Juras Blog: Bitwa o Torwar – epilog

W poprzednim numerze FightExpert Magazine pisałem o zbliżającej się bitwie o warszawski Torwar, robiąc małą predykcję tego, co może się wydarzyć, kiedy na przestrzeni 6 tygodni trzy mocne organizację będą walczyły o kibica MMA. Mnie, Mnie wybierz!!!! – cytując jedną z postaci ze Shreka. Pierwszy podjazd w tej wojnie należał do Absolute Championship Berkut i była to w dużej mierze udana ofensywa. Prawdziwy blitzkrieg należał jednak do KSW jak na mocarstwo przystało. Kiedy wydawało się, że nie ma już czego z Torwaru zbierać…ten postawił się raz jeszcze. Wtedy z dobrą strategią pojawił się Paweł Jóźwiak i Jego Fight Exclusive Night, która nie tylko obroniło zdobytą pozycję ale rekrutowało na trybuny wielu nowych żołnierzy. Sześć tygodni oblężenia warszawskiego Torwaru, kilka epickich bitew w klatkach i ringach, radość zwycięzców i smak goryczy przegranych. Kiedy wydawało się, że wszystko jest już pozamiatane, że kurz będzie opadał na tony sprzętu audiowizualnego, pracownicy z mozołem wstają z kolan…wtedy pojawia się on…wchodzi… cały na biało – wiadomo! … kibic polskiego MMA. Dumny, wyprostowany, uśmiechnięty. Szerokim zamachem ramion wskazuje pole bitwy, mówiąc – wygrałem!

Tak. Najważniejszym zwycięzcą batalii jest kibic. Jeżeli ktoś z Was miał okazję być na tych trzech galach to powinien chodzić z głową w chmurach przez najbliższe kilka tygodni. Wszystkie trzy organizacje dostarczyły masę pozytywnych sportowych emocji, a KSW i FEN zrobiły show logistyczne, na które również wielu z Was zwraca uwagę. Dziś w blogu postaram się zrobić krótkie zestawienie tego co widziałem, oczywiście subiektywnie w moim odczuciu. Miałem przyjemność komentować z bliska wszystkie trzy wydarzenia. Zatem do boju!

juras-blog-torwar-bitwa-laczy-nas-pasja

Poziom Sportowy:

ACB 29 – kapitalne walki, wiele ciekawych nowych postaci jak Yusup Raisov, który zdominował Romanowskiego, Adam Zając miał w końcu okazję zaprezentować się szerszej publiczności. Minus to forma ściągniętych Brazylijczyków i… walka wieczoru gali, przez którą poziom irytacji był bliski ubliżaniu na antenie. Niestety. Tak jak w przypadku FEN 6 kiedy dostaliśmy prze kozackie walki, aż do pamiętnego występu Tymka Świątka z Marinho. Nikt nie pamięta, że wcześniej była uczta. Jak na deser podają zgniłe pomarańcze to niesmak pozostanie na długo…

KSW 34 – ja się nie nudziłem. Dobra walka Wójcika, który zdominował Kondraciuka, pokaz nieszablonowych technik Irokeza w starciu z Kułakiem, kapitalna walka Saidova z Enomoto i powrót do gry Antka Chmielewskiego.Słabsza dyspozycja Kornika, który mimo wszystko broni mistrzowskiego pasa, Tomek Narkun i Karol Bedorf na duuuuuuuuży plus za efektowność. Równe pojedynki, bez zbędnego kelnerowania. Kilka razy wielkie Łoooooooooo było krzyknięte.

FEN 11 – wrocławska organizacja, która przyzwyczaiła nas już do tego, że daje Nam widowiskowość w swoim klatko-ringu. Nie zawsze jednak są to emocje związane z wyrównanym pojedynkiem, a czasami dosyć mocno pompowane postaci, które do walki wychodzą z przypadkowymi pracownikami restauracji w białych koszulach. Nie inaczej było teraz choćby przy walkach Szredera z jakimś Turkiem, czy Igora Kołacina z Pietraszkiem. Nie sądzę aby kiedykolwiek organizacja KSW zatrudniła zawodnika z Ełku jako last call. Prędzej odwołają pojedynek jak miało to miejsce w przypadku walki Kurczewski – Szulakowski. Na duży plus za to zapisuję walki Kopera – Kotwica, Żelazowski – Odzimkowski i Haratyk z Naruszczką. Na prze sztos super mega ekstra walka Romana Szymańskiego z Marianem Ziółkowskim. Piękna to była mistrzowska batalia. Przy okazji… można bić się na dystansie 5 rund? można. Puk Puk KSW!

