Ekstraklasa: Plus i minus dwunastej kolejki

    Coraz trudniej nam uwierzyć, że po każdej następnej kolejce Ekstraklasy mamy problem z wyborem plusa i minusa kolejki. Im dalej w las, tym bardziej ligowa szarzyzna pokrywa wszystko i każdego, a zawodników, którzy wnoszą cokolwiek ekstra do ligowych rozgrywek po prostu brak.

    Jeszcze dwa miesiące temu z przyjemnością oglądaliśmy choćby Kostię Vassiljeva, którego wybierano piłkarzem miesiąca. Arek Malarz wyprawiał w bramce Legii takie cuda, że właściwie można było o nim pisać co tydzień, a Mariusz Pawełek śrubował rekordy liczby minut z czystym kontem.

    Mogliśmy ponarzekać na słabiutki start Nikolića, który zdobywając koronę króla strzelców w ubiegłym sezonie, do granic możliwości rozbudził apetyty na trzydzieści bramek w tym sezonie. Nawet Tymiński swoim debilnym zachowaniem potrafił w jakiś sposób zaznaczyć obecność w Ekstraklasie.

    Albo więc my jesteśmy coraz bardziej wymagający, albo piłkarzom udziela się jesienna aura i nie planują robić niczego spektakularnego, byleby przetrwać do zimy. No ale nagrodzić i ukarać kogoś musimy, zostawmy więc indywidualne popisy piłkarzy i skupmy się na drużynach. Dziś na tapecie pierwsza czwórka ligowej tabeli.

    Dwa mecze, Zagłębie Lubin – Lechia Gdańsk i Bruk-Bet Nieciecza – Jagiellonia Białystok, czołowe drużyny ligi, zespoły, które wiodą prym w Ekstraklasie, wymieniają się między sobą na pozycji lidera, które na dzień dzisiejszy toczą bój o załapanie się choćby do europejskich pucharów. Szkoda tylko, że jeden z tych pojedynków, biorąc pod uwagę oczywiście nasze polskie realia, był niesamowitym widowiskiem, drugi kompletnym dnem.

    pleva-gutkovskis-gutieri-laczy-nas-pasja

    Każdy, kto oglądał dwunastą serię gier, wie który był którym. Na miano plusa zasłużyli zawodnicy z Lubina i Gdańska. Oglądając ich popisy nie można było się nudzić. Zagłębie już w poprzednim sezonie przyzwyczaiło nas do pewnej kultury gry.

    Nie zawsze widowiskowej, ale do bólu skutecznej i przyjemnej dla oka. Lechia to jedna z zagadek z tej ligi. W Gdańsku nie brakuje niczego, by ta drużyna zdobywała mistrzostwo kraju i pokazała się w Europie. W weekend obie ekipy pokazały, że stać je na wiele i tylko szkoda, że nie dane im będzie grywać ze sobą częściej.

    Wspominanie o pojedynku Termaliki z Jagiellonią zakrawa na swojego rodzaju masochizm. Ten mecz po prostu bolał. O ile po piłkarzach z Niecieczy nie spodziewaliśmy się otwartej gry, nie taka jest filozofia trenera Michniewicza, to od podopiecznych Michała Probierza oczekiwaliśmy znacznie więcej.

    Zawiedli Vassiljev i Cernych, najlepsi strzelcy Jagi, a bez nich reszta drużyny wyglądała jak dzieci we mgle. Nie ma innej możliwości, niż przyznanie minusa kolejki ekipom, które mogły zawalczyć o fotel lidera, a dały tak żenujący popis nieudolności.

    Komentarze