Ekstraklasa: Plus i Tymiński siódmej kolejki

Siódma seria gier Ekstraklasy już za nami i jak po każdej kolejce przedstawiamy Wam naszego plusa i minusa. Po tym weekendzie wybrać było dosyć łatwo, zwłaszcza jeśli chodzi o negatywne wrażenia. Jak sami zauważyliście, już w tytule chcieliśmy „uhonorować” zawodnika, który na nas zrobił najgorsze wrażenie. A nazwać go „tylko” minusem to stanowczo za mało.

Zacznijmy więc od niego. Łukasz Tymiński, pomocnik Górnika Łęczna. Po sobotnim spotkaniu z Jagiellonią wiedzieliśmy już, że to będzie on. Niezależnie od tego, co się miało wydarzyć, nikt pewnie bardziej nie zasłużyłby na miano minusa kolejki.

Ostatniego dnia lipca Łęczna rozgrywała spotkanie z Cracovią. Tymiński szalał na boisku jak wściekły byk faulując kogo popadnie. W trzynastej minucie dostał żółta kartkę i pracował na kolejną. Sędzia Przybył był dla niego wyjątkowo łaskawy i nie wyrzucił go z boiska. Najgorzej wyszedł na tym Damian Dąbrowski, na staw skokowy którego nadepnął Tymiński. Faul brutalny i debilny, ale nie „nagrodzony” żadnym kartonikiem.

Zaraz potem Rybarski zmienił swojego zawodnika, bo widział czym to grozi. Nie zdało się to na nic, Komisja Ligi w takim przypadku, kiedy brak reakcji sędziego, sama mogła zareagować i ukarała Tymińskiego dwoma meczami zawieszenia. Nie zagrał on z Niecieczą, Legią, a potem jeszcze z Zagłębiem. W tych trzech spotkaniach Górnik zdobył cztery punkty, czyli osiemdziesiąt procent całego dorobku w tym sezonie.

Sobotni mecz z Jagą Tymiński zaczął na ławce, ale zastąpił w trzydziestej drugiej minucie Danielewicza. W sześćdziesiątej siódmej schodził już z boiska z czerwienią. Przypadek? Jeśli w Łęcznej nie pracują niewidomi, to chyba zdążyli się już zorientować, że ten facet nie nadaje się do gry.

tyminski-faul-laczy-nas-pasja

Może ma jakieś problemy osobiste, może powinien zgłosić się na jakąś terapię zarządzania gniewem, nie wiemy, ale faktem jest, że jego agresja nie pomaga zespołowi. A może po prostu przynosi pecha. W każdym razie bez niego w Łęcznej dzieje się lepiej!

Na plusa kolejki typów mieliśmy kilka – rezerwowi Lecha, którzy dali zwycięstwo w meczu z Piastem Gliwice czy Korona Kielce, która w jednym tygodniu ograła już drugą Wisłę. Nasz wybór padł jednak na drużynę Śląska Wrocław, który wpakował krakowskiej Wiśle na jej terenie aż pięć bramek.

Ograć krakowian, to nie jest ostatnimi czasy jakiś szczególny wyczyn, ale kiedy robi to zespół, który po sześciu kolejkach ma raptem dwa strzelone gole i nagle w siódmej dokłada do tego pięć trafień, to już nie jest takie byle co.

O tym, że we Wrocławiu od początku sezonu narzekali na brak skutecznego napastnika, wie każdy, kto śledzi polską ligę. Zbawieniem miał być Bence Mervo, ale póki co Węgier do siatki rywali jeszcze nie trafia. Mecz z Wisłą do dziewięćdziesiątej drugiej minuty przesiedział na ławce i jego strzelecki dorobek w tym sezonie dalej wynosi zero.

celeban-radosc-laczy-nas-pasja

Szansę dostał Kamil Biliński i to właśnie on dał wrocławianom prowadzenie. Obudził się też Morioka, który zaliczał ostatnio same „dyskretne” występy – w sobotę wpisał się na listę strzelców dwa razy!

Po jednej bramce dorzucili też Goncalves i Stjepanovic z rzutu karnego. Taka kanonada przed reprezentacyjną przerwą może być dla piłkarzy niezwykle motywująca i mamy tylko nadzieję, że przez dwa tygodnie nie zapomną jak się strzela!

Komentarze