Ekstraklasa: „Papierowi” faworyci dali ciała

    Ruszyliśmy! Jakie to było otwarcie? Takie, jak cała liga czyli nieprzewidywalne. Teoretycznie, to w Płocku miała być garstka kibiców i nudnawy mecz, natomiast Wrocław ze swoim pięknym stadionem, na którym tłum kibiców, w piątkowy wieczór miał zobaczyć kilka fajnych bramek miał dać mocne otwarcie sezonu. Nic bardziej mylnego.

    W ogóle pisanie i rozmawianie o rozgrywkach Ekstraklasy w kwestii przewidywania tego co się zdarzy, zaczyna nie mieć kompletnie sensu. Tutaj nic nie jest pewne. I to chyba pomimo ogromnej słabości tej ligi jest takie piękne. We Francji wiadomo, że wygra PSG, we Włoszech ogrywa wszystkich Juventus, a w Niemczech Bayern. W Polsce pomimo tego, że Legia wygrała oba trofea, nigdy nic nie wiadomo.

    Wczoraj inauguracja sezonu w Płocku wypadła naprawdę dobrze. Prawie pełne trybuny, głośny doping no i całkiem fajny mecz. Naszpikowana „papierowymi” gwiazdami Lechia chce w końcu swoje ambicje zacząć realizować. Na początek mieli ograć beniaminka.

    Początek meczu zdecydowanie należał do podopiecznych Piotra Nowaka. Ich dobra gra została nagrodzona bramką w 15. minucie spotkania. Peszko precyzyjnie dośrodkował z lewej strony, Marco Paixao przystawił tylko głowę i skutecznie zakończył akcję.

    Od tego momentu Gdańszczanie zaczęli grać źle. Stracona bramka zmusiła gospodarzy do bardziej zdecydowanych ataków. To się opłaciło bardzo szybko. W 23. minucie po dośrodkowaniu Dominika Furmana głową wyrównał Przemysław Szymiński i kibice świętowali wyrównanie.

    szyminski-laczy-nas-pasja

    Do przerwy wynik meczu się nie zmienił, a to właśnie były gracz Legii Warszawa był najlepszym zawodnikiem na boisku.

    W drugiej połowie przeważali gracze Wisły. Piłkarze z Gdańska od czasu do czasu stwarzali sobie sytuacje pod bramką rywala, ale niewiele z tego wychodziło. Kwadrans przed końcem meczu po strzale Dominika Kuna piłkę odbił ręką Jakub Wawrzyniak, a sędzia bez wahania podyktował karnego. Furman strzelił ryzykownie – lekko, podcinką, a piłka wpadła do siatki i Wisła prowadziła 2:1! I nie wypuściła tego triumfu już do ostatniego gwizdka.

    Tak jak wspomniałem we wstępie we Wrocławiu liczono na fajne widowisko, ale wyszło zupełnie inaczej. Jeszcze w pierwszej części spotkania kibice mogli obejrzeć kilka ciekawych akcji. Na ich nieszczęście, to głównie piłkarze „Kolejorza” atakowali.

    Trener Urban zdecydował się zagrać dwójką napastników. W przodzie razem z Marcinem Robakiem grał Nicki Bille – Nielsen. I to właśnie po akcji Duńczyka Robak był bliski pokonania głową bramkarza gospodarzy.

    Najlepszą sytuację do strzelenia gola w całym meczu miał Nicki Bille w 37. minucie spotkania. Duńczyk wbiegł z piłką w pole karne, ale strzelił w słupek! W ostatniej minucie pierwszej części gry groźne strzelał Łukasz Madej, ale Burić z trudem obronił ten strzał.

    nielsen-laczy-nas-pasja

    Druga połowa, to jeden wielki zieeeeeeeeeeeew. Czyli nie działo się zbyt wiele. Do Ekstraklasy wrócił Radosław Majewski, a pierwszy celny strzał był dziełem Kownackiego i miał miejsce w 84. minucie. To najlepiej podsumowuje całą drugą część gry.

    Mieliśmy więc szansę zobaczyć dwóch z trzech faworytów tego sezonu. Jeden zespół przegrał, a drugi po bardzo mizernym spotkaniu zaledwie zremisował. Co nasz czeka w kolejnych dniach? Tego nie wie pewnie nawet Wróżbita Maciej.

     

     

     

    Komentarze