Ekstraklasa: Starzyński uratował niedzielę, Zagłębie Lubin liderem

Pisaliśmy w sobotę, że nie spodziewamy się w niedzielnych spotkaniach fajerwerków, ale nie przypuszczaliśmy, że będzie aż tak źle. Sprawdziło się powiedzenie, że w przyrodzie równowaga musi być i skoro sobota przyniosła nam mnóstwo emocji, grad goli i zwrotów akcji, to niedziela kazała nam się wynudzić jak nigdy.

Gdyby nie bramka Filipa Starzyńskiego, jedna z czterech, które wczoraj padły, to znowu zaklinalibyśmy rzeczywistość mówiąc, że więcej Ekstraklasy oglądać nie będziemy. W porządku, szczerze mówiąc to ostatecznie przekonały nas do tego jeszcze trzy minuty drugiej połowy meczu Korony z Piastem.

Wrodzony optymizm kazał nam obejrzeć oba spotkania rozgrywane o 15.30. Jednym okiem spoglądaliśmy na telewizor, drugim na laptopa i czekaliśmy, co też wydarzy się w meczach  Górnik Łęczna – Cracovia i Zagłębie Lubin – Bruk-Bet Termalica.

A dziać się zaczęło dosyć szybko. W Lubinie, grający od pierwszej minuty, Starzyński rewelacyjnie zagrał piłkę do Janusa, a ten pewnie pokonał Pilarza. W ósmej minucie Miedziowi prowadzili już 1:0, a my cieszyliśmy się, że strzelanie rozpoczęło się tak szybko.

Przyznamy, że na tym spotkaniu skupialiśmy większą uwagę, bo w Lublinie, gdzie domowe mecze rozgrywa Górnik, nie działo się za wiele. Cracovia w swoim stylu klepała w środku pola, ale nie przynosiło to żadnego zagrożenia pod bramką Prusaka. Atmosfera była tak senna, że woleliśmy czekać, aż Starzyński znowu wymyśli coś ciekawego.

starzynski-laczy-nas-pasja

I wymyślił. Kiedy na obu stadionach czekaliśmy już tylko na gwizdki kończące pierwsze połowy, lubinianie rozgrywali koronkową akcję przed szesnastką rywala, a piłka trafiła do Starzyńskiego.

Ten podniósł głowę, popatrzył jak ustawiony jest bramkarz gości i huknął z około trzydziestu metrów w samo okienko. Zadziwia nas ten zawodnik, drugi raz z rzędu strzela bramkę, która może śmiało kandydować na trafienie kolejki. Termalica schodziła więc z murawy z golem do szatni i byliśmy przekonani, że w tym meczu Zagłębiu nic złego się już nie stanie.

A skoro tak, to po przerwie postanowiliśmy przyjrzeć się lepiej pojedynkowi Łęczna – Cracovia. Szkoda tylko, że burza, która przechodziła nad Lublinem, zmusiła sędziego do przerwania meczu. Pan Przybył po kilku minutach mecz wznowił, ale gra w kałużach nie sprawiła, że spotkanie stało się ciekawsze.

Natomiast wspomniany Jarosław Przybył został bohaterem, a w właściwie antybohaterem, tego spotkania. Niejaki Łukasz Tymiński ukarany został w pierwszej połowie żółtą kartką, nic nowego zdarza się to dosyć często. Z tym, że wspomniany zawodnik jakby zapomniał o tym fakcie, bo w drugiej odsłonie faulował na potęgę i to faulował brutalnie.

Komentatorzy raz za razem zachodzili w głowę jakim cudem nie został jeszcze wyrzucony z boiska. Przybył wyglądał jakby bał się pokazać mu drugie żółtko i nie być posądzonym o skrzywdzenie gospodarzy. I przez to nogę prawie stracił Damian Dąbrowski. Tymiński wszedł wyprostowaną nogą w nogi piłkarza Cracovii i jak pokazał powtórki był to jeden z najbardziej brutalnych i idiotycznych fauli jakie ostatnio dane nam było widzieć.

Przybył konsekwentnie nie pokazał mu nawet żółtej kartki, chociaż czerwień to byłaby i tak za niska kara. Żółtko zobaczył za to pokrzywdzony za wyrażenie swojej opinii o całym zajściu.

mecz-na-wodzie-cracovia-leczna-laczy-nas-pasja

Właściwie to była jedyna ciekawa (oczywiście nie dla Dąbrowskiego) sytuacja w obu spotkaniach w drugich połowach. Termalica biła głową w mur, a Zagłębie mając dwa gole przewagi też nie forsowało tempa. Mecz na wodzie Lublinie zakończył się bezbramkowym remisem i jak ironicznie stwierdzili komentatorzy, na miano hitu kolejki nie zasłużył.

Nie zasłużyło też na nie ostatnie niedzielne spotkanie, Korona Kielce – Piast Gliwice. O pierwszej połowie chcemy jak najszybciej zapomnieć, a kiedy w pięćdziesiątej piątej minucie komentator powiedział, że czekamy na historyczny pierwszy celny strzał w tym meczu, byliśmy bliscy załamania nerwowego.

Piętnaście minut przekonywaliśmy siebie, że szkoda życia na patrzenie na to widowisko i wtedy Mokwa wrzucił w pole karne Korony, a Szeliga strzelił bramkę głową. Coś się zaczęło dziać.

Nawet dużo, bo dwie minuty później, również głową, piłkę do bramki Piasta skierował Sekulski. I właściwie to koniec, sędzia mógł zagwizdać koniec meczu, bo w Kielcach nie wydarzyło się już nic.

Zagłębie Lubin pozostaje liderem i jest niepokonane. Starzyński wyrasta na gwiazdę całej ligi, Korona ciągle bez zwycięstwa, Łęczna zdobywa pierwszy punkt w sezonie a Tymiński zasługuje na kryminał. I to tyle jeśli chodzi o niedzielę z Ekstraklasą. Jutro jeszcze Pogoń – Śląsk i kończymy trzecią kolejkę.

Komentarze