French Open: Radwańska z deszczu pod rynnę!

Mimo, iż Agnieszka Radwańska czekała trzy dni na rozegranie do końca swojego meczu w czwartej rundzie French Open przy bezdeszczowej pogodzie, nie udało się! Rzęsiste opady, które paraliżują turniej Wielkiego Szlema na kortach imienia Rolanda Garrosa od samego początku jego trwania, dały się we znaki i wczoraj. Aura okazała się pechowa dla naszej najlepszej rakiety, wiceliderki rankingu WTA.

„Isia” rozpoczęła spotkanie z Bułgarką Cwetaną Pironkową w niedzielę, dodajmy, że po kilkukrotnym przekładaniu godziny jego rozpoczęcia właśnie z powodu pogody. Wszystko układało się po myśli krakowianki, która pierwszego seta pewnie wygrała 6:2. Kiedy w drugiej odsłonie, przy prowadzeniu Polki 3:0, byliśmy już gotowi na świętowanie awansu do kolejnej rundy i piękne zwieńczenie wspaniałej dla Polaków niedzieli – rano w pięknym stylu wygrali z Francją swój mecz siatkarze, a wieczorem piłkarze ręczni Vive Tauron Kielce zdobyli Ligę Mistrzów – spotkanie przerwano. Przewaga Radwańskiej była tak duża, że nikt nie brał pod uwagę opcji, że może zakończyć się inaczej niż jej triumfem, dokończenie meczu miało być formalnością. Pierwotnym terminem kontynuacji pojedynku był poniedziałek, jednak pogoda w dalszym ciągu nie dawała za wygraną i musieliśmy czekać do wtorku.

W końcu udało się przeprowadzić dalszą część spotkania, jednak po powrocie na kort sytuacja zmieniła się na korzyść Pironkowej. Oczekiwaliśmy trzech gemów dla Radwańskiej i szybkiego zapomnienia o tym feralnym meczu, jednak los chciał inaczej i to Bułgarka punktowała jak natchniona! Sześć kolejnych gemów i wszystkie dla niej! Niemożliwe stało się możliwym i musieliśmy czekać na decydującego seta. A poczekać chwilę musieliśmy, bo trzecia odsłona była co rusz odraczana. Już końcówka drugiego seta nie zapowiadała niczego dobrego, ale liczyliśmy, że Agnieszka odwróci losy spotkania. Niestety ostatnia odsłona nie przyniosła zmian i cztery kolejne gemy padły łupem Bułgarki. W międzyczasie Radwańska poprosiła jeszcze o przerwę medyczną w związku z bólem nadgarstka. Po przerwie było nieco lepiej, ale ciągle o wiele za mało na Pironkową, która niesiona dziesięcioma zwycięskimi gemami, nie dała już sobie wydrzeć zwycięstwa i ostatecznie zakończyła trzeciego seta 6:3. Tym samym „Isia”, po pokonaniu w poprzednich rundach Jovanovski, Garcii i Strycovej, pożegnała się z French Open.

radwanska-pironkova-pasja-laczy-nas-pasja-rain

Na pomeczowej konferencji nie kryła swojej wściekłości: Jestem po prostu niezwykle zaskoczona i zła, że musimy grać w deszczu. To nie jest turniej z pulą 10 tysięcy. To Wielki Szlem. Jak można pozwolić grać zawodnikom w deszczu? Nie da się grać w takich warunkach”. Ciężko nie zgodzić się z opinią Radwańskiej, ewidentnie organizatorzy turnieju nie są przygotowani do walki z aurą, a obserwatorzy imprezy bardziej koncentrują się na wyglądaniu kawałka bezchmurnego nieba, niż na odbywających się pojedynkach. Musimy jednak obiektywnie przyznać, że Agnieszka, oprócz walki z pogodą, toczyła bój z przeciwniczką, dla której warunki były identyczne i której pomeczowa wypowiedź, z oczywistego powodu, była w innym tonie: Miałam takie same warunki, ja też grałam w deszczu. Nie należę do zawodniczek, które lubią wolne korty, ciężkie piłki, to oczywiste. Ale starałam się nie myśleć o tym, że pada, tylko koncentrować na każdym jednym punkcie. I zadziałało”.

Pogoda nie może więc być usprawiedliwieniem i jasno musimy powiedzieć, że Radwańska była zwyczajnie słabsza od rywalki. Szkoda oczywiście, że zakończyła występy na tym etapie, ale fani tenisa zastanawiają się, jak potoczy się dalsza część French Open. W podobnym do Agnieszki tonie wypowiadała się wczoraj również Simona Halep, która w analogicznej sytuacji również pożegnała się z turniejem, co skomentowała słowami: “Nie chcę komentować warunków. Nie ma dla nich słów. Moim zdaniem gra była niemożliwa. A rozgrywanie meczów tenisa w deszczu to według mnie przesada”.

Komentarze