Ekstraklasa: To już jest koniec…

    „To już jest koniec, nie ma już nic, jesteśmy wolni, możemy iść…” Dziś wstęp znowu muzyczny, ale kawałek Elektrycznych Gitar zawsze kojarzył nam się z końcem czegoś dobrego i momentem kiedy, choćby na chwilę, trzeba się pożegnać. Tak bywało za naszych czasów studenckich kiedy kończyliśmy całonocne imprezy przy jego dźwiękach, tak jest i teraz kiedy finiszuje nasza Ekstraklasa. Niby po to grają, po to śledzimy ligę kolejka po kolejce, żeby przekonać się, kto będzie mistrzem, kto zagra w pucharach a kto spadnie. Ale ludzie zadają sobie odwieczne pytanie – co jest ważniejsze – droga czy cel, póki coś trwa czekamy na efekty, kiedy jest blisko, żałujemy, że to już koniec podróży. Dzisiaj pierwsza część końca, ostatnia kolejka Ekstraklasy, odsłona pierwsza – grupa spadkowa.

    Wszystkie mecze rozegrane zostaną o 15.30, ale zacznijmy od spraw oczywistych. Podbeskidzie „klepnęło” spadek do Pierwszej Ligi już w przedostatniej serii gier, przegrywając 1:5 z Górnikiem Łęczna dało jasny sygnał, że Ekstraklasa to za wysokie dla nich progi. Może nie piłkarsko, bo w tej kwestii nie ma żadnych ograniczeń w polskiej piłce, ale mentalnie. Brakło serca, woli walki, chłodnej głowy. Czekamy na rewolucję w ekipie „Górali”, odbudowanie zespołu w lidze niżej i chwalebny powrót. Dziś pożegnalny mecz z Wisłą Kraków teoretycznie o nic. Tylko teoretycznie, bo wrażenie jakie mogą pozostawić po sobie bielszczanie może być trochę lepsze. Wydawało się, że kibice odwrócą się od swojej drużyny, tymczasem na mecz z krakowianami zostały wyprzedane wszystkie bilety, jest więc przed kim się pokazać i dać sygnał, że za rok walka o powrót do elity! Żegnają się bielszczanie z Ekstraklasą, żegna się też prawdopodobnie trener Podoliński z Bielskiem. Będzie to chyba jego ostatni mecz w roli trenera Podbeskidzia, niestety nie wykonał swojego zadania, nie utrzymał drużyny, ale jemu też będzie zależało na godnym pożegnaniu z klubem i kibicami. Wiślacy utrzymanie mają już zapewnione od jakiegoś czasu, ale nie zwalniają tempa. Trener Wdowczyk za główny cel po rundzie zasadniczej postawił sobie nie tylko pozostanie w Ekstraklasie, ale zajęcie pierwszego miejsce w grupie spadkowej. Póki co wszystko idzie po jego myśli, ale jeśli dziś przegra mogą wyprzedzić jego zespół aż dwie ekipy. Nie liczymy na spotkanie na najwyższych obrotach, żaden z zespołów nie gra z nożem na gardle, ale miejmy nadzieję, że pożegnanie „Górali” z Ekstraklasą będzie co najmniej przyzwoite!

    Korespondencyjny pojedynek o pozostanie w Ekstraklasie toczyć ze sobą dziś będą Górnicy z Zabrza i Łęcznej. Miejsce jest jedno kandydatów dwóch, ale na papierze większe szanse mają podopieczni Szatałowa! Przepraszamy, Rybarskiego, który prowadzi łęcznian po rezygnacji Rosjanina. Co muszą zrobić zabrzanie? Wygrać w Niecieczy z Termaliką i liczyć na porażkę Łęcznej we Wrocławiu. Krok pierwszy jak najbardziej do wykonania! Piłkarze trenera Mandrysza w przedostatniej ligowej kolejce, rzutem na taśmę, zapewnili sobie utrzymanie. Dzięki pokonaniu Jagiellonii i trzem punktom mogą do dzisiejszego meczu podchodzić już na luzie, a kibice z Niecieczy w piknikowych nastrojach oglądać ostatnie spotkanie sezonu wiedząc, że za rok znowu do ich małego miasteczka przyjedzie Legia czy Lech. Niespokojny może być tylko Mandrysz, którego kontrakt kończy się po sezonie i wciąż nie jest pewny jego przedłużenia. Niby Ekstraklasa obroniona, ale styl Termaliki w ostatnich spotkaniach na kolana nie rzucał. Przekonująca wygrana z Zabrzem dałaby mocny argument do przedłużenia z nim umowy. Nie spodziewamy się niczego, ale po cichu liczymy na hat-tricka Kante – należy mu się! Górnicy z Łęcznej zadanie mają nieco łatwiejsze, dwa punkty przewagi nad strefą spadkową, mecz ze Śląskiem, podbudowani wygraną z Podbeskidziem i główne zadanie – nie przegrać dziś aby się utrzymać! Nie brzmi źle, ale nie takie tragedie się zdarzały. Śląsk raczej nie usiądzie na murawie czekając aż Górnik zaaplikuje mu tyle bramek co „Góralom”. Wydaje się, że dla trenera Rumaka i piłkarzy z Wrocławia Ekstraklasa się nie kończy i każdy mecz jest o coś, jednocześnie przygotowując do kolejnego. Mamy dziwne przeczucie, że to spotkanie będzie kluczowe dla rozstrzygnięcia kto ostatecznie poleci do Pierwszej Ligi…

    W Kielcach Korona podejmie Jagiellonię i to jest typowy mecz o nic. No może poza miejscem w tabeli. Korona w ostatnim pojedynku z Górnikiem Zabrze pokazała charakter i grała tak, jakby sama biła się o utrzymanie. Dziś też raczej nie odpuści, a przecież przy pomyślnych wiatrach może skończyć sezon jako triumfator grupy spadkowej. Piłkarze Probierza w meczu z Termaliką pokazali, że potrafią walczyć nawet jeśli stawki brak. W tamtym jednak spotkaniu w grę wchodziły jednak jeszcze względy nazwijmy to osobiste. Jeśli dziś którykolwiek zawodnik na boisku nie będzie myślał już o zbliżających się wakacjach to będziemy bardzo zaskoczeni! To już koniec proszę Państwa, przynajmniej początek końca i liczymy, że będzie zapowiedzią nowego dobrego początku, na który te kilka miesięcy z niecierpliwością będziemy czekać!

    Komentarze