Głowa kluczem do sukcesu „Diablo” Włodarczyka

    W piątek, po półtorarocznej przerwie, wrócił na ring były mistrz świata Krzysztof „Diablo” Włodarczyk. Jego rywalem był doświadczony Rosjanin, Walery Brudov. Jak pokazała walka nie miał on zbytniej ochoty boksować i kiedy padł po podwójnym lewym prostym Włodarczyka w drugiej rundzie, to jego narożnik zdecydował się go poddać. I dobrze, bo pewnie skończyłoby się na poważnych obrażeniach.

    Ta walka niczego nam nie wyjaśniła, jeśli chodzi o to, czy „Diablo” stać jeszcze na walkę o najwyższe laury. Jedyne co zyskał tym pojedynkiem, to oprócz gaży, że mógł poczuć znowu atmosferę szatni i przećwiczyć koncentrację przed samym wyjściem między liny.

    Nie da się ukryć, że kluczem do jego sukcesu jest psychika. Każdy przecież wie, że walczyć potrafi. Tajemnicą poliszynela jest jego słabość do kobiet, przez którą przynajmniej w strefie mentalnej przegrywał swoje pojedynki. W przeszłości potrafił znikać na całą noc przed ważnym pojedynkiem i pojawić się na kilka godzin przed walką. Jego ostatnia porażka (z Grigorijem Drozdem), w której musiał pożegnać się z pasem mistrzowskim federacji WBC była również spowodowana jego problemami natury osobistej. Urodziło mu się dziecko w związku pozamałżeńskim, z którym do dzisiaj nie utrzymuje kontaktów. W przeszłości były próby samobójcze, imprezy, a w zeszłą środę kraksa samochodowa. Na szczęście nic mu się nie stało.

    Krzysztof Włodarczyk żyje w swoim świecie. Często spóźnia się na treningi, co bardzo nie podoba się jego wieloletniemu trenerowi, jakim jest bardzo zasadniczy i pilnujący dyscypliny Fiodor Łapin. „Diablo” przyzwyczaił się już do bycia osobą publiczną. Ba! Nawet bardzo to polubił! Jego konflikt z Arturem Szpilką (zawodnicy pobili się w siłowni, gdzie przez wiele lat razem trenowali) był spowodowany tym, że Włodarczyk miał problem, że nie jest już uznawany za największą gwiazdę w polskim boksie. Nagle wszyscy mówili tylko o młodym pięściarzu z Wieliczki. Gdy Szpilka pokonał Adamka, to „Diablo” ze spuszczonym nosem opuszczał halę w Krakowie. Paradoksem popularności Włodarczyka jest to, że tak samo można o nim przeczytać w serwisach specjalistycznych o boksie jak i na pudelku.

    Promotorzy mają już plan na dalszą karierę „Diablo”. W maju w Stanach Zjednoczonych ma odbyć się walka z Beibutem Shumenovem o pas WBA Interim. Zakładając zwycięstwo w tym pojedynku pewnie odbędzie się jedna obrona, a później zostanie obrany świetnie znany Włodarczykowi kierunek Moskwa i walka o prawdziwy tytuł mistrza świata z Denisem Lebiediewem.

    Żeby te wszystkie założenia mające na celu przywrócenie „Diablo” pasa najlepszego pięściarza świata w swojej kategorii wagowej się ziściły, to jego psychika musi pracować bez zarzutu. Tylko czy to możliwe? Jego małżeństwo jest dalekie od ideału, czego dobrym przykładem może być sesja w Playboyu jego żony (warto zobaczyć!), na którą nie miał wpływu. Został tylko poinformowany, że coś takiego miało miejsce. Jako para pozują razem do zdjęć, ale każde z nich ma swoje oddzielne życie. Jedyną szansę widzę w tym, że chęć zarobienia pieniędzy poprzez walki z najlepszymi może zmobilizować Włodarczyka do odłożenia na boczny tor tych wszystkich tarapatów, w jakie przez lata się pakuje. Dla niego to ostatni gwizdek. Ma już 34 lata i przed sobą kilka lat boksowania. Warto chyba poświęcić ten czas, zdobyć ponownie tytuł mistrza świata, żeby potem odcinać kupony od wielkiej popularności. I tego ci Krzysiek właśnie serdecznie życzymy!

    Foto: fakt.pl

    Komentarze