Euro 2016: Real vs Real. Pojedynek gwiazd!

Dla nas, fanów, to początek końca. Końca pięknej imprezy, która dała nam wiele radości z występów naszych reprezentantów i przyniosła wiele niespodziewanych rozstrzygnięć. Dziś pierwsze z trzech ostatnich spotkań, półfinałowe starcie Portugalii i Walii oraz jedna z tych niespodzianek, bo przecież nikt nie przypuszczał, że tak będzie wyglądać obsada tego meczu, nie po tym co

Dla nas, fanów, to początek końca. Końca pięknej imprezy, która dała nam wiele radości z występów naszych reprezentantów i przyniosła wiele niespodziewanych rozstrzygnięć. Dziś pierwsze z trzech ostatnich spotkań, półfinałowe starcie Portugalii i Walii oraz jedna z tych niespodzianek, bo przecież nikt nie przypuszczał, że tak będzie wyglądać obsada tego meczu, nie po tym co widzieliśmy do tej pory.

Niezależnie od tego, której z drużyn uda się awansować dalej, będzie to zaskoczenie. Która z ekip miała więcej szczęścia? Gdybyśmy spojrzeli na wszystkie rozegrane do tej pory przez nie spotkania, to wydawać by się mogło, że Ronaldo i spółka limit swojego wykorzystali już przynajmniej do 2030 roku.

Najpierw przeczołgali się przez fazę grupową. Trzy remisy, z Islandią, Austrią, a potem po szalonym meczu, zakończonym wynikiem 3:3, podział punktów z Węgrami. Gdyby nie ten jeden ugrany punkt, Portugalczyków nie byłoby w ogóle w dalszych rozgrywkach.

A farta mieli ogromnego – trzykrotnie w tamtym meczu gonili wynik i nie zapominajmy, że Madziarzy przy stanie 3:3 obili jeszcze słupek rywala. Mogło być różnie, ale udało się uciułać trzy punkty, które dały im awans z trzeciego miejsca do jednej ósmej rozgrywek.

Tam spotkali się z Chorwacją, która choć była faworytem w tym pojedynku, to nie pokusiła się nawet o oddanie jednego celnego strzału w całym meczu. Portugalczycy chcieli kontynuować swoją serię remisowych meczów, ale bierność Chorwatów była tak wielka, że grzechem było nie zaaplikować im chociaż jednej bramki, o co pokusił się na trzy minuty przed końcem dogrywki Quaresma.

quaresma

Po awansie do ćwierćfinału wielu przepowiadało im koniec francuskiej przygody, zwłaszcza, że trafili na Polaków, zespół solidnie grający i uważany za kandydata na przynajmniej półfinał. Jak to się skończyło, wszyscy wiemy. Znowu fura szczęścia po stronie podopiecznych Santosa, kolejne dziewięćdziesiąt minut zakończone remisem i loteria w karnych, gdzie okazali się lepsi od naszych.

Pięć remisów w regulaminowym czasie gry, żadnego zwycięstwa, ale i żadnej porażki, wygrana seria rzutów karnych z Polską i możliwość sięgnięcia po finał dzięki umiejscowieniu w tzw. „łatwiejszej” części drabinki. A jak będzie dziś, znowu piłkarscy bogowie będą ich wspierać?

Z tym może być problem, bo równie mocno jak Portugalczykom, sprzyjają oni Walii. Oni, choć wygrali swoją grupę, to potem również mieli łatwiej niż można się było spodziewać. W fazie pucharowej również udało im się ominąć Niemców, Hiszpanów czy Włochów, a o awans do ćwierćfinału bili się z Irlandią Północną.

Pomimo tego, że nasz grupowy przeciwnik nie należał do najtrudniejszych, to Bale i jego koledzy męczyli się niemiłosiernie. Dopiero samobójcze trafienie przeciwnika dało im upragnione zwycięstwo. Podobnie jak dla Portugalczyków, dla Walijczyków ćwierćfinał miał być końcem turnieju.

Tam trafili na Belgię, jednego z faworytów całego czempionatu. I znów los się do nich uśmiechnął, brak Vermaelena i Verthongena w defensywie rywala był tak mocno widoczny, że piłkarze Colemana nie mieli problemu z trzykrotnym jej sforsowaniem, samemu tracąc tylko jedną bramkę po pięknym strzale Nainggolana.

walia750

Bardziej niż rywalizacja samych drużyn na tym etapie, interesuje nas pojedynek liderów obu ekip, kolegów klubowych i ekspertów od rzutów wolnych, Ronaldo i Bale’a. Obaj mają jeszcze szansę na koronę króla strzelców turnieju i obaj mogą poprowadzić swoje drużyny do zwycięstwa.

Póki co nie są oni gwiazdami swoich zespołów, błyszczącymi wśród pozostałych piłkarzy. Oczywiście, Ronaldo strzelił dwa gole w zremisowanym meczu z Węgrami, co pozwoliło Portugalczykom na awans z grupy, a Bale zaliczył trafienia w każdym meczu grupowym, ale nie stanowią oni o sile swoich ekip.

Dają im bardzo dużo, ale wciąż czekamy, aż jeden z nich rozegra zawody, w których przyćmi pozostałych zawodników i udowodni, że wydane na niego przez Real sto baniek nie było ceną za wysoką. Chociaż ten czempionat nagradza nie indywidualności a kolektyw, to mamy nadzieję, że dziś będzie inaczej i obejrzymy kilka błysków geniuszu po obu stronach.