potem na trening. Bez snu, bez normalnego jedzenia. Zmęczony walczyłem o marzenia. Swoje marzenia. Myślisz, że fajnie było oglądać znajomych, którzy stroili się w modne ciuchy, planując podbój miasta nocą? Wymyślać ściemy, że nie mogę iść z Nimi bo kontuzja, choroba, muszę zostać z siostrami, itd? Nie miałem kasy na te modne fatałaszki, a tym bardziej na piwo w knajpie. Wolałem zarobione pieniądze wydać na puszkę aminokwasów. Przykładów mogę mnożyć w nieskończoność…

Obecnie jestem na sportowej emeryturze. Swoje w sportach walki zrobiłem i choć nie byłem najlepszym zawodnikiem Taekwon-do czy MMA na świecie, to czuję się spełniony. Sport obecnie to dla mnie frajda. Lata pracy na macie ukształtowały mój charakter, który zdeterminował moją przyszłość. Mam przywilej i przyjemność współpracować z dużymi firmami, które widzę we mnie godnego partnera. Tak… dostaję ich produkty za darmo. Dieta od Body Chiefa, suplementy od Iron Horse Series, ubrania od Manto. Na wiele produktów dostaję fajne ceny. Zapracowałem na to bardzo ciężko przez lata. Więc drogi kolego, droga koleżanko, która z przekąsem wypominasz mi to wszystko… skończ! I zabierz się do roboty! Ty też możesz być kimś powyżej średniej niezadowolenia społeczeństwa. Pracuj na to ciężko, nie poddawaj się, cierpliwie czekaj na swoją szansę. Nie poddawaj się w drodze do celu, bo każde potknięcie wykorzysta ktoś inny, będący na ścieżce zwycięstwa i zajmie Twoje miejsce. Jak już się Tobie uda i może nie będziesz mieć willi z basenem czy szeregu sportowych aut na podjeździe, ale fajne, bezpieczne i szczęśliwe życie, przyjdź do mnie… z chęcią zaproszę na kawę czy whisky! Powodzenia! Naprawdę szczerze trzymam za Was kciuki.

Komentarze