El. Ligi Mistrzów: Legia wygrała z dzieciakami z Trencina

    Powiedzenie „zwycięzców się nie sądzi” wymyślił najprawdopodobniej trener zespołu, którego podopieczni zaprezentowali się podobnie jak Legioniści wczoraj, a mimo to wygrali. Nie bierzmy sobie go jednak do serca i oceńmy Wojskowych. A ocena ta wypada bardzo słabo. Pojedynek Legii z Trencinem zakończył się zwycięstwem Mistrza Polski 1:0, ale ten wynik kompletnie nie oddaje tego, co działo się na murawie.

    Dzieciaki ze Słowacji – aż czterech zawodników ma naście lat – postawili się podopiecznym Hasiego i tylko ich brak doświadczenia plus rewelacyjna postawa Arkadiusza Malarza uratowała Legionistów.

    Oglądając ten mecz jedno rzucało się w oczy. Piłkarze z Trencina nie bali się. Ani przeciwnika, ani podejmowania ryzyka. Momentami wyglądali jak grupa kumpli, którzy przyszli pokopać na orliku. Raz za razem podejmowali próby dryblingów, czy strzałów z dystansu. Kompletnie zapominali o defensywie, tak jakby nie zdawali sobie sprawy ze stawki spotkania, a liczyły się jedynie zdobywane bramki i ewentualnie ośmieszenie przeciwnika.

    liga-mistrzow-legia-trencin-laczy-nas-pasja2Blado na ich tle wypadali Legioniści. Nie dlatego, że odstawali umiejętnościami, ale dlatego, że nie umieli wykorzystać słabości przeciwnika. Słabo zagrały wszystkie formacje, a jedynym piłkarzem, którego należy pochwalić, był warszawski golkiper.

    Malarz kilkukrotnie wybronił diabelnie groźne strzały i kumple z drużyny powinni postawić mu kilka słowackich piw w podziękowaniu za utrzymanie zwycięskiego wyniku. Reszta defensywy zagrała tak, jakby kopali ze sobą pierwszy raz w życiu.

    Słowacy często atakowali lewą stroną, bo tam z szybkimi młodzianami kompletnie nie radzili sobie Bereszyński i Lewczuk. Pazdan również daleki jest od formy z europejskich mistrzostw. Zdarzały mu się oczywiście dobre interwencje, ale zdecydowanie za dużo było tych niepewnych, popełnił też kuriozalny błąd przy wyprowadzaniu piłki, kiedy to podał prosto pod nogi przeciwnika.

    Zawiódł środek pola. Właściwie go nie było. Kopczyński dobrze zaprezentował się w defensywie, ale w atakach niewiele pomagał warszawiakom. Moulin zagrał źle i boimy się, że zaczyna dostosowywać się do poziomu polskiej ligi. Kucharczyk właściwie miał tylko jeden błysk, kiedy zrobił to, co wychodzi mu najlepiej, czyli pobiegł z piłką przed siebie i dograł w pole karne rywala. Po tej akcji padła bramka, bo na piątym metrze znalazł się niezawodny Nikolic. No może nie taki niezawodny. Sytuacji miał wczoraj o wiele więcej, dobrze, że wykorzystał choć jedną.

    Kłuło w oczy to, że Wojskowi wyglądali tak, jakby nie chcieli zbytnio wygrać. Nawet laik widział, że wystarczy trochę przycisnąć Słowaków, a Ci od razu gubili się i popełniali proste błędy.

    Od razu przypominał się pressing, który Legia stosowała za Czerczesowa. Przy tamtej grze pewnie skończyło by się wynikiem trzy, cztery do zera. Wczoraj tej agresji w warszawskim zespole w ogóle nie było widać.

    Jeżeli uda się przejść Trencin, Legia jest w czwartej rundzie eliminacji do Ligi Mistrzów, jednocześnie gwarantując sobie udział w fazie grupowej Ligi Europy. Ale prezentując taki poziom, w żadnych z tych rozgrywek nie wróżymy im sukcesów.

    Komentarze