Euro 2016: Kim są frajerzy, którzy przerżnęli z Islandią?

Od poniedziałku mówi się i mówić się będzie jeszcze bardzo długo o porażce reprezentacji Anglii z drużyną Islandii. Sama w sobie jest ona dużą niespodzianką, ale przegrana faworyta nie jest niczym niespotykanym.

Wszystkim wielkim zespołom zdarzało się poznać jej gorzki smak. Szeroko komentowany jest natomiast nie tyle sam wynik, co ciągnące się od dawna problemy kadry Synów Albionu. Ich genezy szuka się przede wszystkim w szkoleniu angielskiej młodzieży oraz przepłacaniu zawodników.

ang750

W grę wchodzą ogromne sumy transferowe i gigantyczne wypłaty dla samego piłkarza. Często ten talent okazuje się niewypałem, który nie spełnia pokładanych w nim oczekiwań, ale z racji wydanych pieniędzy musi grać. Nie dziwi więc fakt, że w reprezentacji grają gwiazdy Premier League, które niekoniecznie są świetnymi piłkarzami na miarę podboju Europy.

Nie ujmując oczywiście niczego twardzielom z Islandii, którzy o zarobkach swoich poniedziałkowych przeciwników mogą tylko pomarzyć, sami nierzadko dorabiając gdzieś na stacjach benzynowych czy na roli, trafili na wyjątkową bandę przepłacanych frajerów, na których po raz kolejny liczyły miliony kibiców w kraju i którzy znowu zawiedli.

Żeby jeszcze bardziej podkreślić ich sukces nie ma sensu wspominać o tym, czym zajmują się oni na co dzień, lepiej wspomnieć kogo ograli.

A kiedy spojrzymy na jedenastkę nazwisk, które wybiegły przedwczoraj na murawę stadionu w Nicei i zerkniemy gdzie i za ile funtów kopią piłkę, to szczęka opada i potrzeba kilku minut żeby pozbierać ją z podłogi.

Zerknijmy najpierw na wycenę piłkarzy podaną przez popularny portal Trensfermarkt.de, żeby było łatwiej, ceny podane są w milionach euro – Hart (17), Rose (14), Smalling (20), Cahill (16), Walker (15), Rooney (35), Dier (18), Alli (20), Sterling (45), Kane (40) i Sturridge (25).

joe-hart750

Jakbyśmy nie liczyli, wychodzi ćwierć miliona euro za wyjściową jedenastkę, a dodajmy, że na ławce siedzieli jeszcze wyceniani na grube miliony Lallana czy Wilshere. Cała kadra według niemieckiego portalu warta jest prawie pół miliarda euro, dla porównania reprezentacja Islandii warta jest ponad czterdzieści milionów, z czego połowę tej kwoty stanowią ceny panów Sigurdsson – Ragnara i Gylfiego. Oczywiście, mimo wszystko nie ta klasa zawodników, nie te ligi, ale różnica między dwoma ekipami bijącymi się o ćwierćfinał Mistrzostw Europy jest kolosalna.

Prawda stara jak świat mówi, że nie grają pieniądze, a zawodnicy. Ci muszą gdzieś trenować, sprawdźmy więc w jakich klubach kopią Synowie Albionu. Manchester City, Tottenham, Manchester United, Chelsea, Liverpool – jakby nie patrzeć topowe kluby europejskie, które śmiało powinny bić się nie tylko o prymat w lidze angielskiej, ale i w Champions League.

Lokeren, Krasnodar, Cardiff, Odense, Charlton, Hammarby, Kaiserslautern – w tych drużynach trenują Islandczycy, nazwać te zespoły europejskimi średniakami to bluźnierstwo. Tym większy szacunek należy się ekipie Lagerbacka, który potrafił stworzyć z tych przeciętnych zawodników zespół zdolny pokonać „wielkich” Anglików.

Kibicom na wyspach brytyjskich pozostaje tylko czekać na lepsze czasy, ale aby one nadeszły w lidze angielskiej paru ludzi musiałoby zmądrzeć lub zbiednieć, a na to się nie zanosi i chyba angielski futbol czeka kontynuacja rozbratu z walką o najwyższe reprezentacyjne trofea.

 

Komentarze