Lv bet zakłady bukmacherskie posiada zezwolenie urządzania zakładów wzajemnych wydane przez ministra finansów. Udział w nielegalnych grach hazardowych może stanowić naruszenie przepisów. Hazard związany jest z ryzykiem.

Final Four: Pseudo kopciuszek Resovia

Wielkie Final Four siatkarskiej Ligi Mistrzów za nami. Mecze oglądały tysiące widzów, poziom sportowy wyśrubowany, organizacja na najwyższym poziomie, super nowoczesna hala. I tak dalej i tak dalej… Cudnie pięknie i gites, że zacytuję klasyka Nohavicę. Pozostawić taki opis wydarzeń w Krakowie to tak, jakby nic nie napisać. Czytelnik może, nawet bez specjalnej złośliwości, zarzucić

Wielkie Final Four siatkarskiej Ligi Mistrzów za nami. Mecze oglądały tysiące widzów, poziom sportowy wyśrubowany, organizacja na najwyższym poziomie, super nowoczesna hala. I tak dalej i tak dalej… Cudnie pięknie i gites, że zacytuję klasyka Nohavicę. Pozostawić taki opis wydarzeń w Krakowie to tak, jakby nic nie napisać. Czytelnik może, nawet bez specjalnej złośliwości, zarzucić zadufanie i zerowy krytycyzm, może celnie wytknąć brak przenikliwości u autora. Z drugiej strony nastawić się tylko i wyłącznie na krytykę oraz szukanie tak popularnych w niektórych środowiskach haków, wydaje się być po prostu słabe. Cóż więc ma począć biedny autor, aby nie popaść w sztampę uniesienia czy szaleństwo krytyki? Odpowiedź w tym wypadku jest prosta jak konstrukcja cepa. Niech piszący te słowa wyłuszczy wyniki meczów i doda od siebie, czy dobrze się stało i czy wygrał ten, który wygrać powinien. Ale czy to wypada? Czy taki prosty opis zaspokoi głód wiedzy czytelnika i chęć tworzenia autora?

Zostawmy jednak te ważne z punktu widzenia piszącego deliberacje, a skupmy się na tym, co czytelnika w tej sportowej przecież sytuacji interesuje.

Tauron Arena w Krakowie ostatnio nie jest szczęśliwa dla Polaków, obojętnie czy gra reprezentacja czy kluby, obojętnie jaka dyscyplina sportu uprawiana jest na parkiecie. Mistrzostwa Świata w hokeju Dywizji IA, Mistrzostwa Europy w szczypiorniaku, wreszcie Final Four siatkarskiej Ligi Mistrzów. Wszystkie te imprezy łączy jedno stwierdzenie: szanse były. O ile w meczu z Kazaniem należało się spodziewać, że Resovii trudno będzie dopaść rywala i dotkliwie go pobić, to już w spotkaniu o brązowy medal czekaliśmy na zwycięstwo. Rozumiem, że Cucine Lube Civitanova to poważny klub z poważnej Serie A, jednak argumenty po stronie rzeszowian były znaczące. Własna publika, potrafiąca zmienić się w czerwoną z żaru lawę i parzyć swoich przeciwników, własna (teoretycznie) hala i skład, którego nie powstydziłaby się żadna drużyna w Europie. Nic to. Horrory to i owszem pisały się same. Nawet z Zenitem emocje były ogromne. Ale efekt, szczerze i bez zbędnej kurtuazji, okazał się być fatalny. Ostatnie czwarte miejsce to żaden powód do dumy. Zwłaszcza, kiedy było się organizatorem turnieju. Ja wiem, że rolą gospodarza w polskiej tradycji jest zastawić się i uchylić nieba gościom. Piękne to i chwalebne, ale przecież nie w rywalizacji sportowej! Gdzie buta? Gdzie szaleństwo? Gdzie odwaga?

Przed turniejem Krzysztof Ignaczak powiedział, że Resovia będzie występować w roli kopciuszka i w porównaniu do innych uczestników Final Four jest po prostu bidna. Cholera jasna! Co zatem musi się wydarzyć żeby rzeszowianie nie traktowali siebie samych jak ubogich krewnych bogaczy ze wschodu i zachodu Europy? Kompleksy w sporcie to słabość, a słaby przegrywa. Może gdyby nie zabrakło bezczelnej pewności siebie i odrobiny przekonania o własnej wartości, nie zabrakłoby też punktów w decydujących momentach gry…

Stało się jednak jak się stało. Niezniszczalna machina z Kazania, choć nie bez kłopotów pokonała w finale włoskie Trentino Diatec, a ja powtórzę to, co jak mantra ciśnie mi się na usta: Leon przybywaj!

P.S. Dla tych którzy nie wiedzą o co chodzi: Leon przybywaj do reprezentacji Polski…