Podsumowanie: Łooooooooooooooooooooooo dla KSW. Dla mnie sportowo najlepsze zestawienia i ciekawe pojedynki. 3pkt. 2pkt wędrują dla FEN, a jeden dla ACB.

Organizacja:

W tym zestawieniu wiadomo z góry, że jeżeli chodzi o logistykę KSW jest daleko przed rywalami. Lata na rynku i mocne zaplecze finansowe.

ACB –  to dosyć prosty schemat znany z UFC. W tym miejscu należy jednak pochwalić detale, które robią całą robotę. Płynnie prowadzone pojedynki, żadnego zacięcia przy wejściu i zejściu z klatki. Wokół klatki wszystko przygotowane PRO. Minus – pilnowanie narożników. Nie może podczas walki być takich sytuacji, że narożnik biega do okoła klatki za swoim zawodnikiem i czepiał się siatki jak małpka w ZOO. Nikt tego nie kontrolował o to duży błąd. O tym, że notorycznie ktoś ingerował w zawartość naszego komentatorskiego stanowiska nie wspomnę. Brakowało aby sekundanci siłą wymuszali werdykty na sędziach punktowych. Do poprawy. Musi być ktoś z ochrony kto tego pilnuje.

KSW – nie ma o czym mówić. Wszystko dograne do perfekcji od wjazdu na parking, po odbiór akredytacji po wyjście z sali.

FEN – miało być gruuuuubo i było. Widać, że na warszawską gale zainwestowali wszystkie zarobione wcześniej pieniądze. Opłaciło się. Ładnie to wyglądało wizualnie. Prezentacja z występem Eweliny Lisowskiej też niczego sobie. Oczywiście, że FEN wiele rzeczy „kopiuje” od KSW ale z jednej strony jak się uczyć to od najlepszych, a z drugiej co można zrobić innowacyjnego na otwarcie gali? wypuścić tygrysy w trybuny? zrobić samozapłon Pawła Jóźwiaka. Nie dajmy się zwariować. Jedyny zgrzyt jaki wpadł mi wczoraj w oko to brak synchronizacji pomiędzy występami artystycznymi w przerwie, a wypuszczaniem następnych pojedynków. Dziewczyna śpiewa…a tu bang! wchodzi trailer.

Werdykt: 3pkt dla KSW, 2pkt FEN, 1pkt ACB.

Publiczność:

ACB – jak można było się spodziewać, jako młoda organizacja, która dopiero raczkuje na polskim rynku MMA nie zapełnią Torwaru. Byłem na pierwszej ich gali w Płocku i tam był dramat jeżeli chodzi o frekwencje. Może z 200 osób na trybunach, a tak wszechobecni koledzy z klubów. Głównie z Kaukazu. Teraz? było lepiej niż się spodziewałem. Naprawdę brawa za marketing. Udało się. Daleko do zapełnienia Torwaru ale duuuuuużo lepiej niż za pierwszym razem.

KSW – to że KSW sprzedaje bilety na pniu to wiadomo nie od dziś.  Polski gigant to już nie tylko wydarzenie sportowe ale i towarzyskie stąd na trybunach wiele twarzy showbiznesu i sportu. Jest jednak jedna rzecz, która mnie zastanowiła. Czy publiczność KSW jest już tak zmanierowana i na siłę dystyngowana, że oglądają pojedynki pijąc filiżankę herbaty z wyprostowanym paluszkiem czy walki nie były zbyt porywające aby dać czasami upust swoim emocjom? Gdyby nie ekipa, która przyjechała dopingować Kornika to wiało by względną nudą. W Krakowie czy Trójmieście jakoś tak…żywiej.

FEN – brawo. Pomijając fakt niektórych pijanych tępaków, których jedynym zawołaniem jest „zajeb mu kurwa” to publiczność nagradzała zasłużenie wojowników, którzy tego dnia stanęli w klatko-ringu. Było gorąco, były emocje. Widoczne na trybunach były podzielone ekipy, które przyjechały za swoimi fighterami. Co sektor to inny obóz. Fajnie.

Werdykt: 3pkt FEN, 2pkt KSW, 1pkt ACB

Ring Announcing:

ACB – osobiście bardzo podobał mi się styl i barwa głosu rosyjskiego announcera. Aparycją i zawołaniem mocno przypominał Michaela Buffera. Krzysiek Skrzypek miał akurat niewiele roboty, więc nie specjalnie mogę coś więcej powiedzieć. Jedyne co przyprawiało mnie o lekki uśmieszek to akcentowanie, że ogląda nas milion osób na całym świecie… zejdźmy na ziemię;)

KSW – Waldek Kasta to klasa sama w sobie. Najlepszy polski głos ring announcingu. Mój mistrz. Nie ma o czym pisać. W połączeniu z Pawłem Wójcikiem mają fajny schemat.

FEN – wspomniałem  schemat? Nie da się ukryć, że Adrian Walczyk i Andrzej Gliniak to bracia bliźniacy ekipy z KSW. Andrzej to doświadczony już konferansjer i spiker, lubię Jego barwę głosu i myślę, że niewiele osób powie coś złego na jego temat. Nie koloryzuję  na siłę swojej introdukcji. Adrian Walczyk – lubię gościa za zaangażowanie w to co robi, jak żyje każdą jedną gala FEN. Jednak warszawska gala zapaliła we mnie nutkę niepokoju. Przez eksplozję emocji związanych z main eventem bardziej skoncentrował się na krzyku niż wyraźnym mówieniu. Ciężko było zrozumieć co ma do przekazania. To nie tylko moje odczucia, bo widziałem, że internet również zaczepił się na osobie Adriana. Moja rada ziomek: wróć do wcześniejszych gal FEN. Tam było i emocjonalnie i zrozumiale.

Werdykt: 3pkt KSW, 2pkt ACB, 1pkt FEN

Ring Girls:

Jakże ważny czynnik wizualny każdej gali 🙂

ACB – nie zapamiętałem żadnej z dziewczyn a to raczej nie dobrze. Były w ogóle? serio pytam, a nie chcę mi się odwijać na youtubie gali.

KSW –  Anka, Dominika i Karolina to wizytówka KSW jak Mamed, Pudzian czy Materla. Zawsze bardzo pro. Ring Girls mają roztaczać aurę radości, zadowolenia, wdzięku. Dziewczyny zawsze są w formie. Kawał dobrej roboty nie tylko ich samych ale i Blanki i Anki, które pracują w pocie czoła nad dziewczynami.

FEN – o gustach się nie dyskutuje tak samo jak nie każdy musi znać się na modzie. Nie jestem fanem tych strojów, gdzie Ring Girls wyglądają jak w przymierzalni pieluch dla seniorów. Serio. Extreme Hobby zróbcie coś z tym. Macie fajne pomysły, więc wierzę, że możecie pokzać naprawdę fanie figury dziewczyn. Tak znikają mi trochę za tymi fatalnymi strojami. Tak samo jak znikają za za mocnym makijażem. Nie wiem, nie znam się, nie moja bajka. No i najważniejsze. Idąc z numerem rundy…uśmiechajcie się do cholery!!!

Werdykt: KSW 3pkt, FEN 2pkt, ACB 1pkt.

Dobra starczy już tego, bo za długich tekstów nikt już nie czyta. Lepiej książkę wziąć do ręki niż gapić się w monitor. Słowem podsumowania. Kawał dobrej roboty z każdej ze stron. Mój subiektywny ranking wygrywa KSW, co raczej zaskoczeniem nie jest. Drugie miejsce dla FEN, jako drugiej siły polskiego MMA, a ACB? O nich jeszcze usłyszymy. Trzymam kciuki za ten projekt.

Cieszę się z jednego. Warszawa przez ostatnie kilka tygodni była stolicą polskiego MMA. Tutaj się wszystko zaczynało i jestem rad z faktu, że po latach ponownie gościliśmy największych. Co dalej?  Toruń z XCage, Wrocław z FEN i Trójmiasto z KSW. Będzie się działo!!!! Do zobaczenia. Będę na każdej z tych imprez 🙂

Foto: fen-mma.com

Komentarze