French Open: Noblesse oblige

    Noblesse oblige – szlachectwo zobowiązuje. Tę z dzisiejszego punktu widzenia, wyświechtaną maksymę pierwszy raz sformułował francuski książę de Levis w swoich „Maksymach i refleksjach”. Daję swą prawicę obciąć za stwierdzenie, że autor nie zdawał sobie sprawy z tego jak potoczy się historia i nigdy nie przeszło mu przez głowę, że ktoś będzie próbował użyć jego słów do tak mało istotnej z punktu widzenia wszelkich filozofów dziedziny życia jaką jest sport.

    Tak się utarło w głowach, że istnieje pewien nieformalny, zgoła nielogiczny podział na dyscypliny mniej szlachetne i bardziej szlachetne. W jakiś sposób to, do której kategorii przypisuję się którą formę działalności sportowej zależy od jej historii. Tak też intuicyjnie wiemy, że piłka nożna, koszykówka czy hokej, grami książąt, kasztelanów i hrabiów nie są. Inna sytuacja ma miejsce kiedy weźmiemy pod lupę takie sprawy jak polo i golf. Wypada w tym miejscu zapytać dlaczego rugby uważane jest za sport dla brutali, a tymczasem jest to gra gdzie fair play i szacunek to rzecz święta. Z jeszcze innych względów całe stado dyscyplin lekkoatletyki uważa się za te, które są w pewnym sensie elitarne. Nie bez kozery nazywa się ją królową sportu.

    Z całą pewnością tenis ziemny w powszechnej świadomości klasyfikuje się jako sport szlachetny. Ma to swoje uzasadnienie w historii, bo mimo, że dyscyplina w swej pierwotnej formie narodziła się w klasztorach chrześcijańskiego zachodu, to szybko zaadoptowała się na dworach królewskich Anglii i Francji. Ba, słynny król Henryk VIII nie dość, że wymyślił „serwis” to jeszcze kazał budować korty w całym kraju. Takiej promocji nie miała wcześniej chyba żadna dyscyplina sportu.

    Dlatego też, wspominając te chlubne dzieje ogromnie się cieszę, że po latach posuchy mamy w elicie tej elitarnej gry zawodniczkę zdolną grać na najwyższym światowym poziomie. Mowa oczywiście o Agnieszce Radwańskiej. Nie chcę skrzywdzić całej masy tenisistów, którzy reprezentowali Polskę w erze post-Fibakowej, jednak to, co robi w tej chwili Radwańska jest absolutnie wyjątkowe.

    Właśnie to jest argument dla którego nasze oczy zwrócone powinny być na korty Rolanda Garrosa w Paryżu, gdzie w French Open Polka rozgrywa swoje pojedynki. Dzisiaj około godziny 14:30 spotka się w trzeciej rundzie turnieju z Czeszką Barborą Strycovą. Niech nas nie zmyli daleka trzydziesta pozycja w rozstawieniu Strycovej, niech nas nie wprowadzi w stan uśpienia to, że Radwańska z nią jeszcze nie przegrała (cztery razy zwyciężyła). To jest tenis, to jest Wielki Szlem. Tu bardzo często decyduje o losach pojedynku dyspozycja dnia, a przez przypadek w III rundzie takiego turnieju nikt nie gra. Cieszy natomiast styl w jakim Polska wygrała poprzednie dwa spotkania. Widać, że jest w gazie i nawet jeśli dochodzi do sytuacji gdzie psychika i to co dzieje się w głowie może przeważyć szalę zwycięstwa, ona nad tym w pełni panuje. Zwłaszcza w drugim secie meczu z Caroline Garcią pokazała jak bardzo panuje nad emocjami. To jest bardzo ważne.

    Pozytywne jest również to, że sama Radwańska nie „podpala się” spokojnie chłodząc gorące głowy kibiców wyważonymi wypowiedziami. Jednocześnie przyznaje, że dzięki opuszczeniu kilku startów w tym sezonie, teraz czuje się świeża, a tenis sprawia jej ogromną satysfakcję.

    Niech tak zostanie, niech panowie dziennikarze nie rozpętują niepotrzebnej spirali oczekiwań. Dajmy Polce grać swój najlepszy tenis i wygrywać, a potem być może, przyjdzie czas na radość i świętowanie.

    Zatem Pani Agnieszko, pamiętając że szlachectwo zobowiązuje, a Polacy w obecnych czasach jak rzadko kiedy potrzebują szlachetnych postaw, ograj dziś tę Czeszkę…

    Komentarze