El. Ligi Europy: Miedziowi przegrali, ale jeszcze nie polegli

    Nachwaliliśmy się wczoraj Zagłębie Lubin co niemiara. I właściwie żadnych pochwał, którymi obsypywaliśmy Miedziowych przed meczem z SønderjyskE, nie odwołujemy, ale faktem jest, że podopieczni Piotra Stokowca przegrali 1:2 z Duńczykami wczorajsze spotkanie trzeciej rundy eliminacji do fazy grupowej Ligi Europy.

    Gdybyśmy mieli porównać jakość gry i to, co zaprezentowało Zagłębie na boisku z tym, co pokazała przedwczoraj Legia, to lubinianie zaprezentowali się o niebo lepiej. Pamiętajmy jednak, że wrażenia estetyczne są może i nieodłączną częścią tej gry, ale koniec końców liczy się i tak wynik końcowy. A ten dla Zagłębia był niekorzystny.

    Nie możemy napisać, że Duńczycy wygrali przypadkiem i niezasłużenie, bo zaprezentowali się w Lubinie co najmniej przyzwoicie, ale Miedziowi naszym zdaniem zasłużyli na minimum remis.

    To był mecz z gatunku tych, gdzie każdy wynik jest sprawiedliwy.

    Zaczęło się bardzo nerwowo z obu stron. Więcej było przebitek z jednej połowy boiska na drugą, niż składnych akcji i celnych podań. Swoje poczynania szybciej uspokoili goście i to oni mieli pierwszą sytuację na strzelenie bramki. Płynnie, kilkoma podaniami lewą strona, podeszli pod bramkę Zagłębia i udało im się oddać celny strzał. Na posterunku był Polacek, ale ta sytuacja powinna być ostrzeżeniem dla gospodarzy.

    zaglebie-lubin-filip-starzynski-liga-europy-pilka-nozna-laczy-nas-pasja

    Pisaliśmy o szczelnej defensywie lubinian, którzy w tym sezonie nie zwykli tracić bramek. I chyba zapeszyliśmy, bo w dziewiętnastej minucie obrona kompletnie zawiodła. Piłkarze SønderjyskE mieli mnóstwo miejsca na przeprowadzenie akcji, a kompletnie niepilnowany był Kroon, który dostał piłkę w polu karnym i bez przyjęcia uderzył na bramkę Polacka. Golkiper Zagłębia był bliski obrony, ale futbolówka wpadła do siatki tuz przy słupku.

    Lubinianie musieli gonić wynik i nie szło im źle. Stracona bramka wyraźnie ich podrażniła i zaczęli atakować coraz pewniej. Kiedy wydawało się, że wyrównanie jest tylko kwestią czasu, kolejny raz zawiódł blok defensywny. Z pozoru niegroźna sytuacja, wyrzut z autu na wysokości pola karnego prosto na piąty metr, gapiostwo Guldana i piłkę głową skierował do bramki Dal Hende. Zrobiło się nieciekawie, ale podopieczni Stokowca zdołali strzelić kontaktowego gola jeszcze przed przerwą. Ostatnia akcja pierwszej połowy, rzut rożny, fatalny błąd bramkarza gości, zamieszanie w polu karnym i sytuacyjne uderzenie Janoszki.

    Do szatni gospodarze schodzi ze stratą jednej bramki, ale prezentowali się całkiem nieźle, więc liczyliśmy, że zdołają odwrócić jeszcze losy tego meczu.

    Zwłaszcza, że po przerwie na murawie pojawił się Filip Starzyński i mieliśmy nadzieję, że jego kreatywność przyniesie Zagłębiu kolejne bramki. Fakt, gra lubinian od razu się poprawiła, ale to on może mieć największe pretensje do siebie po tym meczu. Nie zawalił żadnego gola, ale nie wykorzystał rzutu karnego. W szesnastce faulowany był Piątek, a piłkę na wapnie ustawił właśnie Starzyński. Jego intencje doskonale przeczytał jednak Skender i wynik się nie zmienił.

    Nie zmienił się do ostatniego gwizdka tego spotkania. Miedziowi nieustannie atakowali, próbując doprowadzić do remisu, ale ich strzały albo było niecelne, albo wyłapywane przez bramkarza.

    Generalnie drużyna z Lubina nie pozostawiła po sobie złego wrażenia i widać było, że rywal z Danii jest jak najbardziej w zasięgu, ale odrobienie strat na wyjeździe będzie piekielnie trudne. Mecz rewanżowy powinien być ciekawym widowiskiem. 

    Komentarze