Euro 2016: Otwarcie godne Euro! Payet nagina rzeczywistość!

    Francuzi nie zawiedli, zarówno organizacyjnie jak i piłkarsko. Rozpoczęcie finałów Mistrzostw Europy 2016 godne było tak wielkiej imprezy! Zorganizowana z wielką pompą ceremonia otwarcia mogła się podobać – kilkuset artystów z kilkudziesięciu krajów, kolorowa kartoniada na trybunach przedstawiająca flagi uczestników turnieju, efektowny kankan w wykonaniu ubranych w kolorowe suknie francuskich tancerek, muzyczna oprawa Davida Guetty i oficjalny hymn Euro w wykonaniu Zary Larsson, a potem pokaz lotniczy w wykonaniu francuskich sił powietrznych.

    Show krótkie acz imponujące, stanowiące jednak tylko preludium do tego, na co wszyscy kibice piłkarscy czekali od dawna!

    Kilka minut po godzinie dwudziestej pierwszej zabrzmiał pierwszy gwizdek sędziego Kassai i rozpoczęło się inauguracyjne spotkanie grupy A pomiędzy Francją i Rumunią.

    payet-after-goal-laczy-nas-pasjaFrancuscy kibice może nie spodziewali się spacerku, ale na pewno tego, że ich drużyna na początek turnieju lekko, łatwo i przyjemnie pyknie Rumunów, dając pokaz siły i wysyłając w świat informację, że słusznie stawia się ich w pierwszym rzędzie do wygrania całych rozgrywek. Mecz otwarcia pokazał jednak, że w takim turnieju nie ma słabeuszy.

    Chociaż piłkarze Deschampsa zwyciężyli, to na pewno nie pokazali tej różnicy klas, o której mówiło się przed spotkaniem.

    Właśnie dlatego uważamy, że nie zawiedli – po pierwsze, mecz oglądało się wyjątkowo przyjemnie, otwarta gra z obu stron i drżenie o wynik do samego końca, po drugie, to jest turniej, liczą się trzy punkty. Jeśli Francja będzie triumfatorem całej imprezy nikt nie będzie wypominał im tego, że niemiłosiernie męczyli się z Rumunami. Czy ktoś pamięta, że podczas Mistrzostw Świata w 1998 roku Zidane w początkowych fazach odegrał mizerną rolę w drużynie Francji? Nie, zapamiętaliśmy jego dwie bramki z finałowego spotkania z Brazylią i to on jest ikoną tamtego mistrzowskiego zespołu!

    Po trzecie, bramka Payeta. Pierwszy mecz, a my mamy już pewniaka do „top 10” goli mistrzostw i to nie tylko ze względu na jego urodę, ale też znaczenie dla końcowego wyniku!

    Dimitri Payet. Bohater meczu i od dziś całej Francji. Nie Pogba, nie Griezmann, nie Giroud. Asysta przy bramce Giroud i decydujący o zwycięstwie gol w osiemdziesiątej dziewiątej minucie, to i tak minimum osiągnięć, jakie możemy zapisać na konto pomocnika West Ham United.

    Gdyby koledzy wykorzystali połowę jego dobrych zagrań, to Francja o wynik spokojna byłaby przed przerwą, a wspomniani już Giroud i Griezmann mogliby cieszyć się z co najmniej dwóch trafień – każdy! Wczoraj był wszędzie, dryblował, szarpał skrzydłami, próbował prostopadłych podań i wrzutek. Raziła tylko nieskuteczność kolegów z zespołu.

    Takie mecze jak ten kreują liderów i bohaterów narodowych. A jeśli ktoś, tak jak Payet wczoraj, potrafi nagiąć niekorzystną dla swojego zespołu boiskową rzeczywistość, nie mamy wątpliwości, że będzie jednym z nich.

    Po takich zawodach ma pewne miejsce w wyjściowej jedenastce na kolejny mecz, a że złapał trochę wiatru w żagle i całą furę pewności siebie, to jesteśmy pewni, że pokaże nam znacznie więcej. Wczoraj zresztą nie miał okazji żeby pokazać swój największy atut, czyli strzały z rzutów wolnych.

    Czy Francuzi mogą narzekać na tych, na barkach których miała spoczywać odpowiedzialność za grę drużyny? Wydaje nam się, że jeszcze nie. To dopiero pierwszy mecz i choć Pogba nie zagrał na miarę oczekiwań, to jesteśmy pewni, że jeszcze uraczy nas kilkoma przepięknymi zagraniami. Griezmann? Nie siedziała mu wczoraj piłka, ale nie można mu odmówić zaangażowania i walki, dlatego poczekajmy, w końcu zacznie trafiać.

    Wspomnijmy jeszcze o innym cichym bohaterze, N’Golo Kante. Francja starała się ciągle atakować, ale Rumuni nie pozostawali im dłużni i również kilkukrotnie robili wycieczki na ich połowę, gdzie królował Kante, który rozbijał większość ich ataków. Facet od „czarnej roboty”, podobnie jak u nas Krychowiak.

    france-romania--euro-laczy-nas-pasjaSłowa uznania należą się jednak Rumunom. Mimo, że przegrali 1:2, a bramka dla nich padła po rzucie karnym, to zaprezentowali się bardzo dobrze.

    Żelazna defensywa i współpraca między formacjami były wręcz podręcznikowe! Zawodnicy Iordanescu pokazali, że ich wyjście z grupy, mimo porażki w pierwszym meczu, jest jak najbardziej realne. Zostały w końcu aż dwa spotkania, z Albanią i Szwajcarią, czyli przeciwnikami zdecydowanie od Francji słabszymi.

    Otwarcie za nami i przyznamy, że jeśli turniej będzie trzymał poziom wczorajszego spotkania to będziemy zadowoleni!   

    Komentarze