Euro 2016: Azzurri vs. La Furia Roja i pojedynek wyspiarzy

Można nie lubić poniedziałków, ale takie jak ten dzisiejszy są zdecydowanym wyjątkiem. Dzięki Mistrzostwom Europy będziemy mogli obejrzeć kawał dobrego futbolu, na przeciwko siebie stają dziś bowiem Włosi i Hiszpanie, a zaraz po nich zobaczymy na co stać Anglików, którzy zmierzą się z nieprzewidywalną Islandią.

W Polsce wszyscy czekają już tylko na czwartkowy mecz z Portugalią, ale jeśli dziś wygrają Anglicy i jakkolwiek zakończy się drugie spotkanie, to nasza reprezentacja w najlepszej ósemce turnieju znajdzie się w naprawdę doborowym towarzystwie!

Pierwsze spotkanie można by śmiało typować jako kandydata na mecz finałowy, co zresztą byłoby powtórką z historii. Cztery lata temu Hiszpanie niemiłosiernie zbili Włochów w pojedynku o miano najlepszej drużyny Europy. 4:0 na tym poziomie, w meczu finałowym, był dla Squadra Azzurra nie lada blamażem, porównywalnym do tego, jaki zafundowali Niemcy Brazylijczykom w półfinale ostatniego mundialu.

Dziś obrońcy tytułu również są faworytem, ale mamy przeczucie, że tym razem nie pójdzie im już tak łatwo. Pamiętamy, kiedy cztery lata temu Iker Casillas wręcz prosił swoich kolegów z drużyny, aby oszczędzili przeciwnika i z szacunku dla niego zakończyli strzelanie.

Dziś do takiej sytuacji raczej nie dojdzie – po pierwsze dlatego, że Iker na boisku pewnie się nie pojawi, broni przecież de Gea, po drugie nie wyobrażamy sobie, aby Chiellini, Bonucci, Barzagli i stojący między słupkami Buffon, wszyscy dobrze pamiętający tamten finał, pozwolili sobie znowu na taką kompromitację.

Italy goalkeeper Gianluigi Buffon during a friendly soccer match between Germany and Italy at the Allianz Arena in Munich, southern Germany, Tuesday, March 29, 2016. (AP Photo/Kerstin Joensson)

Obie ekipy mają też sporo do udowodnienia swoim kibicom, w ostatnich meczach grupowych obie doznały porażki – Włosi z Irlandią, Hiszpanie z Chorwacją i zapewne będą starały się przekonać nas, że były to tylko wypadki przy pracy. Żelazna defensywa kontra piłkarski polot i magia w wykonaniu jednego z największych współczesnych futbolowych czarodziejów – Andresa Iniesty. Niezależnie od wyniku, będzie to spotkanie, którego przegapić nie można!

Co z tą Anglią? Niby nie przegrała jeszcze na tym turnieju i być może nie przegra, ale dalecy jesteśmy od typowania ich na przyszłych Mistrzów Starego Kontynentu. Remisy z Rosją i Słowacją, wyszarpane w ostatnich minutach zwycięstwo z Walią, nie napawają angielskich kibiców zbytnim entuzjazmem.

Niby w kadrze Hodgsona roi się od poważnych zawodników, takich jak Rooney, Kane czy Hart, ale próżno szukać w ich grze jakiegoś błysku. Wyjście, a raczej wyślizgnięcie się, z grupy było ich obowiązkiem, a pierwszym poważnym testem miał być dla nich mecz w fazie pucharowej.

Los skojarzył ich z przeciwnikiem nie najwyższych lotów i jeśli dziś się potkną, to będzie to dla Anglików sygnał o potrzebie zmian. Weryfikować ich będą Islandczycy, Kopciuszek na Mistrzostwach Europy, który ma szansę przebojem wedrzeć się do najlepszej ósemki turnieju.

islandia-laczy-nas-pasja-euro

Po eliminacjach, w których Islandczycy m.in. dwukrotnie pokonali Holandię, wielu uważało to za jednorazowy wyskok. We Francji udowodnili jednak, że trzeba się z nimi liczyć. W grupie, która szokowała wynikami, zostawili za sobą Portugalię i Austrię, pierwszy plac oddając Węgrom i to tylko w wyniku gorszego bilansu bramkowego.

Czy więc ich obecność na tym etapie rozgrywek jest wynikiem ich dobrej gry czy może efektem fatalnej postawy faworytów? O tym przekonamy się już dziś wieczorem. Jeśli piłkarze z wyspy liczącej ponad trzysta tysięcy mieszkańców dadzą radę pobić drużynę z kraju będącego kolebką futbolu, to znaczy, że świat stanął na głowie!

Komentarze