Ekstraklasa: Walczy tylko dziewiątka!

    Wczoraj, po zakończeniu sobotnich spotkań grupy mistrzowskiej w naszej Ekstraklasie, napisałem, że nikt nie chce powalczyć z Legią o mistrzostwo, a większość naszych ligowców myślami jest już na wakacjach, usatysfakcjonowana pewnym utrzymaniem i przyszłym angażem w ekstraklasowych ekipach. W niedzielę rozegrano trzy ostatnie spotkania w tej kolejce, spotkania drużyn walczących o utrzymanie. Po zobaczeniu wszystkich meczów trzydziestej pierwszej kolejki wniosek może być tylko jeden – o „majstra” gra tylko Legia, o utrzymanie grają wszyscy, tak więc sezon trwa w najlepsze tylko dla dziewięciu zespołów!

    Wrócę na chwilę do grupy mistrzowskiej. To niesamowite, że jedynym przeciwnikiem Legii w walce o tytuł jest ona sama! Jeżeli nie wyłoży się na ostatniej prostej, tak jak w ubiegłym roku, to nie ma możliwości żeby nie zakończyła rozgrywek na pierwszym miejscu. Niesamowite jest też to, że nikt nie próbuje nawet jej gonić, tak jakby pogodzono się z tym, że stulecie klubu gwarantuje warszawiakom tytuł. Szkoda, że nie można nakładać kar finansowych na piłkarzy za taka grę jak zobaczyliśmy w tej kolejce. Nie wierzę, że to co pokazali, może oprócz Lechii, to szczyt ich możliwości. Zamiast odpuszczania meczów powinniśmy zobaczyć walkę jakiej nie było wcześniej. W końcu skoro mamy pewne utrzymanie to teraz możemy zaryzykować więcej, nie ma przecież niczego do stracenia! A jest zupełnie odwrotnie, kompletny brak ambicji i zadowalanie się przeciętnością. Nie dziwmy się, że polskie ekipy niczego nie mogą ugrać w Europie, nie ma w naszym kraju drużyny z „genem zwycięzcy”!

    Przejdźmy do grupy spadkowej. Tu sprawa wygląda zupełnie inaczej, kiedy ziemia pali się pod nogami a ekstraklasowe boiska mogą być w przyszłym roku tylko marzeniem ściętej głowy, nagle zaczyna się walka. Oczywiście tylko walka, bo żadna z ekip nie nabrała w ciągu tygodnia nieziemskich umiejętności, nie wdrożyła innowacyjnych rozwiązań taktycznych, kondycyjnie też nie posunęła się ani o krok. Ale jednego nikomu nie można odmówić – chęci pozostania w najwyższej lidze! Zaczęło się w sobotę, pojedynkiem Korony Kielce ze Śląskiem Wrocław. Umówmy się, że bardziej był to festiwal błędów niż pokaz piłkarskich umiejętności, ale przynajmniej się działo! Swoje zrobił Kiełb, zamiast dwóch goli zarobił dwa „żółtka” i wyleciał z boiska, zaraz potem bramkę dla kielczan zdobył, uwaga, niespodzianka, Cabrera! Co mógł zrobić Śląsk grając w osłabieniu? A jakże – wyrównał! Niby tylko zdobycz jednopunktowa, ale wrocławianie, przy porażkach obu Górników, zrobili milimetrowy krok oddalający ich od miejsc spadkowych. A propos Górników – obaj dostali oklep w tej kolejce, ten z Łęcznej od Jagiellonii, ten z Zabrza od Wisły. Ambicji jednak nie można odmówić żadnej z tych drużyn. Łęcznianie przespali pierwszą połowę i to był gwóźdź do trumny. W trakcie pierwszych czterdziestu pięciu minut stracili dwie bramki i nie zdołali już się podnieść. Jago co prawda wyciągnęła do nich pomocną dłoń, rozgrywając drugą odsłonę meczu w iście piknikowym tempie, ale drużyna Szatałowa uniosła się honorem i z prezentu nie skorzystała. Niby walczyli, ale z jak mawiał Zagłoba, umiejętności „nie staje”! Nie staje też Górnik Zabrze na autostradzie do Pierwszej Ligi. Dziś zagrał naprawdę nieźle, ale na tle grającej świetnie Wisły to było mało. Właściwie „Mały”, Patryk „Mały” Małecki. Jak trener Wdowczyk zrobił z niego „piłkarza” w ciągu pięciu spotkań to już pozostanie jego słodką tajemnicą. Dla mnie żadną tajemnicą nie jest, że tak grającym Wiślakom spadek nie grozi, no fucking way jak mawiają wyspiarze!                                                                                                                                          

    To byłyby jaja na miarę Monthy Pythona, Mela Brooksa i Kabaretu Starszych Panów jednocześnie! Gdyby Podbeskidzie, po całym tym zamieszaniu wokół punktu Lechii, jakimś cudem spadło z ligi, byłby to kabaret jakiego świat nie widział i którego Moulin Rouge by się nie powstydziło. Szanse są raczej niewielkie, bo zawodnicy Podolińskiego grają niezły futbol, a Łęczna i Zabrze wydają się mieć póki co zaklepane miejsca spadkowe, ale po dzisiejszych zawodach nie dopisali do swojego konta żadnego punktu. Beniaminek z Niecieczy wpakował jedną bramkę i dowiózł wynik do końca. O tym, że „Góralom” zależy niech świadczy jednak choćby fakt, że w doliczonym czasie gry w szesnastkę pobiegł nawet Zubas i dodajmy, że był o krok od wbicia piłki do bramki Nowaka. Następne spotkanie grają w Zabrzu i dopiero po nim będziemy trochę mądrzejsi.

    Komentarze