Ekstraklasa: Ligowy zjazd poziomu

    Można spokojnie powiedzieć, że rozegranie niedzielnych spotkań dwunastej kolejki Ekstraklasy poszło z górki. Szkoda tylko, że ze szczytu ku dołowi największy zjazd zaliczył poziom spotkań. Tak jak sobotę oceniliśmy bardzo pozytywnie głównie patrząc przez pryzmat ostatniego spotkania Zagłębia z Lechią, tak niedziela zniesmaczyła nas już od pierwszego meczu i opinii tej nie poprawiło nawet kolejne spotkanie.

    Zaczęło się od pojedynku o lidera, w którym mierzyły się ze sobą Termalica i Jagiellonia. Piłkarze z Niecieczy postanowili udowodnić jednak, że jeszcze nie zasługują na to, by cały tydzień spędzić na patrzeniu z góry na resztę ligowej stawki. A skoro wykazali się taką skromnością, to i zawodnicy Jagi zgodnie stwierdzili, że już za długo przewodzili w Ekstraklasie i czas dać szansę innym.

    Po tym spotkaniu zadowoleni byli tylko piłkarze i kibice Lechii, bo dzięki bezbramkowemu remisowi w tym meczu zdołali utrzymać wywalczoną w sobotę pozycję lidera. No chyba, że męczarnie Bruk-Betu z Jagą musieli sami obejrzeć, wtedy radość aż tak ogromna pewnie nie była. Byliśmy przekonani, że nudniejszego spotkania niż „starcie” Górnika Łęczna z Arką Gdynia w tej kolejce nie zobaczymy. Od wczoraj takich wyroków ferować już nie będziemy.

    O ile za wspomniany przed chwilą mecz nie dalibyśmy żadnej z ekip nawet jednego punktu, tak za występ w kolejnym obu zespołom należało się trochę więcej niż tylko jedno oczko. Lech Poznań z Wisłą Kraków zaprezentowały się z niezłej strony, ale nie aż tak, by zabić wspomnienia z poprzedniego widowiska.

    lech-wisla-laczy-nas-pasja

    W ich rywalizacji przynajmniej zobaczyliśmy chęć walki i bramki. Spotkanie zakończyło się wynikiem 1:1, ale do ostatniego gwizdka nie byliśmy niczego pewni. Chociaż właściwie powinniśmy się spodziewać, że krakowianie odpalą w końcówce, w tym sezonie strzelanie tuz przed końcowym gwizdkiem to ich znak firmowy.

    Liczyliśmy oczywiście na Patryka Małeckiego, ale tym razem sprawy w swoje ręce wziął Paweł Brożek. Biała Gwiazda po raz kolejny nie przegrywa i chociaż wciąż świeci na dnie tabeli, to jej strata punktowa do środka stawki jest naprawdę niewielka.

    Tę serię gier kończy dzisiejsza rywalizacja pomiędzy Koroną Kielce i Śląskiem Wrocław. Nie chcemy być złymi prorokami, ale patrząc na formę obu zespołów, nie spodziewamy się meczu, który po wszystkim można by nazwać hitem kolejki. Korona zaliczyła trzy porażki z rzędu, tracąc przy tym dwanaście bramek. Podopieczni Mariusza Rumaka nie radzą sobie wiele lepiej, bo w czterech meczach uciułali tylko jeden punkt.

    Przed tym spotkaniem wiara musi być jednak naszą siłą. Wiara, że przewrotność Ekstraklasy ujawni się i tym razem, a ekipy, po których nie spodziewamy się niczego wielkiego, odegrają jakiś niezły spektakl.

    Komentarze