Euro 2016: Nic się nie stało, Niemcy, nic się nie stało!

    Wczorajszy wieczór zaczął się dla naszej reprezentacji fenomenalnie jeszcze przed pierwszym gwizdkiem na Stade de France. Kilka minut przed dwudziestą Ukraińcy spektakularnie przerżnęli z Irlandią Północną dając nam nadzieję i jednocześnie nie dając wyboru – z Niemcami musimy uzyskać korzystny wynik i zapewnić sobie awans.

    Łatwiej nie będzie! Chociaż Irlandczycy skutecznie postawili się Ukrainie, to w spotkaniu z mistrzami świata raczej większych szans na punkty nie mają, potrzebowaliśmy więc minimum remisu by zapewnić sobie pierwszą trójkę w grupie, a te co najmniej cztery punkty dałyby nam pewnie awans.

    Zapowiadało się pierwsze od bardzo dawna spotkanie z odwiecznym rywalem na wielkiej imprezie, do którego nie przystępujemy jako „chłopiec do bicia”, ale przeciwnik groźny, z którym Niemcy muszą się liczyć.

    I chyba zdawali sobie z tego sprawę, bo od pierwszych minut podopieczni Löwa chcieli pokazać kto jest lepszym zespołem i wybić nam marzenia o jakimkolwiek punkcie z głowy. Początek w naszym wykonaniu nie był porywający. Cofnięci, lekko przestraszeni, widać było, że jeszcze nie wszystkie trybiki tej maszyny zaskoczyły.

    Co prawda Niemcy nie stworzyli jakiejś klarownej sytuacji, między Bogiem a prawdą też nie wznieśli się na wyżyny swoich możliwości, ale zostawialiśmy sporo miejsca ofensywie rywala, próbował Götze, szarpał Möller, ale bez rezultatu. Dość wspomnieć, że pierwsza połowa zakończyła się bez celnego strzału na którąkolwiek z bramek.

    Braki z pierwszej odsłony meczu szybko nadrobiliśmy po gwizdku rozpoczynającym drugą. Z wysokiego „C” rozpoczęli Polacy, Grosicki i Błaszczykowski pięknie pograli, ale Arek Milik stojąc metr przed pustą bramką nie sięgnął głową piłki. Jak to nie wpadło? Do teraz nie możemy zrozumieć.

    St. Denis, Francja, 16.06.2016. Polak Arkadiusz Milik (P) i Andre Schurrle (L) z Niemiec podczas meczu w grupie C pi³karskich mistrzostw UEFA Euro 2016 na Stade de France w podparyskim St. Denis, 16 bm. (jkm) PAP/Bart³omiej Zborowski *** EDITORIAL USE ONLY / Images must appear as still images and must not emulate match action video footage. Photographs published in online publications (whether via the Internet or otherwise) shall have an interval of at least 20 seconds between the posting.

    A żeby to nie była jedyna nasza zagwozdka, to pytamy samych siebie, jakim cudem później, po podaniu „Grosika”, nie trafił w piłkę swoją lepszą nogą stojąc zupełnie niepilnowany w polu karnym przeciwnika? Najgorsze, że to nie były jedyne sytuacje, które spartaczył.

    Nasz prywatny apel: Panie Arkadiuszu, jeśli chce się być wymienianym jednym tchem wśród takich napastników jak Robert Lewandowski, to takie akcje trzeba kończyć. W pierwszej akcji po przerwie jesteśmy pewni, że „Lewy” w ciemno poszedłby na piłkę szczupakiem i byłby gol. Właśnie dlatego jest on teraz w Bayernie.

    Mieliśmy swoje sytuacje, ale żeby zachować równowagę, mistrzowie świata też. Z tym, że to co szwankowało w ofensywie, piekielnie dobrze funkcjonowało w obronie. Skuteczność naszych defensorów imponowała.

    O ile Krychowiak i Glik przyzwyczaili do pewnego poziomu i nie schodzili poniżej niego, to na wyżyny zbił się Michał Pazdan.

    Czymś niesamowitym było oglądanie jak stoper Legii raz za razem „kasuje” graczy Bayernu. Dla Polaków – man of the match.

    W ogóle cały blok obronny spisywał się świetnie, a jeśli już dopuścił do strzału to ten był albo na tzw. „alibi” lub skuteczną interwencją popisywał się, pewny dziś między słupkami, Fabiański.

    Każdemu zresztą z naszych piłkarzy należą się brawa i osobny artykuł – harujący jak wół Lewandowski, świetnie ustawiający się Mączyński, wspomagający obrońców Błaszczykowski.

    lewy750

    Każdy z nich dołożył swoją cegiełkę do tego zwycięskiego remisu. Oklaski dla naszych kibiców, którzy zdominowali dziś trybuny i dzięki nim graliśmy u siebie – ten wynik to również zasługa naszego dwunastego zawodnika.

    Wczorajszy mecz nie był porywającym widowiskiem dla obiektywnego obserwatora, ale i dla nas, i dla Niemców potyczką w odwiecznej wojnie. Wczoraj to oni powinni się cieszyć z jednego punktu, bo byli bliżej porażki.

    Przy ich ambicjach nie jest to dobry rezultat i jeśli niemieccy kibice chcą wesprzeć swoich piłkarzy, to polecamy popularną kiedyś u nas przyśpiewkę – „nic się nie stało, Niemcy, nic się nie stało…!”.

     

    Komentarze