Euro 2016: „Czujesz tylko dumę, gdy ktoś o nią Cię zapyta”

    Nie tak miał wyglądać ten tekst. Miał mówić o kolejnym spektakularnie zrobionym przez naszą drużynę kroku w stronę finałowego spotkania Mistrzostw Europy. Miał być pełen pochwał dla naszych chłopaków, nadziei na zwycięstwo w całym turnieju, wychwalać naszą żelazną defensywę i być pełen radości z powodu przełamania się Roberta Lewandowskiego. Nie tak to wszystko miało wyglądać!

    Nie jest możliwym napisać czegokolwiek bez emocji, bo te opadną dopiero za jakiś czas. Każdy kto to czyta, na pewno oglądał wczorajsze spotkanie z Portugalią i pewnie tak jak we mnie, w każdym buzują sprzeczne odczucia – rozczarowanie, duma, żal, złość.

    Było tak blisko, a brakło tylko trochę szczęścia. Mówi się, że ono sprzyja lepszym, ale czy Portugalia była? Może kiedy na spokojnie przeanalizowalibyśmy przebieg meczu to tak, ale póki co, patrząc przez pryzmat emocji, to nie zasłużyliśmy na to żeby odpaść z turnieju.

    Zaczęło się lepiej niż ktokolwiek mógłby przypuszczać. Druga minuta, akcja Grosika na skrzydle, błąd obrońców, dogranie w pole karne i piłkę do siatki wpakował ten, któremu należało się to na tych mistrzostwach jak psu kość, ten na którego liczyła przed turniejem całą Polska, nasz kapitan i super snajper, Robert Lewandowski.

    Jeśli on się przełamał, to nic już nie może nam zagrozić, tak pomyślałem ja i przynajmniej połowa naszego kraju. Kolejna myśl była taka – teraz w ciągu najbliższych piętnastu minut nie straćmy bramki, Portugalczycy pewnie ruszą na nas bez pardonu. Tak też się stało, ale wytrzymaliśmy.

    Pięknie układał się dla nas mecz, broniliśmy twardo całą drużyną, od czasu do czasu kontrując. Tak było do trzydziestej trzeciej minuty, kiedy to jeden jedyny raz nasza obrona dała się oszukać i kompletnie zgubiła krycie. Uderzył młodziutki Sanches, jeszcze rykoszet po nodze Krychowiaka i Fabiański musiał skapitulować.

    portugalia

    Nic się nie stało, był remis, odblokowany Lewy, a przecież wszyscy wróżyli 2:1 dla Polski, kiedyś tego jedynego gola musieliśmy więc stracić. Kiedy patrzyło się na tiki-takę naszych w polu karnym rywala, to nie było wątpliwości, damy radę.

    Kolejne minuty po przerwie upływały, a mecz był cholernie wyrównany. Portugalia częściej atakowała, dominowała na boisku, ale nie miała klarownych sytuacji. My swoje mieliśmy, ale nic nie chciało wpaść. Skupieni byliśmy głównie na obronie, a tam królowali Krychowiak, Glik i Pazdan. Ściana nie do przejścia.

    Od wczoraj Ronaldo będzie wiedział kim jest kapitan Legii i już pewnie się cieszy, że Krycha zmienił ligę na francuską a Glik nie wybrał Hiszpanii.

    Co z tego, skoro im bliżej końca, tym mocniej biły serca wszystkich kibiców. Nasi wyraźnie opadali z sił a Portugalia cisnęła.

    Kiedy po regulaminowym czasie gry na tablicy wciąż był remis, kamień spadł z serca, dogrywka, kolejne trzydzieści minut szans. I znowu nie wyglądało to źle, walczyliśmy jak równy z równym. Niestety bez bramek i kolejne karne. Przecież tak rewelacyjnie wyglądało to Szwajcarią, byliśmy bezbłędni, potrafimy udźwignąć presję, damy radę. Cristiano i Lewandowski zaczęli, jak na kapitanów i wielkich piłkarzy przystało, bezbłędnie.

    Po trzech kolejkach wszyscy byli bezbłędni, w czwartej trafił też Nani i do piłki podszedł Kuba. Nie trafił, a właściwie obronił Patricio. Nie pamiętam co potem się działo, bo wszystkie gromadzone przez te dwie godziny emocje po prostu opadły. Czy mógł lepiej uderzyć? Pewnie tak. Czy ktoś może mieć do niego pretensje? Absolutnie nie.

    kuba750

    Wszyscy będziemy sobie zadawać pytanie, dlaczego to właśnie jemu się przytrafiło? Facetowi, który ciągnął nas za uszy do tego ćwierćfinału. Dwie bramki, asysta i rewelacyjna gra w każdym meczu.

    Pozytywem jest to, że kiedy dotarło do mnie, że nie zagramy już dalej, nie byłem zły. Byłem dumny.

    Tak zwyczajnie dumny i żal mi było nie siebie, ale tych chłopaków, którzy włożyli w te mistrzostwa, a wcześniej eliminacje, tyle serca. Nie wyobrażam sobie co czuje Kuba, który w każdym meczu zostawił zdrowie na boisku i gryzł trawę za orzełka na piersi.

    Czas na oceny przyjdzie później, ale nie mogą one być negatywne. Mamy drużynę, która przez trzy tygodnie dostarczała nam niesamowitych wrażeń. Dla nich oglądaliśmy te mistrzostwa, jeździliśmy do Francji na mecze, malowaliśmy twarze na biało-czerwono i byliśmy, jesteśmy dumni, że nas reprezentują.

    Reprezentacji przybyło wielu fanów, nikt nie ośmieli się powiedzieć teraz, że nasza drużyna jest do dupy. Kibicowałem kadrze kiedy grała fatalnie a ten wynik jest moją nagrodą. Może można było zajść dalej, ale nie udało się, trudno. Teraz eliminacje do Mistrzostw Świata i dobrze żyć z pewnością, a nie nadzieją, że pójdzie nam dobrze. Dziękujemy Panowie!

     

    Komentarze