Ekstraklasa: Jeden gol i trzech liderów

W trakcie dwóch niedzielnych spotkań Ekstraklasy padła tylko jedna bramka, ale aż trzy zespoły zasiadały wczoraj na fotelu lidera. Takie rzeczy tylko możliwe są tylko w polskiej lidze. Kto nie oglądał, temu spieszymy donieść co się podziało.

Po przedwczorajszym zwycięstwie 3:1 nad warszawską Legią na pierwsze miejsce w ligowej tabeli wysunęła się Arka Gdynia. Pisaliśmy, że tylko cud mógłby sprawić, że na tej pozycji zakończy szóstą kolejkę, bo szansę na strącenie jej z fotela lidera miały aż trzy ekipy, a w praktyce zespół z Gdyni mógł spaść nawet na trzecia pozycję.

Okazję na liderowanie w Ekstraklasie pierwsze miało Zagłębie Lubin, które podejmowało Górnika Łęczna. Remis wystarczał gospodarzom na wyprzedzenie gdynian, gościom zaś pozwalał na, przynajmniej chwilową, ucieczkę ze strefy spadkowej. I chociaż tempo meczu nie pozwalało nam narzekać, to wydawało się, że remis satysfakcjonuje oba zespoły.

Po pierwszej połowie zaczęło nam kołatać w głowach, że możemy mieć w niedzielę deja vu z piątku i zobaczyć dwa bezbramkowe remisy. Mecz był o niebo lepszy niż te na start kolejki, ale do bramki nic nie wpadło.

Największa w tym zasługa Sergiusza Prusaka, który bronił jak natchniony i dodatkowo dopisywało mu wczoraj szczęście. 0:0 wystarczyło lubinianom i tym sposobem niedziela miała już drugiego lidera Ekstraklasy.

prusak-laczy-nas-pasjaKilkadziesiąt minut później zaczynał się pojedynek Jagiellonii Białystok z Lechią Gdańsk. Obie drużyny miały po dziesięć punktów, dwa mniej niż liderujące Zagłębie. W przypadku zwycięstwa, jedna z tych ekip wskakiwała na pierwsze miejsce w tabeli.

Pierwsze czterdzieści pięć minut nie zanudziło nas na śmierć, a nawet nie na tyle, żeby wyłączyć telewizor, ale gola nie uświadczyliśmy. Atakowała głównie Jagiellonia, w zespole Lechii kompletnie nie mogli odnaleźć się Wolski i Krasić.

Po przerwie znowu nawiedziła nas myśl, że na pewno zobaczymy powtórkę z piątku. Na szczęście coś zaczęło się dziać. Najpierw rzeczy, które nie prowadzą do zdobywania bramek, czyli kłótnie zawodników, ostre faule i żółte kartki. Ale potem gra zrobiła się żywsza.

Kiedy Vassiljev odpuścił kilkadziesiąt metrów od własnej bramki krycie Kovacevica, nic nie zapowiadało, że może mieć to decydujący wpływ na losy tego spotkania. Defensywny pomocnik Lechii miał mnóstwo miejsca, huknął więc taką bombę, że Kelemen nie miał nic do powiedzenia.

Mocno podkręcona, odchodząca piłka tuż przy słupku, prawdopodobnie bramka kolejki po strzale, z którym nie poradziłby sobie chyba żaden bramkarz na świecie. I był to jedyny gol wczoraj, gol który dał trzy punkty i fotel lidera gdańskiej Lechii.

Jedno jest pewne, więcej zmian na prowadzeniu w szóstej kolejce ligowej nie będzie. Zakończy ją spotkanie Korony Kielce z Wisłą Kraków. Ostatnia ekipa ligi przyjedzie do Kielc mocno poobijana, zaliczyła cztery porażki ligowe z rzędu, a to co dzieje się w klubie, to materiał na książkę lub co najmniej na długi felieton.

zaluska-laczy-nas-pasjaDosyć wspomnieć, że nie zdziwi nas, jeśli jeszcze przed dzisiejszym meczem poznamy nowego właściciela lub dyrektora sportowego krakowskiego klubu.

Problemy Wisły spróbuje wykorzystać Korona, która ostatnio radzi sobie coraz lepiej. Mimo, że ostatnio przegrała w Gdańsku, to pozostawiła po sobie niezłe wrażenie. Udało jej się odrobić dwie bramki straty, pogrążył ja dopiero gol w samej końcówce meczu.

Jeśli ten zespół może ograć Lecha 4:1, to znaczy, że Wisła będzie miała dziś ciężki orzech do zgryzienia i musi zapomnieć o problemach aby ustrzec się piątej porażki.

Komentarze