Głupota tłumaczona honorem

    Każdej dziedzinie życia, kiedy w grę wchodzą tradycja, ogromne pieniądze czy miłość, w tym wypadku do klubu, towarzyszą też wymagania. Od piłkarzy wymaga się oddania barwom, zostawiania zdrowia na boisku, profesjonalizmu. Od kibiców wierności niezależnie od wyników, dopingu czy prozaicznego płacenia za bilety. Od samego klubu, patrząc pod kątem korporacyjnym, odpowiedniego zarządzania, przemyślanych transferów, promocji, rozwoju itp. Tak naprawdę nie jest to wiele, podstawy współczesnego działania futbolu. I kiedy wydaje nam się, że w Polsce powoli doganiamy Europę na każdej z tych płaszczyzn, rośnie kultura na stadionach, sprowadzani są coraz lepsi piłkarze, tworzone są akademie kształcące młodych a kadra awansuje na Euro, ma miejsce sytuacja jak ta z Cierzniakiem w Wiśle!

    Gdyby ktoś jeszcze nie był w temacie w telegraficznym skrócie przypominamy – Radosław Cierzniak w tamtym roku podpisał umowę z Wisłą Kraków na okres 12 miesięcy. Od tamtego czasu był jej podstawowym bramkarzem, spisywał się przyzwoicie, żeby nie powiedzieć bardzo dobrze! Jak się jednak okazało ani klub, ani zawodnik nie chcieli przedłużać kontraktu, Cierzniak według prawa mógł więc podpisać już umowę z nowym klubem, którego zawodnikiem stałby się pierwszego lipca. Spisywał się na tyle dobrze, że jego usługami zainteresowała się warszawska Legia i to z nią taką umowę podpisał. Kiedy oznajmił o tym w Wiśle natychmiast został przesunięty do rezerw. Argumentem była ponoć tylko i wyłącznie słaba forma piłkarza. Zawodnik odebrał to jako jawną niesprawiedliwość i skierował sprawę do Izby ds. Rozwiązywania Sporów przy PZPN. Izba, po szeregu śmiesznych wręcz sytuacji, typu odraczanie rozpraw, nieobecności „urlopowanego” trenera Pawłowskiego czy przywróceniu bramkarza do treningów z pierwszym zespołem na dzień przed rozprawą (!), wczoraj wydała w końcu wyrok – rozwiązano umowę między klubem a piłkarzem z winy Wisły.

    Nie będziemy dociekać czy bramkarz zachował się fair wobec pracodawcy, faktem jest, ze to co zrobił jest prawnie dozwolone, aspekty moralne odłóżmy na bok. Zastanówmy się nad sytuacją krakowian. Bo oni są „na minusie” na całej linii – finansowo, kadrowo i wizerunkowo! Stracili dobrego golkipera, bo takim niewątpliwie Radosław Cierzniak jest! Czy broniłby przez ostatnie kilka miesięcy w klubie gorzej niż do tej pory? Szczerze wątpimy, a argumenty Wisły o spadku formy można włożyć między bajki. Sam trener Pawłowski mówił w trakcie okresu przygotowawczego, że jest on pewną „jedynką” w zespole. Wątpimy też, że byłby on na tyle nieprofesjonalny by nagle „olać” klub w którym gra, treningi, kibiców, przekreślić się w oczach nowego pracodawcy, stracić formę i w konsekwencji grzać ławę w Legii, gdzie po odejściu Kuciaka jest łatwo jak nigdy wskoczyć między słupki. W porządku, Wisła zawsze ma Miśkiewicza, ale przecież lepiej dobrych bramkarzy mieć dwóch niż jednego, prosta matematyka!

    Finanse. Tu dopiero zaczyna się kabaret! Cierzniak trafia do rezerw, Legia, co jest logiczne, proponuje Wiśle wykupienie go przed końcem umowy, dla krakowian prawie jak szóstka w totka, zwłaszcza patrząc na sytuację klubu. Legia robi kilka podejść, składa ofertę w wysokości 200 000 złotych, która zostaje odrzucona. Szukamy logiki, masz zawodnika, z którym nie wiążesz ŻADNEJ przyszłości, zsyłasz go ro rezerw, gdzie nawet nie pozwalasz mu grać (!), Święty Mikołaj daje Ci szansę na „pozbycie się go” – odpada półroczna pensja + mały bonus 200 tysięcy polskich nowych złotych. Odmawiasz. To nie brak logiki, to wykrystalizowana głupota! Bo podobno Bogusław Cupiał nie sprzeda piłkarza Legii, bo podobno zainterweniowali „kibice”, o których mówi się coraz głośniej, że mają ostatnio w Wiśle decydujący głos w najważniejszych sprawach. Jeśli o przyszłości klubu decyduje ego właściciela i „kibice” robiący na złość warszawiakom to szczerze współczujemy. Może Cupiał powinien w końcu zacząć traktować klub jak biznes, w końcu w robieniu interesów podobno jest niezły. Nie wierzymy, że nie marzy mu się zrobienia z Wisły potęgi futbolowej będącej jednocześnie maszynką do robienia pieniędzy. Nie sprzeda piłkarza do Legii, honor nie pozwala? A pozwala być w strefie spadkowej? Idąc tym tokiem myślenia – nie kupujmy w ogóle piłkarzy – swój honor mamy, grajmy tylko wychowankami! Czy honor jest więc pojęciem stopniowalnym? Zrobimy na złość Legii? Ładnie brzmi, ale czy nie patrzymy teraz na Legię z lekką zazdrością? Leśnodorski potrafił zrobić z klubu interes, można być wiernym kibicem klubu jedocześnie biznesmenem. Nie oszukujmy się, bez pieniędzy niczego w Europie nie osiągniemy, a Wisła pokazuje, że i w Ekstraklasie jest ciężko! Czy Ci sami „kibice” będą chodzić z podniesioną głową kiedy Wisła spadnie, ale Legia przynajmniej nie dostała ich bramkarza?

    A wizerunkowo? Każdy niech oceni sam, ale według nas najpierw pokazali kompletny brak profesjonalnego podejścia do zawodnika zsyłając go do „klubu Kokosa”, potem dziecinne manewry z przesłuchaniami przed samą Izbą, przywracanie Cierzniaka do treningów na dzień przed posiedzeniem i na koniec żenujące oświadczenie wydane już po wyroku, w którym Zarząd Wisły oświadcza, że: „uważamy, iż Radosław Cierzniak pozostaje zawodnikiem naszego klubu, którego do 30 czerwca bieżącego roku obowiązuje ważny kontrakt”. Przypominamy – po ogłoszeniu wyroku rozwiązującego umowę!!!

    Klasyk mawiał – „kopać się z koniem można, ale przyjemność z tego żadna”! Wisło, może wystarczy już kopaniny?!

    Foto: polsatsport.pl

    Komentarze