Ekstraklasa: Cyfry 6 i 9 sponsorami polskiej piłki w tym tygodniu

    Tak jak kiedyś literki i cyferki sponsorowały odcinki Ulicy Sezamkowej, tak temu tygodniowi w polskiej piłce patronują cyfry 6 i 9. Przyznamy, że jest w tej kombinacji erotyczny podtekst, ale skoro Legia dała się, brzydko mówiąc, wydymać 0:6 na własnym boisku Borussii, to mamy nadzieję, że trochę przyjemności sprawi nam 9. kolejka Ekstraklasy.

    Naszym zachwytom nad poprzednią serią gier nie było końca. Zmiany lidera, sensacyjne porażki, udane debiuty i powroty z zaświatów. Poprzeczka ustawiona wysoko, ale kto powiedział, że ten weekend będzie gorszy?!

    Zaczynamy, jak zawsze w piątek, o godzinie 18.00, tym razem w Chorzowie, gdzie miejscowy Ruch podejmie Bruk-Bet Termalikę Nieciecza, zespół który dzielnie utrzymuje się w ścisłej ligowej czołówce, mając taką samą liczbę punktów jak pierwsza w tabeli Jagiellonia, gorszy jedynie bilans bramkowy.

    Obie ekipy mierzą się jako zwycięscy swoich ostatnich spotkań. Rezultatu gości sprzed tygodnia przypominać nie trzeba, nawet nie będąc fanem piłki nożnej, ciężko było nie wyczytać informacji, że w Niecieczy poległ mistrz kraju, Legia Warszawa.

    gustkovskis-nieciecza-laczy-nas-pasja

    Skoro bije się mistrza, to czemu nie ograć średnio się spisującego Ruchu, zwłaszcza, że ten w przedostatniej kolejce uległ Wojskowym 0:2. Rachunek jest prosty, Legia jest lepsza od Ruchu, Bruk-Bet jest lepszy od Legii, logicznym więc jest, że Nieciecza musi pokonać chorzowian. Na szczęście logika to ostatnia rzecz, której szukamy w Ekstraklasie, a kiedy weźmiemy pod uwagę, że strzelać zaczął dla Niebieskich Ćwielong, to spodziewać możemy się absolutnie wszystkiego.

    O 20.30 lider z Białegostoku zmierzy się we Wrocławiu ze Śląskiem. Jaga z meczu na mecz udowadnia, że jest w świetnej formie. Chociaż miała chwilowy kryzys i zanotowała dwie porażki – z Wisłą Płock i Lechią Gdańsk, to wszystko zdaje się wracać na właściwe tory.

    Wynik ostatniego meczu, 2:1 z Wisłą Kraków, mógłby sugerować, że było to wyrównane spotkanie. Kto jednak je oglądał, ten wie, że podopieczni Probierza kontrolowali przebieg rywalizacji i zdobycie przez nich trzech punktów raczej nie było zagrożone.

    Po raz kolejny Konstantin Vassiljev udowodnił, że jest mózgiem tej ekipy i jeśli jest w formie, to Jagiellonia nie przegrywa. A jeśli już wspomnianą formę złapie, to ładuje bramki jak ta tydzień temu – palce lizać.

    vassiljev-laczy-nas-pasja

    We Wrocławiu w końcu zaczęły padać bramki. Trzy pierwsze spotkania Śląska w roli gospodarza, to bezbramkowe remisy. Kibice mogli narzekać na brak goli, ale po ostatnim meczu z Ruchem mogą narzekać tylko na wynik. