„Główka” obronił pas, kłopoty z przekazem telewizyjnym

Krzysztof Głowacki po raz pierwszy obronił tytuł mistrza świata WBO wagi junior ciężkiej. Polak zdecydowanie pokonał na punkty po 12 rundach Steve’a Cunninghama. Naszemu zawodnikowi należą się gratulacje, ponieważ jak wyjawił zaraz po walce, był chory na chwilę przed wyjazdem do USA. Nikt o tym głośno nie mówił, ale Głowacki zamiast sparować to przez tydzień leżał w łóżku przyjmując antybiotyk z powodu zapalenia oskrzeli.

O końcowym sukcesie zadecydowało to, że Cunningham czterokrotnie padał na deski (dwa razy w 2. rundzie, raz w 10. i 12.). Gdyby nie to, to wynik mógł oscylować w kierunku remisu, a nawet nieznacznej wygranej Amerykanina. Oponent Polaka wykazał się niesamowitą wolą walki, a co zdziwiło wielu obserwatorów, wchodził w ostrą wymianę z Głowackim zamiast trzymać go na dystans. To zadecydowało o tym, że padał na deski. Na szczęście dla nas nie ma mocnej szczęki, ani nigdy też nie słynął z silnego ciosu.

Niestety wielu kibiców, którzy postanowili zarwać noc musiało być zawiedzionych z powodu skandalicznej sytuacji z brakiem sygnału do Polski między 6. a 10. rundą. Miejmy nadzieję, że pokazująca tą galę w Polsce telewizja Polsat wyciągnie wnioski na przyszłość. Może też jestem zbyt przewrażliwiony, ale nie trafia do mnie komentarz duetu Kostyra & Gmitruk. Przydałoby się wprowadzić jakąś młodą krew na tym stanowisku. Póki mieliśmy obraz to sprawozdawcy cały czas żyli dwoma nokdaunami z drugiej rundy, nie zwracając kompletnie uwagi na to co aktualnie dzieje się w ringu. Kiedy transmisja wróciła w połowie 10 starcia kompletnie nie mieli pojęcia co się w tym czasie działo. A wystarczyło wejść na twittera, gdzie będący na miejscu dziennikarze relacjonowali sytuację runda po rundzie. Można też było (dla dobra transmisji oczywiście ) poszukać na szybko streamu w internecie i bez problemu śledzić bezpośredni przekaz z NBC. No, ale jak wspomniałem wcześniej, panowie komentowali już tysiące gal i widać u nich rutynę i brak entuzjazmu. Przydałoby się trochę zaangażować w komentarz, jak choćby prezentuje to duet Janisz &Juras podczas komentowania walk MMA. Cały polski boks jest co najmniej dwa kroki wstecz za polskim MMA, ale to już temat na inny tekst.

Reasumując, Krzysztof Głowacki to niesamowity wojownik. Kolejne trudne doświadczenie za nim. Wygrał absolutnie zasłużenie i bezapelacyjnie. Na tym poziomie nie można jednak pozwolić sobie na przygotowania, które starczały na poprzednich rywali. Jeśli w następnej walce naprzeciwko Krzyśka stanie ktoś młodszy, z mocniejszym uderzeniem to forma naszego mistrza musi być zdecydowanie lepsza niż w walce z Cunninghamem. Najważniejsze jednak, że pas zostaje w Polsce, co jest niesłychanie istotne dla całego środowiska miłośników szermierki na pięści. Popularnemu „Główce” serdecznie dziękujemy za niesłychaną wolę walki i emocje oraz życzymy udanego urlopu. Jeszcze raz wielkie dzięki MISTRZU!

Komentarze