Ekstraklasa: Plus i minus szóstej kolejki

Ta seria gier Ekstraklasy była wyjątkowa. Tak słaba, że jej minusem można by nazwać połowę zespołów i zawodników lub cały piątek. Zatrzęsienie remisów przy minimalnej ilości bramek. Szukanie minusa było trochę bezcelowe wśród piłkarzy, bo na pewno ktoś poczułby się „urażony”, że nie doceniliśmy jego występu.

Podobnie sytuacja wygląda w stronę przeciwną. Niby łatwo wybić się na tle tej szarzyzny, ale nieszczególnie ktoś miał na to ochotę. W pewnym momencie myśleliśmy, żeby mianem plusa kolejki  uhonorować Kovacevica za przepiękną bramkę, dającą Lechii zwycięstwo i fotel lidera.

Bądźmy jednak poważni, gdybyśmy działali w ten sposób, to od razu trzeba by na drugim biegunie postawić Vassiljeva za odpuszczenie krycia w tamtej akcji. Kiełb za gola w ostatnich sekundach w meczu z Wisłą Kraków? Też trochę za mało.

Jako, że szczególną uwagę w szóstej kolejce Ekstraklasy zwracaliśmy na mecz Legia – Arka, to tam postanowiliśmy poszukać największych pozytywów tej serii gier. Plusem kolejki postanowiliśmy nagrodzić cały zespół z Gdyni. Nie tyle za sam wynik, choć on jest tego konsekwencją, ale za udźwignięcie roli faworyta w tym spotkaniu.

Bo to, że nim byli, nie ulega wątpliwości. Wszyscy w Warszawie głośno krzyczeli, że na to spotkanie Wojskowi wyjdą drugim składem. Z tym, że jak mówił Arek Malarz, to przecież „Legia Warszawa, Legia Warszawa, kurwa”.

malarz-laczy-nas-pasja

Jeśli zespół ma bić się o obronę mistrzowskiego tytułu i Ligę Mistrzów, to logiczne jest, że powinien na każdą pozycję mieć dwóch równorzędnych graczy. Legia niestety nie ma, ale dalej pozostaje Legią, z tym samym trenerem, kibicami i stadionem przy Łazienkowskiej.

Arka przyjechała do Warszawy i zbiła mistrza kraju 3:1. Dziękuję, pozamiatane. O tym, ile kosztowało gdynian zwycięstwo z Legią, niech świadczą choćby tylko pomeczowe słowa Mateusza Szwocha: „Trudno nam się grało z Legią. Każdy z nas biegał za trzech. Jestem mega zmęczony. Nasz wysiłek się jednak opłacił. Jak się wygrywa, to kolejne kilometry nie robią różnicy.”

Nie za słowa chcemy nagradzać czy ganić, ale dziś nie mamy wyjścia i minus wędruje do Besnika Hasiego, trenera Legionistów, za to co powiedział po wspomnianym meczu:

„Nie każdy z naszych zawodników chciał wygrać. Okropnym uczuciem jest to dalej. Pytanie czy oni dalej chcą zwyciężać i grać dla Legii. (…) Nasza drużyna nie walczyła w pełni. Teraz musimy być gotowi na rewanż z Dundalk. Przykre, że krytyka spadnie na cały zespół, a nie na poszczególnych zawodników. (…) Ściągnięcie Rzeźniczaka w przerwie? Nie będę krytykował zawodników personalnie. Piłkarze są na tyle inteligentni, że domyślą się o kogo chodzi.”

hasi-legia-laczy-nas-pasja

Panie trenerze, jest takie polskie przysłowie: zły to ptak, co własne gniazdo kala. Jeśli krytykuje się zawodników, których na co dzień obserwuje się na treningach, za to że słabo zagrali, to wina w większej części leży po Pana stronie.

Albo posypuje Pan głowę popiołem i przyznaje, że wiedział o ich kompletnym braku formy i tak naprawdę oddał mecz przed Ligą Mistrzów, albo nie mówi nic. Jeśli tak to będzie wyglądać to gwarantujemy, że długo w polskiej lidze Pan miejsca nie zagrzeje! Co jak co, ale polski piłkarz pamięć ma dobrą!

 

 

 

Komentarze