Ekstraklasa: Dwa potężne niedzielne łomoty

    Jesteśmy już po niedzielnych spotkaniach w Ekstraklasie. I co? Mnóstwo goli i rezultaty, których wielu by nie przewidziało. Ktoś oczywiście może narzekać, że wczorajsze mecze miały jednostronny przebieg, ale kto by właśnie taki rozwój wypadków mógł przewidzieć?

    W pierwszym spotkaniu Zagłębie podejmowało Koronę. Wielu zastanawiało się, jak na podopiecznych Piotra Stokowca podziałał ciężki czwartkowy bój w Belgradzie, no i jakim składem wyjdą „Miedziowi” mając w perspektywie mecz rewanżowy w Lidze Europy.

    Trener dokonał 5 roszad w składzie, ale jak się okazało zupełnie nie wpłynęło to negatywnie na zespół. Już w 1. minucie  Krzysztof Janus dograł w pole karne, a piłka prześliznęła się po nodze zawodnika Korony i trafiła do Łukasza Piątka. Defensywny pomocnik Miedziowych tylko podciął ją nad bramkarzem i Zagłębie wygrywało.

    W 16. minucie gospodarze zdobyli kolejną bramkę, tym razem z rzutu karnego. Strzelcem gola był Krzysztof Janus, który pewnie strzelił z 11 metrów, po tym, jak w polu karnym faulowany był jego klubowy kolega Krzysztof Piątek.

    Niespełna dziesięć minut później padła kolejna bramka dla Zagłębia. Tym razem po akcji z rzutu wolnego dośrodkowywał Janus, do piłki dopadł Arkadiusz Woźniak, ale nieczysto ją uderzył, dobrze jednak zareagował Maciej Dąbrowski, który z kilku metrów wpakował ją do siatki.

    sekulski-zaglebie-laczy-nas-pasja

    Minęło pół godziny gry i mieliśmy już 4:0. Tym razem do dośrodkowania z rzutu rożnego wyskoczył Krzysztof Piątek i ostatecznie, jak się później okazało ustalił wynik spotkania.

    Miejmy nadzieję, że gracze z Lubina uwierzą w swoje możliwości i sprawią polskim kibicom piłki klubowej nie lada niespodziankę i w czwartek wyeliminują z eliminacji Ligi Europy Partizan Belgrad.

    W meczu nazywanym przez nas „pojedynkiem frajerów” Cracovia podejmowała Piasta Gliwice. Pomimo tego, że łomot od IFK Göteborg jest mniejszym obciachem od porażki z wicemistrzem Macedonii, Shkendiją, to jednak Piast miał trudniejszą sytuację przed tym meczem.

    Rezygnację po pierwszym pucharowym spotkaniu złożył trener wicemistrzów Polski Radosław Latal. Jego miejsce zajął dotychczasowy asystent Jiri Necek. Jeśli dodamy do tego, że klub latem stracił Kamila Vacka i Martina Nespora, to sytuacja nie wyglądała kolorowo.

    I tak też było w tym spotkaniu. „Pasy” prowadziły już od 4. minuty po strzale głową Miroslava Covilo. Tuż przed przerwą gospodarze zadali kolejny cios. Tym razem Damian Dąbrowski dośrodkował w pole karne do Szczepaniaka, a ten  również zdobył bramkę po uderzeniu piłki głową.

    szczepaniak-cracovia-laczy-nas-pasja

    Druga część meczu, to kontynuacja dzieła zniszczenia. Na 3:0 trafił w sytuacji sam na sam z bramkarzem Deleu. Swoje gole dorzucili jeszcze po raz kolejny Covilo oraz Budziński. Honorowe trafienie dla rozbitych gości zdobył Szeliga.

    Mamy więc do czynienia z klasyczną patologią naszej klubowej piłki. Skompromitowana w pucharach Cracovia jest liderem Ekstraklasy i wcale nie zdziwię się, jeśli będzie plasować się w tych rozgrywkach bardzo wysoko. Tylko błagam Panowie, zróbcie wszystko żeby nie zagrać w europejskich pucharach w przyszłym sezonie.

    Komentarze