Ekstraklasa: Legia walcem po Mistrza!

W poprzedniej kolejce Legia nie wykorzystała potknięcia Piasta Gliwice i zmarnowała okazję na odskoczenie na pięć punktów. Bezbramkowy remis w Chorzowie był chyba jednak dostatecznym bodźcem, aby na pojedynek z Cracovią wyjść w stu procentach zmotywowanym. Starcie z krakowianami, którzy w poprzedniej kolejce w końcu, pokonując Zagłębie, zdobyli trzy punkty miał być hitem tej kolejki. Pojedynek zespołów, które prezentują ofensywny futbol i preferują szybką grę piłką miał być jak wyścig rajdowców. Legia zdecydowała się jednak na przesiadkę ze swojego bolidu na sporo cięższy i wolniejszy sprzęt i zamiast ścigać się z Cracovią zmiażdżyła ją swoim walcem jeszcze zanim chorągiewka poszła w górę.

Dzieło zniszczenia rozpoczął ten, który czuje się chyba w Warszawie coraz pewniej. Nie tylko na boisku ale również w mediach. Aleksandar Prijović po początkach w Legii, kiedy to liczby nie przemawiały na jego korzyść, teraz zaczął strzelać i asystować. W mediach coraz śmielej wypowiada się o swojej współpracy z Nikolicem, aspiracjach własnych i drużyny, ostatnio nawet stwierdził, że poza czołowymi trzema ligami, tworzą w Europie najlepszy duet napastników. Jakby to nie zabrzmiało, to swoją postawą na murawie obaj panowie udowadniają, że ich współpraca układa się świetnie! Wczoraj już w szóstej minucie Węgier zagrał do Szwajcara, a ten z bardzo ostrego kąta pokonał Sandomierskiego. Strzał marzenie, ale zawinił tu głównie bramkarz gości. Cracovia po tak szybkim ciosie nie padła na deski a próbowała się odgryźć. Swoją szansę, po szybkiej kontrze miał Cetnarski, ale jego strzał świetnie obronił Malarz. Legioniści nie odpuszczali i po strzale Kucharczyka piłka odbił się od Covilo co zmyliło Sandomierskego i mieliśmy już 2:0. Swoje sytuacje bramkowe marnował na potęgę Nikolic, trafił w poprzeczkę, a potem dwa razy nie udało mu się wpakować piłki do pustej bramki. Kamień z serca musiał spaść Węgrowi, kiedy to po rzucie rożnym dostawił głowę i zdobył gola na 3:0. Czy to na pewno była bramka Nikolica? Ciężko powiedzieć, wydawało się, że musnął piłkę najdłuższym włosem w grzywce a piłka nawet bez jego interwencji zmierzała do bramki bezpośrednio po uderzeniu z narożnika boiska. Szczegół o tyle nieistotny, że bramkę wpisano na konto napastnika Legii, a jego drużyna do przerwy prowadziła 3:0. Piłkarze Zielińskiego schodzili do szatni w kiepskich nastrojach, bo odrobienie trzech bramek przy Łazienkowskiej w czterdzieści pięć minut, w dodatku grając z tak dobrze dysponowanym rywalem, graniczyło z cudem! Druga połowa nie zmieniła nam obrazu gry, mało tego, na ostatnie dwadzieścia minut na boisko wszedł Hamalainen i w końcu zdobył swoją debiutancką bramkę dla „Wojskowych”. To był pogrom, Cracovia była bezsilna w ofensywie i fatalna w defensywie, nie miała kompletnie argumentów w tym spotkaniu, a 4:0 wydaje się być najłagodniejszym wymiarem kary! Przed Piastem trudne zadanie, jutro podejmie Lechię i nie będzie to mecz z gatunku tych lekkich, łatwych i przyjemnych. Jeżeli wyłożą się z gdańszczanami, to na cztery kolejki przed końcem będą tracić do Legii aż sześć punktów, a w Warszawie będą mogli już zamawiać konfetti na mistrzowską fetę!

Mówiąc o pogromach nie sposób też nie wspomnieć o wczorajszym spotkaniu Zagłębia Lubin z Ruchem Chorzów. Po trzech meczach bez zwycięstwa gospodarze w końcu wygrali i zrobili to w dodatku z przytupem. Może i chorzowianie prowadzili, ale po bramce strzelonej w zamieszaniu po rzucie rożnym, poza tym kompletnie nie mieli pomysłu na grę. Wydaje się, że „Niebieskich” satysfakcjonuje utrzymanie się, a ich ambicje nie sięgają nawet szczebel wyżej. Lubinianie za to wracają na stare tory, a w dodatku kiedy Filip Starzyński ma takie dni, jak ten wczoraj, są nie do zatrzymania. Reprezentant polski kierował i kreował grę, zaliczył dwie asysty, a ta przy bramce Woźniaka to prawdziwe dzieło sztuki! 4:1 to wynik, który dokładnie oddaje to co działo się na boisku!

Foto: polskieradio.pl

Komentarze