Gala Ekstraklasy: Piłkarska Eurowizja

    Niedawno, bliżej nie określona część Europy żyła festiwalem piosenki Eurowizji. W mediach zrobiło się gorąco od wypowiedzi zaangażowanych w sprawę dziennikarzy i zwyczajnych, szarych obywateli. Każdy chciał dołożyć swoje trzy, bardzo ważne we własnym mniemaniu grosze. Polska nie byłaby Polską, gdyby nie wkroczyli w to zamieszanie uzbrojeni w swe ważkie opinie komentatorzy życia publicznego i politycznego. To nic, że o muzyce jeden albo drugi ma dość blade pojęcie, najważniejsza była misja obrony moralności przed zgnilizną wylewającą się z każdego zakamarka sceny eurowizyjnej.

    Nie trzeba nikogo o zdrowych zmysłach przekonywać, że Eurowizja to festiwal tandety i wszechogarniającego oceanu nudy muzycznej. Nie trzeba również tłumaczyć żadnemu rozsądnemu człowiekowi, że dramatyczne wywody moralistów typu Matka Kurka, są śmieszne i całkowicie nie na miejscu. Do tej, jakże żenującej sytuacji dopasował się polski sprawozdawca festiwalu Artur Orzech, który swoim komentarzem zajechałby każdą, nawet najbardziej emocjonującą imprezę. Słuchając jego wywodu można było odnieść wrażenie, że chłop pierwszy raz chwycił za mikrofon i trema kosi jego chęci bycia zdystansowanym i sarkastycznym. Kto zatem, wobec niedyspozycji prowadzącego Orzecha miał wytłumaczyć niezrozumiałe sytuacje i zawiłe wybory na pieśniarza (pieśniarki) roku Eurowizji?

    Przedwczoraj miałem wątpliwą przyjemność oglądać inny festiwal próżności zwany Galą Ekstraklasy. Analogie do eurowizyjnego wydarzenia są niestety, w pewnych kwestach, aż nadto widoczne. W jednej i drugiej sytuacji o niektórych wyborach decydowała jakaś polityka. O ile w przypadku piosenkarzy charakter jej był dość jasny do odczytania, to nie potrafię odpowiedzieć na pytanie jakie interesy i interesiki wpłynęły na poszczególne wybory w czasie Gali Ekstraklasy. Jasne, w przypadku nagród dla Nemanji Nikolica wątpliwości być nie może. Facet w minionym sezonie huknął 28 bramek i zanotował 11 asyst. Szalony Węgro-Serb w pełni zasłużył na wszystkie wyróżnienia.

    pogon-murawski-pomocnik-sezonu

    Szczęka spadła mi na ziemię, rozbijając się jak kryształowy kieliszek na tysiąc kawałków, kiedy usłyszałem, że najlepszym pomocnikiem został Rafał Murawski. Najpierw myślałem, że to zwyczajna pomyłka, przejęzyczenie. Jednak nie…To była prawda. Rozumiem, że Murawski miał dobry sezon, że Pogoń wypadła nieźle. Rozumiem nawet to, że gdyby nie on, cały zespół nie byłby tak wysoko w tabeli. Ale najlepszy pomocnik?

    Chciałbym w związku z tym zapytać. Co miał zrobić Mateusz Cetnarski, aby otrzymać tę nagrodę? Wyjść z siebie i jak mistrz Hudini pojawić się na boisku w dwóch postaciach? Może bilokować się jak Ojciec Pio? Przecież nędzne 13 bramek i 12 asyst to nic nie znaczy w porównaniu do osiągnięć Murawskiego. Przecież to, że pociągnął Cracovię do europejskich pucharów, a Murawski Pogoni nie, to też lipa.

    Zespół z Krakowa nie ma dobrej prasy. Przed meczem z Lechią dziennikarze rozpisywali się o tym, że Gdańszczanie są już pewni gry w pucharach, jakby zapominając, iż to Cracovia ma przewagę punktową i gra mecz u siebie. Oczywiście taki stan rzeczy, to nie tylko wina „niedowidzących” znawców polskiej piłki. Zapomniano na Kałuży jak ważna jest praca nad pozytywnym obrazem klubu i odpuszczono sobie ten temat. Czy jednak to ma decydować, o tym kto dostanie tytuł najlepszego pomocnika ligi? Może chodzi o to, że Murawski ma zwyczajnie więcej „fąfli” w środowisku? Może mają znaczenie biznesowe kontakty gracza Pogoni Szczecin? Nie mam bladego pojęcia, a wytłumaczyć tego wyboru podobnie jak na Eurowizji nikt nie był w stanie…

    Foto: interia.pl

    Komentarze