Euro 2016: Marsylia – największy pechowiec losowania!

Kiedy rozlosowano skład grup i co za tym idzie miejsca rozgrywania meczów dla poszczególnych zespołów biorących udział w Mistrzostwach Europy we Francji, mieszkańcom jednego z francuskich miast mocniej zabiły serca i zrzedły miny. Niejeden Claude czy Jean-Paul, o ile w tym multikulturowym mieście jeszcze te francuskie imiona występują, pomny wydarzeń z 1998 roku, ruszył pędem do najbliższej agencji ubezpieczeniowej, by jak najszybciej i jak najtaniej ubezpieczyć swój majątek!

Mimo iż minęło osiemnaście lat, Marsylia pamięta jak to jest „gościć” angielskich kibiców. Ci zawitali do miasta podczas Mistrzostw Świata na mecz z Tunezją i zostawili po sobie jedno wielkie pobojowisko, na zgliszczach którego kwitną wciąż niechlubne wspomnienia o przybyszach z Wysp Brytyjskich.

euro-fights-3

Jeśli podczas mundialu mogli mówić o pechu, to co mają powiedzieć teraz? W Marsylii rozegrane zostaną następujące spotkania grupowe: wczorajsze Anglia –Rosja, do którego wrócimy, Francja – Albania, Islandia – Węgry oraz Ukraina – Polska.

Dwa z nich umieszczone zostały w piątce spotkań „podwyższonego ryzyka”, w tym pojedynek Polaków z Ukraińcami.

Oprócz tego, Marsylia będzie gospodarzem meczu ćwierćfinałowego, a później półfinału, których składy są nieznane, ale patrząc na niefart, jaki towarzyszy miastu, znowu mogą zawitać tam Anglicy!

Słuszne zresztą były obawy o bezpieczeństwo podczas tych spotkań i umieszczenie ich w niechlubnym zestawieniu. Wczoraj odbył się mecz Anglików z Rosjanami, ale większym od wyniku zainteresowaniem cieszą się relacje z poczynań chuliganów.

euro-fights-1

Zaczęło się już we czwartek, kiedy na ulicach Marsylii zaczęli królować Brytyjczycy. Znani ze swojego zamiłowania do wypijania hektolitrów piwa i wszczynania burd, szukali tylko powodów do awantur. Nie owijajmy w bawełnę – to zwykłe bydło, którego tolerować nie można, „w obronie” swojego miasta stanęli więc kibole miejscowego Olimpique.

Scenariusz jak zawsze ten sam – kilkudziesięciu angielskich wieprzy przeciwko komukolwiek, byleby można było spuścić wpierdol. Niestety nikt już nie miał wątpliwości, że to dopiero preludium do sobotniego meczu.

W piątek zaczęli do miasta przybywać Rosjanie, których reputacja wcale nie ustępuje tej, jaką posiadają Anglicy. No i się zaczęło! Zezwierzęcenie i regularna wojna.

Nie do ogarnięcia jest dla umysłu normalnego człowieka fakt, że można przejechać setki kilometrów tylko po to, aby nachlać się jak świnia i szukać pretekstu, żeby dać komuś w mordę.

I nie piszemy tutaj tylko o Brytyjczykach, to samo tyczy się Rosjan, którzy robią rewelacyjną reklamę swojemu krajowi przed mundialem! W dobie internetu nie musimy już liczyć tylko na relacje dziennikarzy – setki amatorskich zdjęć czy filmików kręconych telefonami, pokazują nam wszystkie wydarzenia z każdej możliwej perspektywy i niestety świat i technika idą do przodu a ludzie stoją w miejscu.

euro-fights-4

Uliczne walki to jednak nie koniec „imprezy”! Po ostatnim gwizdku sędziego, kiedy to chwilę wcześniej rosyjski zespół strzelił bramkę i doprowadził do remisu, kibole „Sbornej” postanowili udowodnić kibicom „Synów Albionu”, że nie tylko na boisku potrafią walczyć do końca. Przełamali ogrodzenie dzielące ich od rywala i doszło po raz kolejny do regularnego mordobicia kogo popadnie!

Później zamieszki przeniosły się po raz kolejny na ulice Marsylii, dla której ta noc była wyjątkowo niespokojna.

O prawdziwej liczbie poszkodowanych pewnie nigdy się nie dowiemy, bo pewnie niejedna zadyma miała miejsce gdzieś w ciemnej uliczce, ale już teraz wiemy, że co najmniej kilkadziesiąt osób poważnie ucierpiało.

Niestety do podobnych incydentów doszło w Nicei, gdzie dziś zagrają piłkarze Polski i Irlandii Północnej.

Różne źródła podają, że tym razem, o dziwo, agresorami nie byli ani Irlandczycy, ani Polacy, którzy zresztą wspólnie świętowali, a miejscowi kibole, którzy zaatakowali obcokrajowców.

Czy jutro znów wszystkie serwisy będą podawać mrożące krew w żyłach informacje o burdach z udziałem Polaków po meczu z Irlandczykami? Mamy nadzieję, że nie!          

Komentarze