Ekstraklasa: Malarz królem bezbarwnego piątku, Bruk-Bet liderem

    Ale daliśmy się oszukać! Jak infantylne dziecko, któremu wmawia się, że jeśli nie zje obiadu, to przyjdzie „Pan” i go zabierze. Podobnie my, przeżuwając kolejne niezjadliwe fragmenty meczów,  czekaliśmy do końca piątkowych rozgrywek Ekstraklasy licząc, że coś się wydarzy. Niestety piątek zabił nas bezpłciowością i nie dał nacieszyć się nawet jedną bramką.

    Pierwszy mecz awizowaliśmy jako obronę twierdzy w Niecieczy. Piłkarze Termaliki rzeczywiście pozostali niepokonani na własnym terenie, ale o spotkaniu z Wisłą Płock wolelibyśmy szybko zapomnieć, bo przecież nikt nie chce pamiętać dwóch straconych w życiu godzin. Jedno z nudniejszych 0:0 jakie widzieliśmy i z szacunku do Was i nas samych więcej o tym meczu nie wspomnimy!

    Rozruszać miał nas pojedynek Wisły Kraków z Legią. W końcu spotkania tych ekip zawsze przynoszą sporo emocji. Zaczęło się już w pierwszej minucie od strzału Mójty z rzutu wolnego i pomyśleliśmy, że będzie się działo.

    I rzeczywiście walki nie brakowało. Lewe skrzydło „Białej Gwiazdy” z Małeckim na czele postawiło sobie chyba za cel upokorzenie Legionistów, bo właśnie tą stroną Wiślacy atakowali raz za razem. Efektów w postaci gola jednak zabrakło. Lepsze okazje mieli Wojskowi, Prijović miał „setkę”, ale oczywiście spartolił.

    Na bramkę czekaliśmy jak na szpilkach i kiedy w osiemdziesiątej trzeciej minucie sędzia Gil wskazał na wapno, a Popović stanął oko w oko z Malarzem, pomyśleliśmy, że nawet bramka z rzutu karnego będzie nagrodą za wytrwałość. Golkiper gości pokazał jednak, że nie przez przypadek jest uważany za najlepszego piłkarza Legii w tym sezonie i strzał obronił. Wśród tego całego nudziarstwa on jeden nie może mieć do siebie pretensji. Wśród całej tej przeciętności wyrósł na bohatera, znowu zresztą. I tak minął dzień pierwszy…

    malarz-nikolic-moulin-dziekuja-kibicom-laczy-nas-pasja

    Dzisiaj trzy kolejne spotkania. Zaczynamy od pojedynku sąsiadów z tabeli, o 15.30 Pogoń Szczecin podejmie Górnika Łęczna. I chociaż niby gospodarze są faworytem, to mówcie co chcecie, ale pieniędzy na Portowców byśmy nie postawili. Gra szczecinian to ostatnimi czasy mieszanka nieporadności, pecha i nieskuteczności.

    Symbolem niech będzie Zwoliński, który chociaż strzelił Lechowi w przegranym meczu, to potem notorycznie partolił sytuacje, a kulminacją był nietrafiony karny. W meczu z Płockiem zszedł z boiska już po pierwszej połowie. Normalnie napisalibyśmy, że jak się przełamać po dwóch porażkach, to tylko z Łęczną. No ale jeśli zespół rozgromił tydzień temu Koronę Kielce 4:0, to nazywać go „chłopcem do bicia” nie wypada!

    O 18.00 na pierwsze miejsce w tabeli spróbuje wskoczyć gdańska Lechia, która zagra kolejne spotkanie na własnym terenie. W ostatnią niedzielę z kwitkiem odprawiony został z Gdańska Lech Poznań, dzisiaj przyjeżdża kolejna ekipa w niebieskich barwach – Ruch Chorzów. Forma podopiecznych trenera Fornalika jest tak nieustabilizowana, że z niemożliwością graniczy zgadnięcie jak zaprezentują się dzisiejszego popołudnia, tym więc ciekawsze to spotkanie powinno być.

    O 20.30, czysto teoretycznie, mecz dnia. No bo tak trzeba chyba nazwać pojedynek dwóch tegorocznych pucharowiczów, Zagłębia Lubin i Cracovii. Niestety u obu ekip forma nie ta, co w poprzednim sezonie. Może i Miedziowi pokonali w ostatniej kolejce Legię, ale przecież ją bił ostatnio prawie każdy (brzmi niewiarygodnie, prawda?!).

    zaglebie-lech-2-0-laczy-nas-pasja-1

    Gdyby nie patrzeć na tamto spotkanie, to zespół z Lubina tylko przegrywał i remisował w ubiegłych tygodniach. Nie lepiej dzieje się w Krakowie. Zawodnicy Zielińskiego najwyraźniej zapatrzyli się na sąsiadów z drugiej strony Błoni i też regularnie dają ciała. Może dziś zwycięstwo da im Piątek, który trafił na Kałuży właśnie z Lubina?!

    Komentarze