Ekstraklasa: Plus i minus piątej kolejki

    Piąta kolejka Ekstraklasy za nami i jak zawsze głowiliśmy się, kto i dlaczego powinien zasłużyć na zaszczytne miana plusa i minusa tej serii gier. Jak zawsze było kilku bohaterów, paru zawodników i klubów dało też ciała, więc wybór łatwy nie był.

    Zacznijmy optymistycznie, od pozytywów. Pogoń Szczecin, Lech Poznań i Górnik Łęczna – pierwsze zwycięstwa w tym sezonie. Wyczyny godne uhonorowania. Zwłaszcza ci ostatni powinni być z siebie dumni, bo ograli w końcu mistrza kraju, Legię Warszawa.

    Nieistotne w sumie, że dokonali tego dzięki żenującej postawie rywali. Zwycięstwo to zwycięstwo i na koniec sezonu liczą się tylko trzy punkty.

    Szczecinianie naczekali się na wygraną, ale jak już się udało, to z przytupem – pięć bramek wbitych Bruk-Betowi to wyczyn godny zapamiętania.

    Arka Gdynia po raz kolejny wygrała na własnym terenie i hasło twierdza Gdynia przestaje wywoływać szyderczy uśmiech na naszych twarzach. Zwłaszcza, że ich kolejną ofiarą został Śląsk Wrocław, drużyna, która do tej pory bramki nie straciła.

    Niemniej jednak plusem kolejki zostaje naszym zdaniem Arek Malarz, golkiper Legionistów. Z jednej strony zasłużył na to postawą na boisku, obronił rzut karny, a kilka innych interwencji można spokojnie nazwać klasą światową. Tylko i wyłącznie dzięki niemu Legia przegrała tylko 0:1.

    malarz-laczy-nas-pasja

    Z drugiej strony ujął nas swoim wkurwieniem w pomeczowym wywiadzie. Nie chodzi o to, że mamy sentyment do podwórkowej łaciny, ale o to, że potrafił powiedzieć kilka gorzkich słów o własnej drużynie.

    Legia może i ma niezłych zawodników, ale kompletnie brakuje im charakteru i kogoś, kto złapałby całe towarzystwo za jaja, mocno przekręcił i wytłumaczył, że są tam nie tylko dla wysokich pensji. Czyżby krystalizowała nam się w Warszawie osoba lidera, tak potrzebnego od zaraz?!

    Nikolic, Moulin, Prijovic, Langil i pozostali obcokrajowcy to piłkarze naprawdę dobrzy, wybijający się w naszej lidze, ale jakoś nie wierzymy w ich przywiązanie do drużyny. Niko, król strzelców ubiegłego sezonu, otwarcie przyznaje, że jeśli pojawi się dobra propozycja, to odejdzie z Legii. Jak można liczyć, że ktoś z takim nastawieniem wstrząśnie drużyną i zmobilizuje do walki?!

    Pazdan, Kucharczyk, Rzeźniczak czy Jodłowiec są kompletnie bez formy i w sumie to oni powinni dostać największą zjebkę w szatni. Tylko od kogo?

    Potrzebny jest ktoś, kto nie ma sobie nic do zarzucenia, wie, że z drużyny za szybko nie odejdzie, bo telefon w sprawie jego transferu jakoś nie dzwoni i chce coś osiągnąć, bo może to być jego ostatnia szansa.

    Wypisz wymaluj Arek Malarz! Facet ratuje Legii mecz za meczem, sam tego wózka nie pociągnie więc musi resztę postawić do pionu. Czasu ma niewiele, bo już jutro mecz z Dundalk, ale życzymy mu żeby rzeczywiście szatnia wyjaśniła sobie kilka kwestii, bo być może od tego zależał będzie humor kilku milionów kibiców przez następnych kilka lat!

    Kandydatów na minusa piątej kolejki też mieliśmy kilku. Pod uwagę braliśmy głównie drużyny. Bruk-Bet, który pozwolił wpakować sobie pięć bramek, Legia, która wypadła fatalnie z meczu z Łęczną, Piast i Zagłębie, które zafundowały nam takie widowisko, że byliśmy blisko wniesienia pozwu o zadośćuczynienie za straty moralne i zwrot dwóch straconych godzin życia.

    Za każdym jednak razem, kiedy pomyśleliśmy o tym, kto pozostawił po sobie najgorsze wrażenie, zawsze pierwszą myślą była krakowska Wisła.

    wisla-krakow-3-kolejka-laczy-nas-pasja

    Czwarty mecz z rzędu zakończony porażką i nie zanosi się, żeby było lepiej. Ostatnie miejsce w tabeli i największa liczba straconych w lidze bramek.

    Dodatkowo medialny szum wokół nowego właściciela Białej Gwiazdy, który kompletnie zawodnikom nie pomaga. Jedno jest pewne, źle się dzieje w Krakowie.

    Nawet korzystny rezultat w następnym meczu z Koroną nie sprawi, że odbiór Wisły się zmieni. Ta drużyna ma po prostu za dobrych zawodników i za duże aspiracje by osiągać tak fatalne wyniki. Póki co nasz ewidentny minus!

     

    Komentarze