Ekstraklasa: Miało być dobrze i było

    Zapowiadaliśmy wczoraj, że sobotnia odsłona Ekstraklasy przyniesie nam dwa dobre spotkania. I nie pomyliliśmy się ani trochę. Najpierw obejrzeliśmy niezły mecz w Gdańsku, potem strzelaninę w Płocku. Dziewięć bramek w dwóch meczach i spektakularna pogoń Legii. Kto wybrał wieczór z najlepszą ligą świata, na pewno nie żałuje.

    Zaczęło się w Gdańsku, gdzie Lechia podejmowała Wisłę Kraków. Po tym spotkaniu wiemy jedno – krakowianie muszą cholernie cieszyć się, że żaden zespół z Sopotu nie ma swojego przedstawiciela w Ekstraklasie.

    Ich druga w ciągu tygodnia wizyta w Trójmieście kończy się porażką i przyjęciem od rywala trzech bramek. I chociaż wczoraj przynajmniej jedną strzelili, to nie jest to z pewnością powód do dumy i radości.

    Lechia wygrywa 3:1 i jest to jej drugie zwycięstwo z rzędu, ale najważniejsze dla trenera Piotra Nowaka powinno być to, że w końcu jego zespół pokazał na co go stać. Gra wyglądała bardzo przyjemnie dla oka, ale przede wszystkim była skuteczna.

    Punktowali obaj bracia Paixao, asystowali Krasic i Peszko, który był chyba najaktywniejszym piłkarzem na boisku. To po jego strzale, w trzydziestej minucie, piłkę musnął Flavio i Lechia wyszła na prowadzenie. Podejrzewamy, że gdyby Portugalczyk nawet jej nie dotknął, to wpadłaby do siatki, ale jest to nieistotne, gola zapisano Paixao.

    flavio-marco-paixao-lechia-wisla-krakow-laczy-nas-pasja

    Wynik utrzymał się do przerwy, ale patrząc na grę Wisły, przypuszczaliśmy, że kolejne bramki dla gdańszczan to tylko kwestia czasu. Krakowianie nie mieli kompletnie pomysłu jak dostać się pod bramkę przeciwnika, jedyne co mogło zapaść w pamięć, to agresywna gra. W tym elemencie zresztą Lechia nie była gorsza.

    Druga połowa przyniosła nam jednak najpierw wyrównanie. Po profesorsku zachował się w polu karnym rywala Boguski, przyjął, strzelił i bramkarz gospodarzy był bez szans. Gdańszczanie stracili werwę i Wisła coraz częściej groźnie atakowała.

    Zginął nam gdzieś Krasic, którego trener Nowak powinien zmienić. Zamiast niego zszedł Wolski i jak się potem okazało, była to trafiona decyzja. Serb zaliczył piękną asystę, kiedy to długim podaniem znalazł Flavio, a ten przytomnie uderzył głową i piłka wpadła do siatki.

    Wisła jeszcze walczyła, ale to Lechia zadała ostateczny cios. Kuświk, Flavio i Marco pięknie poklepali w szesnastce Wisły i ten ostatni skierował piłkę do pustej już bramki.

    Wisła, mimo, że do gry wrócili Głowacki i Guzmics, znowu traci trzy gole. Przed nimi derby i czas najwyższy, żeby popracowali nad skutecznością w obronie.


    Emocje w Płocku były już od pierwszych minut. Już w drugiej Furman wrzucał z narożnika, Bozic głową i bach, jeden zero dla Wisły. Osiem minut później drugi narożnik, znowu Furman, tym razem główka Szymińskiego i dwa do zera.

    Lepiej zacząć nie można, kiedy gra się u siebie z mistrzem kraju. Ale co mistrz to mistrz, Legioniści musieli wziąć się za odrabianie strat.

    Zastanawialiśmy się, czy Wojskowi jeszcze nie zorientowali się, że właśnie grają mecz, czy to może była wina ustawienia w jakim wyszli na boisko. Trener Hasi dał odpocząć m.in. Nikolicowi, a od początku na boisku zobaczyliśmy m.in. Koseckiego i Prijovica. I to właśnie ten drugi rozpoczął odrabianie strat. Najwyżej wyskoczył do piłki po rzucie wolnym wykonywanym przez Moulina i było 2:1.

    kucharczyk-legia-wisla-plock-laczy-nas-pasja

    Przed przerwą mieliśmy już remis. Kucharczyk dostał prostopadłe podanie od Prijovica i w polu karnym zabawił się z obrońcą Wisły, po czym pewnie posłał piłkę do bramki. Piłkarzy z Płocka ewidentnie podłamała utrata dwubramkowej przewagi i wyszedł brak doświadczenia.

    W drugie odsłonie meczu na boisku dominowała Legia i to ona zdobyła decydującą o wyniku bramkę. Zamieszanie w szesnastce po rzucie rożnym wykorzystał Lewczuk i skierował futbolówkę do siatki.

    Legia w końcu wygrała w lidze i pokazała jak powinien grać mistrz. Piłkarze z Płocka znowu zagrali nieźle, udowodnili, że stałe fragmenty gry są ich bardzo mocną stroną, muszą jednak popracować nad mentalnością. Drugi mecz z rzędu zakończył się dla nich porażką, mimo iż prowadzili. Za tydzień Ruch, a im jak wiadomo, można postrzelać.

    Komentarze