Ekstraklasa: W trzy minuty Jaga wyjaśnia dlaczego jest liderem

    Nawet kiedy w siedmiu meczach pada tylko dziesięć bramek, a aż pięć z nich kończy się remisami, w tym trzy bezbramkowymi, to nie można narzekać, że w Ekstraklasie nic się nie dzieje. W piątek zmienił się lider tabeli, w sobotę pojawił się kolejny, niedziela przyniosła nam za to nowego – starego.

    Zapowiadając mecz Korona Kielce – Jagiellonia Białystok pisaliśmy, że jeżeli ekipa Michała Probierza, z Vassiljevem na czele, będzie w takiej formie jak ostatnio, to nic nie uratuje kielczan przed stratą punktów. Ci nie przestraszyli się rywala i na murawę wybiegli bez żadnego respektu dla przeciwnika.

    Korona zagrała jedną z lepszych połówek w tym sezonie i na przerwę schodziła prowadząc 1:0. Bramkę strzelił Miguel Palanca, wykorzystując błąd Kelemena. Nie przez przypadek Jaga była jednak liderem tabeli przed tą serią gier i udowodniła to w drugiej odsłonie meczu.

    Jeśli za strzelanie goli dla niej nie bierze się Estończyk, to odpowiedzialność za to mogą wziąć przecież inni. Trzech minut potrzebowali podopieczni Probierza, żeby zmienić niekorzystny dla siebie rezultat. Dwa razy asystował Tomasik, piłkę do siatki najpierw wpakował Frankowski, a potem Runje.

    W siedemdziesiątej pierwszej minucie zrzedły miny senegalskich inwestorów zasiadających na kieleckich trybunach. Operator raczył nas ich widokiem co chwilę, a my zastanawialiśmy się, czy historia ze sprzedażą Korony będzie miała w końcu swój finał. Już po spotkaniu okazało się, że nie.

    korona-inwestorzy-z-senegalu-laczy-nas-pasja

    Piłkarze chyba jakby przeczuwali, że wczoraj nie będzie czego świętować, bo i wyniku nie zdołali zmienić. Jagiellonia, jak przystało na ekipę przodującą w tabeli, wyszarpała trzy punkty, Korona swoją grą pokazała, co dzieje się w Kielcach – raz jest dobrze, raz źle, a ogólnie mówiąc – jeden wielki burdel.

    Niedzielę zamykał pojedynek Lecha Poznań z Arką Gdynia. Czterdzieści tysięcy widzów przy Bułgarskiej, piękna oprawa, na murawie i trybunach dwie zaprzyjaźnione ekipy. Czego chcieć więcej? Ten mecz miał wszystko, żeby zostać zapamiętanym jako dobre widowisko. Wszystko oprócz jednego.

    Bramek. Bo te nie padły. Kto oglądał, ten na nudę narzekać nie mógł, ale nie był to pokaz piłkarskich fajerwerków. Mnóstwo niedokładności i celnych strzałów jak na lekarstwo – zwłaszcza w pierwszej części gry.

    Poznaniacy nastawieni na zwycięstwo, gdynianie mocno defensywnie, byleby tylko nie stracić gola. Plan tych drugich wypalił i to oni mogą być bardziej zadowoleni z wywalczonego punktu.

    arka-swietuje-remis-w-poznaniu-laczy-nas-pasja

    Dzisiaj kończymy dziesiąta kolejkę. Do Gliwic, na mecz z Piastem, przyjeżdża Śląsk Wrocław i jesteśmy ciekawi, czy piłkarze Rumaka już otrząsnęli się po ostatnim 0:4 z Jagą. Pomimo dwóch porażek z rzędu mają dzisiaj szansę, jeśli wygrają oczywiście, wskoczyć z trzynastego na ósme miejsce w tabeli. Tyle, że Piast potrzebuje punktów, bo póki co okupuje przedostatnie miejsce i tylko krakowska Wisła jest od niego słabsza.

    Komentarze