Ekstraklasa: Mistrz i siedmiu tchórzliwych

Nasza Ekstraklasa jest bardzo specyficzną ligą. Gdybyśmy zapytali przedstawicieli klubów w niej grających o to, co jest ich celem na dany sezon to Prezes Leśnodorski odpowiedziałby, że celem Legii jest mistrzostwo kraju i awans do Ligi Mistrzów, cała reszta natomiast zgodnie stwierdziłaby, że jak najlepszy wynik. Próżno szukać u naszych ekstraklasowiczów jakichkolwiek ambicji, jasno i wyraźnie postawionych celów, a najczęściej spotykanym podejściem jest gra dla samej gry, a to co z tego wyniknie jest już raczej mało istotne.

Do końca rozgrywek pozostały nam jeszcze cztery kolejki, wczoraj wyjaśniło się jak wygląda tabela grupy mistrzowskiej prawie na półmetku. I mamy dla kilku zespołów złą wiadomość – będą musiały zagrać w europejskich pucharach. Paradoks naszej ligi polega na tym, że mistrzem pewnie chciałby być każdy, z tym, że większość zdaje sobie sprawę z tego, że nie ma na to szans, a jeśli nie można być mistrzem to najlepiej awansować do pierwszej ósemki po rundzie zasadniczej, tam zbytnio się nie skompromitować i myśleć powoli o kolejnym sezonie. Kluby, nauczone doświadczeniem własnym bądź innych ekip, jak diabeł wody święconej boją się gry w pucharach. Szansę na to mają praktycznie jeszcze wszystkie zespoły. Legia z Piastem walczą o mistrza, prawie pewnym jest, że zajmą one dwie czołowe lokaty w tabeli. Zostaje jeszcze najniższy stopień podium, premiowany meczami w Europie. Pogoń, Cracovia i Zagłębie to ekipy, które są tego najbliżej. Można byłoby przypuszczać, że do ostatniej kolejki będą walczyć wręcz na noże aby zająć trzecie miejsce w tabeli. Niestety jesteśmy w Polsce, przedstawia się to więc zupełnie inaczej. Trenerzy wszystkich trzech klubów – Michniewicz, Zieliński i Stokowiec zgodnie podkreślają, że ich drużyny absolutnie na grę w europejskich pucharach gotowe nie są. Mamy więc do czynienia z kuriozalną sytuacją, w której zespoły, jakby nie patrzeć należące do najlepszych w kraju, nie chcą pokazać się na arenie międzynarodowej. Jak dla nas sytuacja nie do pomyślenia w żadnej poważnej europejskiej lidze, a przecież nasza aspiruje do bycia taką!

Rozumiemy, że patrząc na to, gdzie teraz są Zawisza Bydgoszcz, Jagiellonia Białystok, Śląsk Wrocław czy nawet Lech Poznań, trudno dziwić się, że nikt nie chce podążyć ich ścieżkami. Ale to wynika tylko i wyłącznie ze specyfiki polskiego środowiska piłkarskiego. Kluby są w stanie rozegrać jeden dobry sezon, a kiedy przyjdzie do walki na jednym froncie więcej zaczynają się gubić. Brakuje nagle szerokiej kadry, funduszy, przygotowania fizycznego i mentalnego. Szukamy wymówek w zaburzonym cyklu przygotowawczym a fatalną zazwyczaj rundę jesienną pucharowiczów tłumaczy się zmęczeniem. Brak tu jakiejkolwiek logiki – z jednej strony chcemy być doceniani i szanowani w Europie, chcemy osiągać sukcesy na arenie międzynarodowej, od dwudziestu lat marzymy o Lidze Mistrzów, a nie jesteśmy w stanie znaleźć trzech zespołów, które grałyby na tyle stabilnie, żeby dwa lata z rzędu powalczyć o cokolwiek w europejskim futbolu. Dodajmy też, że nasze zespoły swoją przygodę z Europą nie zaczynają od pojedynków z Borussią, Liverpoolem czy Interem, ale co najwyżej z Żalgirisem Wilno! Szanujmy się trochę! Nie bójmy się gry w Europie, bo nie da się bez tego zbudować wielkości na własnym podwórku. W końcu tylko ogranie z innymi, często lepszymi zespołami, pozwala czegoś się nauczyć. Jeżeli boimy się spróbować to nie zasługujemy na to, żeby ktokolwiek poza granicami naszego kraju nas szanował. Nie zapominajmy też, że za grą w pucharach idą też niemałe często pieniądze i jeśli zostaną wydane rozsądnie to na pewno zaprocentuje to w kolejnych sezonach.

Skoro trzy wspomniane wcześniej kluby nie są gotowe na Ligę Europejską to proponujemy żeby odpuściły kolejne ligowe mecze i pozwoliły zając trzecią pozycję komuś, kto chętnie pojedzie do dajmy na to Wilna i pokopie z Żalgirisem! Dwa punkty za podium plasuje się Lechia Gdańsk i jesteśmy przekonani, że trener Nowak z pocałowaniem ręki przyjmie taką możliwość. W Gdańsku mają stadion, pieniądze, szeroką kadrę złożoną z doświadczonych piłkarzy i trenera z ambicjami, który bywał w tak zwanym „szerokim świecie”, a nie tylko na naszym podwórku. Ktoś powie, że niemoralne i nieuczciwe byłoby podkładanie się zespołów, aby lechiści mogli zając trzecie miejsce i grać w Europie, skoro na to nie zasłużyli! Tylko czy uczciwe wobec kibiców jest to, że zespół który dostanie taką szansę otwarcie mówi, że nie jest na nią gotowy?

Foto: polskieradio.pl

Komentarze