Euro 2016: Spokoju ducha Państwu życzę…

    W każdym z nas głęboko skrywany, obecny jest jakiś pierwiastek masochistyczny. Proszę mnie źle nie zrozumieć, nie chodzi mi o dosłowne znaczenie tego słowa. W tym określonym przypadku należy je rozumieć potocznie.

    Mądrzy ludzie czasami, to o czym chcę napisać nazywają autodestrukcją. Padło nawet gdzieś słowo anhedonia, lecz ono też nie pasuje do kontekstu, ponieważ jest to utrata zdolności odczuwania przyjemności.

    Z tego wszystkiego to jednak masochizm w jego nie naukowym, a bardziej intuicyjnym pojmowaniu jest tym co każdy z nas odczuwa przed niektórymi wydarzeniami. Jest to uczucie, które dopada nas bez względu na wiek, płeć czy chęci przyjęcia go w nasz krąg odczuwania.

    Dlaczego o tym piszę Drodzy Czytelnicy. Ano właśnie ja mam tak, że dzień w którym ma grać polska reprezentacja w piłce nożnej jest dla mnie trochę autodestrukcyjo-masochistyczny.

    Zadajcie sobie pytanie, czy przypadkiem nie odczuwacie przed pojedynkiem futbolowym wszechogarniającej nerwowej niepewności?

    Czy potraficie się skupić na tym co aktualnie robicie? Czy nie jesteście nerwowi i rozdrażnieni? Czy podświadomie nie chcecie, aby było już po wszystkim, po to by przeskoczyć stres i niepewność? Serce wam szybciej nie bije? E tam szybciej, czy “nachrzania do granicy jakiegoś wylewu lub zwału? Jestem pewien, że większość z Was odpowie twierdząco…

    Cytując konferansjera z filmu „Co mi zrobisz, jak mnie złapiesz” napiszę: Tak się szczęśliwie składa, że dziś o godzinie 18 mamy mecz Polski. Tak, się również złożyło, że wszystkie te uczucia o których pisałem wcześniej w tej chwili przeżywam. Odczuwam je jak cholera…

    Gdyby był to tradycyjny mecz o honor, zapewne z sarkastycznym uśmieszkiem czekałbym na wieczorną transmisję. Teraz jednak jest inaczej, niby mamy awans, a jeszcze go nie ma.

    Niby możemy potraktować spotkanie z Ukrainą lżej niż te z Niemcami czy Irlandią Północną, a jednak nie.

    Gdzieś, w tej cudownej postawie naszych zawodników brakuje strzelonych bramek. To może dziś będzie okazja aby otworzył się Robert Lewandowski, może pójdziemy drogą Walii, która wybiła grę w piłkę z głów buńczucznych Rosjan.

    FOTO: PRZEMYSLAW KAMINSKI / SE / EAST NEWS WARSZAWA MECZ ELIMINACYJNY MISTRZOSTW SWIATA POLSKA CZARNOGORA N/Z: ROBERT LEWANDOWSKI 06/09/2013

    Same „niby” i „może”. Dodam do tego nie lada oczekiwania, które kierujemy w stronę polskich piłkarzy i mamy obraz jak z powieści pisarzy futurystów o wojnach mentalnych.

    Przyznam, że nie uspokoiłoby mnie nawet zwycięstwo Anglików ze Słowakami, które dla nas oznaczałoby awans już wczoraj. Jedynym środkiem na uspokojenie w tej sytuacji jest stan psychiczny piłkarzy ukraińskich.

    Są totalnie rozbici, umarło w nich wszystko co powoduje, że ma się ochotę na grę i zwycięstwo. Widać to wyraźnie na konferencjach prasowych. Przyznali nawet, że w ogóle nie chcieli stawić się przed dziennikarzami. Tak pali ich wstyd przegranej.

    AppleMark

    Z drugiej strony pamiętam nasze mecze o pietruszkę na wielkich turniejach i wiem, że walka o honor zobowiązuje…

    Prawda jest taka, że podobne myśli towarzyszą nie tylko polskim kibicom. Wszak dziś grają Irlandia Północna z Anglią, Czechy z Turcją i Chorwacja z Hiszpanią. Jedni walczą o awans inni o honor. Każdy jednak, kto z wypiekami na twarzy i płomiennym spojrzeniem dopinguje swoją drużynę przeżywa takie rozterki jak ja.

    Dlatego życzę Państwu i sobie spokoju, równowagi wewnętrznej i co najmniej trzech bramek dla naszej reprezentacji…

    Komentarze