Ekstraklasa: Lech wraca z zaświatów, Łęczna czerwoną latarnią

Piąta kolejka Ekstraklasy jeszcze nam się na dobre nie rozpoczęła, a już mamy mocną kandydaturę do naszego plusa kolejki. Tydzień temu wahaliśmy się czy na zaszczytne miano minusa czwartej serii gier nie zasłużył Lech Poznań, a tu wczoraj podopieczni Jana Urbana wygrali swój pierwszy ligowy mecz w tym sezonie.

Jeśli w piątek dzieją się takie cuda, to aż boimy się pomyśleć co wydarzy się dzisiaj.

Nie żeby Kolejorz grał szczególnie pięknie, to raczej Cracovia nie pokazała niczego szczególnego, ale te trzy punkty to może być najcenniejsza zdobycz dla trenera Urbana w tym sezonie.

Raz, że może ona oznaczać przełamanie niemocy Lechitów, dwa, może uratować jego trenerską posadę. Dużo spekulowano na temat możliwości zastąpienia go przez byłego trenera Piasta Gliwice, Radosława Latala.

Ten tydzień jeśli nawet ostatecznie nie uratował go, to przynajmniej przedłużył nadzieję na to, że coś w Poznaniu uda mu się jeszcze zdziałać. Najpierw zwycięstwo z Podbeskidziem w Pucharze Polski, teraz wygrana z Cracovią. Wydaje się, że nikt w Poznaniu nie będzie podejmował pochopnych decyzji i pokieruje on drużyną w meczu z Bruk-Betem.

Poznaniacy opuszczają ostatnią pozycję w ligowej tabeli i choć brzmi to śmiesznie, to fakt, że ją zajmowali już dawno temu przestał kogokolwiek bawić.

lech-cracovia-laczy-nas-pasja

Zwycięstwo Lecha, to najważniejsza informacja po wczorajszych spotkaniach, ale nie możemy zapomnieć o meczu Lechii z Koroną. Pierwsze piątkowe spotkanie, zakończone rezultatem 3:2 dla gospodarzy, było całkiem ciekawe.

Zawodnicy Piotra Nowaka prowadzili już 2:0, ale nie potrafili utrzymać tej przewagi i Korona zdołała doprowadzić do remisu. Dopiero w końcówce zwycięstwo Lechistom dał Grzegorz Kuświk, który po raz drugi wpisał się tego dnia na listę strzelców.

Skoro Lech Poznań opuścił ostatni plac w tabeli, to jego miejsce zajął Górnik Łęczna i dzisiaj mają szansę utrzymać status czerwonej latarni. Podejmą mistrza kraju, warszawską Legię i nie będzie łatwo.

Wojskowi z jednej strony mają już pewnie w głowach tylko mecz czwartej rundy eliminacji do Ligi Mistrzów, z drugiej muszą jak najszybciej zmazać plamę na honorze, jaką jest na pewno porażka z Górnikiem Zabrze w Pucharze Polski.

Wszyscy przekonują, że jeśli warszawiacy dostaną się do Champions League, to każda porażka pucharowa i ligowa zostanie im wybaczona, ale zespołowi z takim potencjałem po prostu nie godzi się przegrywać i jeśli chcą coś znaczyć w Europie, to muszą nauczyć się wygrywać na wszystkich frontach.

Przed tym spotkaniem obejrzymy pojedynek Arki Gdynia ze Śląskiem Wrocław, jedyną drużyną, która nie straciła jeszcze bramki w tym sezonie.

Oba zespoły grały w środku tygodnia w Pucharze Polski, oba awansowały dalej, ale to wrocławianie mogą być bardziej zmęczeni, bo do pokonania Sandecji Nowy Sącz potrzebowali dodatkowych trzydziestu minut dogrywki.

slask-laczy-nas-pasja

Do tej pory każdy, kto przyjechał do Gdyni, inkasował trzy bramki. Zestawiając to z niepokonanym do tej pory Pawełkiem, jesteśmy pewni, że będzie ciekawie.

Sobotnie oglądanie Ekstraklasy zakończymy w Szczecinie, gdzie na mecz z Pogonią przyjeżdża Bruk-Bet Termalica. Szczecinianie w tym sezonie u siebie jeszcze nie wygrali, Termalica do tej pory w roli gościa występowała tylko raz i przegrała. Ktoś chyba w końcu musi się przełamać.

Obiektywnie patrząc liczymy po prostu na dobry mecz, ale dla atrakcyjności ligi lepsze byłoby zwycięstwo piłkarzy trenowanych przez Moskala. Pogoń ubiegły sezon zakończyła w grupie mistrzowskiej, teraz zajmuje przedostatnia lokatę i dla ekipy z takim potencjałem jest to spore rozczarowanie.

Komentarze