Ekstraklasa: Kto mądrzejszy ręka w górę!

    Trzydziesta druga kolejka Ekstraklasy za nami i czy coś się wyjaśniło, wiemy coś na pewno? Kto mądrzejszy ręka w górę! Nikt?! Dla kogo pojawiły się nowe niewiadome – wystąp! Spokojnie, po kolei, nie pchamy się! My oczywiście daliśmy krok do przodu, ale jednak z lekko uniesioną do góry ręką. Enigmatycznie stwierdzimy, że „coś tam wiemy, coś tam się wyjaśniło, ale generalnie pewni jesteśmy, że nic tu nie jest pewne”. Ekstraklasę musimy teraz rozpatrywać dzieląc ją na dwie grupy, zaczniemy więc chronologicznie, od wtorkowych rozstrzygnięć grupy mistrzowskiej.

    Zapowiadając wtorkowe mecze pokusiliśmy się nie o typowanie wyników, ale o wytypowanie najatrakcyjniejszych z punktu widzenia kibica rezultatów. Trafiliśmy tylko jeden, samokrytycznie przyznając, najłatwiejszy wynik. Nie zmienia to faktu, że pozostałe wcale aż tak nas nie rozczarowały! Zacznijmy od tego, którego wynik zgrał się z naszymi oczekiwaniami – Lechia – Pogoń. 2:0 dla gdańszczan i jest to wynik zdecydowanie zasłużony. Tak jak już wielokrotnie wspominaliśmy, grają szybki, techniczny futbol, a przy takim natężeniu zawodników ofensywnych nawet obrona szczecinian nie nadążała. Zaczął Krasic, po strzało-asyście Paixao. Ależ się ta dwójka (chociaż nie tylko oni!) rozkręciła, Serb od samego początku gubił przeciwników jak chciał i to nie jakimiś efektownymi sztuczkami, najprostszym balansem ciała. Bramkę strzelił po tym, jak Portugalczyk próbował uderzyć przewrotką, strzał się nie udał, ale wyszła niebrzydka asysta. Potem Lechia dominowała, a kiedy Wojtkowiak podwyższył na 2:0 było już po meczu. Pogoń w końcu nie zremisowała, ale też nie wygrała – wstyd, od reformy Ekstraklasy – ESA37 – rozegrała w grupie mistrzowskiej już 16 spotkań i ani razu nie zdobyła jeszcze trzech punktów! Tym samym piłkarze Nowaka są już oczko nad nimi. Trzy punkty i trzecie miejsce w tabeli wywalczyła za to Cracovia. Mecz z Zagłębiem do najbardziej porywających nie należał a jedyna bramka padał po rzucie karnym wykonanym przez Cetnarskiego. Wystarczyło to jednak do triumfu – Zagłębie zanotowało już trzeci mecz bez zwycięstwa, natomiast piłkarze z Krakowa przypomnieli sobie, miejmy nadzieję, jak się wygrywa i zakończyli niechlubną passę sześciu meczów bez wygranej. Piast oficjalnie chciał wycofać się z walki o mistrzostwo, w trakcie pierwszej połowy meczu z Lechem był tego pewien, pozwolił rywalowi na wbicie sobie dwóch goli, w przerwie trener Latal chyba przemówił do rozsądku swoim zawodnikom bo zdołali wyrównać, ale summa summarum nic więcej, oprócz czerwonej kartki Vacka, się nie wydarzyło, piłka do siatki wpaść nie chciała i zakończyło się remisem. Dla rozgrywającej swój mecz ponad pół godziny później Legii remis gliwiczan był jak prezent na Gwiazdkę. Wystarczyło wygrać i przewaga zwiększyłaby się do pięciu punktów. Niestety dla „wojskowych” Ruch w Świętego Mikołaja bawić się nie chciał, wszak ich kolorem jest niebieski nie czerwony i prezentu nie dostarczył! Fakt, że w pierwszej połowie chorzowianie praktycznie nie istnieli, ale na drugą wyszli tak zmotywowani, że to Malarz musiał ratować legionistów przed utratą choćby jednego punktu. Tabela, mimo tego, że nie sprawdziły się nasze proroctwa, prezentuje się i tak dosyć atrakcyjnie – Legia tylko z trzema punktami przewagi nad Piastem, Cracovia cztery punkty za Piastem, ale za to na podium. Spokojna być jednak nie może, bo goni ją będąca na fali wznoszącej Lechia. Cztery ostatnie zespoły zagrają między sobą w następnej kolejce (Pogoń-Lech, Zagłębie-Ruch) i chyba ona wyjaśni kto będzie skazany na „dołowanie” w grupie mistrzowskiej.

    A co słychać u „spadkowiczów”, którzy swoje spotkania rozgrywali wczoraj? Łęczna –Wisła. Kto oglądał ostatnie mecze tych drużyn, ten wie, że Górnik gra fatalnie, Wisła rewelacyjnie, wynik mógł więc być tylko jeden. I chociaż w naszej lidze niemożliwe nie istnieje to jednak tym razem statystyki nie skłamały, „Biała Gwiazda” pewnie wygrała 3:0. W rozgrywanym równolegle meczu Termaliki z Koroną żadna bramka nie padła, oba zespoły mają po dwadzieścia jeden punktów i bezpieczną przewagę pięciu punktów nad miejscami spadkowymi. Spełnia się za to powoli najczarniejszy scenariusz dla „Górali” z Podbeskidzia. Afera, która pozbawiła ich grupy mistrzowskiej, bardzo źle wpłynęła na zawodników Roberta Podolińskiego. Wczoraj grali z Górnikiem Zabrze, najsłabszą ekipą w stawce, która w tym roku jeszcze nie wygrała meczu. Chyba tylko po to żeby zadbać o emocje do samego końca rozgrywek, doznali porażki 1:0. Dzięki tej wygranej piłkarze Żurka wygrzebali się z ostatniego miejsca, pozwalając zająć je Górnikom z Łęcznej. Podbeskidzie ma już tylko trzy punkty przewagi nad oboma Górnikami i w perspektywie mecz ze Śląskiem. Jeśli pech nie będzie ich opuszczał to mogą zająć miejsce „premiowane” spadkiem. A wracając do Śląska – ten podejmował Jagiellonię Michała Probierza. Zapowiadał się najciekawszy mecz tej kolejki i rzeczywiście takim był! Najpierw prowadzenie dał gospodarzom wypożyczony w tym roku, młody Węgier Mervo, potem wyrównał niezawodny Vassiljev. Po raz drugi na prowadzenie Śląsk wyszedł po kolejnej bramce Węgra, a podwyższył Morioka. Dwubramkowej przewagi piłkarze Rumaka nie oddali i spotkanie zakończyło się wynikiem 3:1. Tym samym zespoły zrównały się punkami i tabela przedstawia się naprawdę interesująco – lideruje Wisła z dwudziestoma czterema oczkami, trzy mniej mają aż cztery zespoły, potem Podbeskidzie z dziewiętnastoma a na końcu Górnicy z Łęcznej i Zabrza ze stratą trzech do „Górali”. Tabela, zamiast dawać nam jakieś jednoznaczne odpowiedzi, robi się coraz bardziej spłaszczona. Czekamy więc z niecierpliwością na następne kolejki! 

    Foto: dziennikzachodni.pl

    Komentarze