Euro 2016: „Niedorotowana” piłka, czyli piątek we Francji

    Muszę się Wam do czegoś przyznać. Codziennie od godziny 15 wpadam w trans. Według świadków, wyglądam jak człowiek, któremu wyłączyły się niektóre funkcje życiowe. Żuchwa lekko opada, powodując uchylenie otworu gębowego, oczy robią się większe i w panice szukają źródła obrazu tego, co dzieje się aktualnie we Francji.

    Tak mogli wyglądać szaleni szamani sprzed tysięcy lat, którzy mylili świat doczesny z innymi, które istniały w ich głowach. Muszę szczerze powiedzieć, że uwielbiam ten stan i z radością przyjmuję to uzależnienie.

    Wczoraj tej krótkiej tradycji również stało się zadość, a w trans wprowadzić mnie miały drużyny Szwecji i Włoch.

    Potężni potomkowie wikingów, czyli siła plus geniusz Ibrahimovica kontra żelazna dyscyplina taktyczna plus niezwykłe umiejętności aktorskie. Tak, zapowiadało się cudnie.

    Sytuacja w grupie przed meczem powodowała, że Szwedzi musieli, a Włosi mogli…Nie zobaczyłem jednak huraganowych ataków Skandynawów, wijącego się jak piskorz, we wspaniałym uniesieniu szalejącego Ibrahimovica.

    Można było raczej podziwiać dwie drużyny konsekwentnie realizujące założenia taktyczne i wydaje się, skupione głównie na grze obronnej. Raźniej zaczęli spotkanie Szwedzi, jednak z ich przewagi w posiadaniu piłki i podchodzeniu raz za razem pod bramkę Buffona nic nie wynikało. Dodatkowo Włosi konsekwentnie wcielali w życie plan aktorski.

    wlochy750

    Wydawało się, że tak doświadczony sędzia, jakim jest Węgier Viktor Kassai nie dopuści do rozkwitu scenicznych umiejętności Włochów, przecież znani są z ukochania do tego rodzaju gry. Jednak arbiter dał się wciągnąć w te machinacje. Łykał wszystkie krzyki i spektakularne pady reprezentantów Italii, jak wieloryb plankton.

    Doszło do sytuacji, kiedy Szwedzi praktycznie zostali unieruchomieni, przez co chwilę przewracających się Włochów. Panie Kassai opanuj się Pan, chciało się powiedzieć, nie bądź jak dziecko naiwne i łatwowierne.

    Trochę więcej gry ofensywnej zobaczyliśmy w drugiej połowie. Nadal jednak brakowało tego, który miał prowadzić szwedzkich wojowników do zwycięstwa i swoim geniuszem razić Włochów.

    Brakowało Ibry w szalonym, nieobliczalnym wydaniu.

    Pewien mój znajomy, sympatyk reprezentacji Włoch mawia, spokojne jeden do zera, żelazna obrona i nagłe śmiertelne ukucie przeciwnika.

    Co by o Włochach nie myśleć, plan ten realizują w stu procentach. W 88 minucie Eder rozpędził się jak ciuchcia i soczystym strzałem dał Włochom zwycięstwo. Sześć punktów po dwóch meczach daje im awans, Szwedzi zaś muszą pilnie oglądać mecz Belgii z Irlandią.

    Na drugie danie miałem skonsumować mecz Czechy – Chorwacja. Nasi południowi sąsiedzi, mimo, że awansowali do francuskich finałów Euro, to zdecydowanie są jedną z najsłabiej prezentujących się drużyn. Było to widać na boisku, aż nadto wyraźnie.

    Chorwaci zbudowani zwycięstwem nad swym odwiecznym rywalem Turcją od początku pokazywali, że to właśnie oni są lepsi i prowadzili grę. Raz za razem, jak morskie fale na plażę tak oni ciągnęli w stronę bramki Cecha. W 38. minucie Perisic zdobywa pierwszego gola i kiedy Rakitic technicznym strzałem wpakował piłkę do bramki czeskiej wydawało się, że nic już w tym spotkaniu zmienić się nie może, choć Czesi zdobyli bramkę kontaktową.

    chorwacja 750

    Faktycznie pewnie by się tak stało gdyby do akcji nie włączyli się chorwaccy kibice. Można napisać, że swoim zachowaniem kompletnie rozmontowali swoją własną drużynę…Najpierw poleciały race, później zaczęli się tłuc między sobą. Sędzia przerwał mecz i wznowił dopiero po pięciu minutach.

    Wtedy wydarzył się cud. Czesi wykorzystali rozkojarzenie przeciwników i fatalną interwencję Vidy, który wyskoczył do piłki w swoim polu karnym jak bramkarz raczej a nie obrońca.

    Karnego wykorzystał Necid i szokujące z punktu widzenia Chorwacji 2: 2 stało się faktem.

    Podwieczorek. Kiedy myślę o meczu Hiszpania-Turcja, to ciśnie mi się do głowy cytat z Jana Ciszewskiego: „Mój Boże, co ja mam Państwu powiedzieć?”. Najlepszy z najlepszych naszych komentatorów powiedział te słowa w zupełnie innych okolicznościach, ale do tego meczu pasują nad wyraz.

    Mistrzowsko operujący piłką Hiszpanie, wzorowo taktycznie i pięknie dla oka zniszczyli topornie grającą Turcję. Co z tego, że gracze z Anatolii miotali się, próbowali grać twardo, czasami wręcz brutalnie. Lekka zwiewność i fantazja Hiszpanów całkowicie zdominowała bitnych Turków. Ci zaś, powinni nie rozpaczać po wysokiej przegranej, a cieszyć się, że skończyło się na 3:0.

    hiszpaniaturcja

    I jeszcze na koniec o transie. Bywa tak, że w trakcie meczu wybudzam się na moment pod wpływem jakiegoś wydarzenia lub słów komentatora. Dedykuję tym samy tytuł tego artykułu pewnemu sprawozdawcy z telewizji Polsat, który z iście królewskim namaszczeniem potraktował język polski mówiąc o strzale któregoś z Hiszpanów, iż niedorotował piłki…Dorotujące życzenia pomyślności dla Pana Dziennikarza…

    Komentarze