Ekstraklasa: Panowie, teraz na poważnie!

    Chociaż prima aprilis był prawie półtora miesiąca temu, to primaaprilisowy klimat ciągle utrzymuje się na ekstraklasowych boiskach. No bo jak traktować poczynania zespołów, które powinny gryźć trawę w walce o utrzymanie, a zamiast tego spacerują obok każdego kolejnego meczu? Co z tego, że Górnicy z Zabrza i Łęcznej nie zaznały ostatnio smaku porażki, skoro w trakcie ich ostatniego meczu zęby bolały od samego patrzenia?! Tak się zastanawiamy, czy sama odpowiednia do utrzymania liczba punktów powinna gwarantować przyszły rok w Ekstraklasie? Może powinno się powołać jakąś komisję, która będzie oceniać styl gry i zaangażowanie piłkarzy, a jej opinia będzie decydować o ewentualnym utrzymaniu lub spadku z ligi?! W porządku, komisji w tym kraju już mamy za dużo, ale niech ktoś przemówi naszym kopaczom do rozsądku i ambicji, bo my, niepoprawni romantycy, ciągle wierzymy, że potrafią oni grać w piłkę. Dziś przedostatnia kolejka dla grupy spadkowej i cztery mecze, które powinny w końcu oddzielić chłopców od mężczyzn!

    Wszystkie spotkania rozegrane zostaną o 20:30, trudno więc będzie wybrać to najciekawsze. Naszym faworytem jest bezpośredni pojedynek ekip walczących o utrzymanie – Górnika Łęczna i Podbeskidzia. Łęcznianie, chociaż w ostatnim meczu z zabrzanami byli zespołem słabszym, mieli okazję wygrać, nie wykorzystali jednak, konkretnie Bartosz Śpiączka, rzutu karnego. Remis i zdobyty punkt pozwolił im utrzymać pozycję nad strefą spadkową, jednak w ostatecznym rozliczeniu może okazać się zdobyczą zbyt mizerną. Wygrana wywindowałaby ich miejsce wyżej, ale zostawmy gdybanie, dziś Podbeskidzie i na tym rywalu powinni się skupić! Czy remis „Górali” w poprzedniej kolejce oznacza, że zaczynają wracać na właściwe tory, te sprzed podziału punktów? Niekoniecznie! Korona była w tamtym meczu zdecydowanie lepsza, a zespołowi Roberta Podolińskiego udało się zremisować dzięki przeogromnemu szczęściu! Zabawne jest jednak, że w przypadku zwycięstwa i korzystnych wynikach pozostałych spotkań, Podbeskidzie wskoczy na piąta pozycję. To pokazuje jak ciasno jest na dnie tabeli. W ostatnich swoich meczach bielszczanie zagrają z Wisłą a Łęczna pojedzie do Wrocławia. Obu ekipom nie będzie łatwo zapunktować i jeśli chcą się utrzymać to kluczowy będzie właśnie dzisiejszy pojedynek!

    W Zabrzu zawita dziś Korona Kielce, która jest już pewna tego, że w przyszłym roku zagra w Ekstraklasie. Kielczanie w jedenastu ostatnich pojedynkach są niepokonani, ale aż osiem razy remisowali. Podział punktów jest więc całkiem prawdopodobnym scenariuszem, z tym, że Górnikowi niewiele on pomoże. W ostatniej kolejce jedzie on bowiem do Niecieczy, gdzie zmierzy się z miejscowym beniaminkiem, prawdopodobnie również do końca walczącym o utrzymanie. Jeżeli w meczu Łęcznej z Podbeskidziem padnie remis lub wygrają bielszczanie a „Górnicy” z Zabrza przegrają, to lecą na łeb naszyję, na ostatnie miejsce w tabeli. Stamtąd podnieść się o dwie pozycje będzie ciężko!

    Wspomnieliśmy o Termalice, która prawdopodobnie do samego końca będzie walczyć o ligowy byt. Może zbyt pochopnie skreśliliśmy beniaminka, który przecież jeśli dziś wygra, będzie miał dwadzieścia pięć punktów i zrówna się nimi z Jagiellonią, z którą zresztą dziś zagra. Przy odrobinie szczęścia „Słoniki” mogą zapewnić sobie już dziś utrzymanie. Warunki – podstawowy, wygrać z zespołem Michała Probierza i liczyć na porażkę zabrzan oraz remis lub zwycięstwo gości w meczu w Łęcznej. Sporo niewiadomych, ale w naszej Ekstraklasie takie cuda to chleb powszedni! Najprościej jednak nie oglądać się na innych i swój mecz wygrać, w razie czego zadecyduje ostatnie spotkanie, kiedy to do Niecieczy przyjedzie Górnik Zabrze.

    Czwarte spotkanie to mecz przyjaźni, który pewnie przebiegał będzie już w wakacyjnym tempie i jeśli któraś z ekip wrzuci trzeci bieg będziemy bardzo zaskoczeni! Lider grupy, Wisła Kraków, podejmie wicelidera Śląsk Wrocław. Obie drużyny nie będą raczej chciały się przemęczać, mają pewne utrzymanie a w perspektywie ostatnią kolejkę i spotkania z potencjalnymi spadkowiczami – trzeba oszczędzać siły. Jedynymi wyjątkami mogą być Patryk Małecki w Wiśle, który tak się rozpędził pod okiem Wdowczyka, że może nie dać rady wyhamować i Ryota Morioka z wrocławskiej drużyny, który podobno jeszcze słabo włada naszym językiem i może nie zrozumieć meczowej odprawy trenera Rumaka.

    My, kibice, mamy tylko nadzieję, że zawodnicy podejdą do tej przedostatniej kolejki z pełną powagą i tak gdzie ma być walka rzeczywiście ją zobaczymy. Szkoda byłoby oglądać grad bramek i zawrotne tempo w Krakowie przy „męczeniu buły” w pozostałych spotkaniach. Także Panowie, dzisiaj prosimy na poważnie podejść do tematu! 

    Foto: gaszynski.pl

    Komentarze