Ekstraklasa: Twierdza Gdynia, Lech znowu bez gola

    Piątek w Ekstraklasie zgodnie z naszymi przewidywaniami. Patrząc na wczorajsze wyniki mamy małe deja vu, bo tydzień temu podziało się dokładnie to samo – Arka Gdynia punktuje aż miło, poznański Lech dostaje lanie, a Vassiljev zostaje piłkarzem meczu. Ale po kolei…

    Jedna jaskółka wiosny podobno nie czyni, ale druga to już początek pewnej powtarzalności. I tak było w pierwszym wczorajszym spotkaniu trzeciej kolejki Ekstraklasy. Arka Gdynia po raz drugi pokazała, że nie ma zamiaru być w tej lidze chłopcem do bicia i każdy, kto przyjedzie do Gdyni, powinien spodziewać się najgorszego.

    Ruch Chorzów natomiast drugi raz z rzędu poległ trzema bramkami i na Śląsku powinni bić na alarm, bo gra podopiecznych Waldemara Fornalika nie wróży nic optymistycznego.

    Arka – Ruch 3:0, powtórka sprzed tygodnia, kiedy to z Gdyni, z takim samym wynikiem, została odprawiona Wisła Kraków. O ile w tamtym meczu wszystkie trzy gole padły w niecodziennych okolicznościach, tak wczoraj piłkarze Arki pokazali kawał dobrego futbolu i zdobywali gole po pięknych akcjach.

    Na tle chorzowian byli drużyną dużo dojrzalszą i mądrzej grającą. Kiedy trzeba było uspokajali grę, żeby za chwilę wyjść z zabójczą kontrą. Jak stwierdził komentujący to spotkanie Andrzej Strejlau, potrafili przejąć inicjatywę w kluczowych momentach meczu.

    W drugim meczu z rzędu bramkę zdobył Zjawiński, po jednej dorzucili też Bozok i Siemaszko, ale bohaterem gdynian został Mateusz Szwoch. Wypożyczony z Legii pomocnik był wszędzie i miał bezpośredni udział przy wszystkich trzech golach dla Arki.

    szwoch-laczy-nas-pasja

    Gdybyśmy mieli pochwalić kogokolwiek z Ruchu, to byłby to Mariusz Stępiński. Wyglądał na jedynego chorzowskiego zawodnika, któremu zależało. Kilkukrotnie próbował strzałów, ale świetnie spisywała się defensywa Arki. Szkoda, że nie miał wsparcia kolegów, bo może wtedy wynik byłby inny.

    Żółto – niebiescy pozostają u siebie niepokonani i jeśli tak będą spisywać się na własnym boisku, to niedługo będziemy mogli mówić o „twierdzy Gdynia”. Ruch stracił osiem bramek w trzech meczach, strzelając zaledwie trzy i nie jest to wynik, który może zadowalać zespół, który zakończył ubiegły sezon w grupie mistrzowskiej.

    Patrząc na drugie wczorajsze spotkanie, to bez wątpienia i większego namysłu wymienilibyśmy z marszu kilka lepszych sposobów na spędzenie piątkowego wieczoru. Kto wybrał mecz Lecha z Jagiellonią, po gwizdku kończącym pierwszą połowę musiał już żałować.

    Sytuacji bramkowych było jak na lekarstwo. Poznaniacy przeważali, ale nic z tego nie wynikało. Pachniało kolejnym meczem Kolejorza na zero z przodu. Jaga starała się budować akcje od tyłu, poza stałymi fragmentami gry, brakował nam trochę wrzutek Vassiljeva.

    Na szczęście bramki zobaczyliśmy w drugiej odsłonie i niestety dla poznańskich kibiców nie były to znowu gole strzelone przez ich drużynę. Na miano zawodnika meczu postanowił zapracować Vassiljev.

    vassiljev1-laczy-nas-pasja

    Skoro udało się w meczu z Ruchem to czemu i nie z Lechem? Najpierw huknął nie do obrony w sześćdziesiątej pierwszej minucie, a potem wykorzystał pewnie rzut karny po zagraniu ręką przez Nielsena.

    W Chorzowie i Poznaniu powinni zacząć się martwić. Ci pierwsi zwłaszcza o defensywę, drudzy o atak. Tak słabo grający Lech mógłby strzelić gola chyba tylko… Ruchowi! A i to nie jest pewne…

    Komentarze