Ekstraklasa: Nie ma chwili wytchnienia

    Jeden dzień odpoczynku wystarczy, wraca dostarczycielka największych piłkarskich emocji! Ledwie zakończyliśmy 25. a już zaczynamy 26. Kolejkę Ekstraklasy. A rozpoczynamy spotkaniem nie byle jakim! I tu nawet średnio zorientowany kibic pomyślałby, że może grają Cracovia z Wisłą, Legia z Lechem, czy w ostateczności Piast z Pogonią, ale nie! Pierwszy dzisiejszy pojedynek rozegra się pomiędzy Podbeskidziem a Koroną!

    Na początku sezonu gdybyśmy stwierdzili, że ten mecz będzie interesujący na jakikolwiek sposób na tym etapie rozgrywek bardziej chyba mielibyśmy na myśli kontekst utrzymania. Ale jeśli wziąć pod uwagę suche fakty to, uwaga, najlepiej punktująca drużyna 2016 roku (ex aequo z Legią) podejmie drużynę, w meczach której pada średnio najwięcej bramek. Brzmi dobrze, prawda? Podbeskidzie, co tu nie mówić, na fali! Na fali jakiej dawno, a może nigdy, nie było! Jak nie wygrywało u siebie, tak teraz dwa mecze – dwa zwycięstwa. W międzyczasie odwiedzili Kraków żeby zbić Wisłę i kolejne domowe spotkanie, trzecie w trakcie dwóch tygodni. Ustrzelą hat-trick? Wielce prawdopodobne, bo pod Klimczok zawita kielecka Korona. Może i trzynasta w tabeli, może i z tylko jednym zwycięstwem w tym roku, ale wiemy, że jeśli gra Korona to będzie się działo! Dwa razy prowadzić 2:0 i przegrać oba mecze, „pyknąć” „gdańską Barcelonę” 4:2, takie rzeczy potrafi tylko zespół z DNA showmana! W ostatniej kolejce spotkanie żółtoczerwonych z Wisłą Kraków zostało odwołane z powodu złego stanu murawy, mamy więc nadzieję, że kielczanie mieli więcej czasu na podładowanie akumulatorów i nie dadzą tym razem ciała. „Góralom” nie życzymy źle, ale czwarte zwycięstwo z rzędu Podbeskidzia?! Brzmi nieprawdopodobnie! Już mecz z Łęczną był typowym spotkaniem „na remis”, głównie przez warunki pogodowe, ale jednak Bielszczanie uratowali trzy punkty rzutem na taśmę, bramkami w samej końcówce! Jak będzie tym razem? Konia z rzędem temu, kto zgadnie scenariusz tego spotkania. Nasz jest taki – 2:2 do przerwy, zaraz po niej czerwień Zubasa i karny dla Korony. W 60. minucie 4:2, a że to Korona to wtedy dopiero zacznie się mecz!!! Tak sobie wymarzyliśmy! Kto bogatemu zabroni?!

    Jeśli nasz scenariusz się spełni to może być ciężko obejrzeć późniejsze spotkanie, rozumiecie, adrenalina nie pozwoli usiedzieć przed telewizorem, co wrażliwsi mogą obawiać się lekkiego stanu przedzawałowego. Ale jeśli przypadkiem na przystawkę dostaniemy od „Górali” i „Koroniarzy” ciężkostrawne 0:0 to pozostaje nadzieja – Wisła Kraków – Piast Gliwice. Mecze obu zespołów w ostatniej kolejce zostały przełożone, drużyny miały więc tydzień na regenerację i przygotowanie się do dzisiejszego spotkania. A było po czym odpoczywać. Piast dostał lekcję futbolu od gdańskiej Lechii a Wiślacy łomot u siebie od Podbeskidzia! W Krakowie w ogóle nie dzieje się dobrze! Zwolniono, czy też „urlopowano” trenera Pawłowskiego, zwał jak zwał – nie będzie go! W meczu z Piastem Wisłę poprowadzi Marcin Broniszewski, krążą plotki, że wróci Franciszek Smuda. Niezła karuzela. Dodatkowo wciąż pozostaje niesmak po aferze z Cierzniakiem, trudno powiedzieć czy scementowała ona szatnię czy podzieliła i w jakim stopniu jej ostateczne rozwiązanie będzie miało wpływ na grę krakowian. Obie drużyny bez zwycięstwa w tym roku w Ekstraklasie więc trzymamy kciuki żeby dziś wieczorem się to zmieniło!

    Foto: onet.pl

    Komentarze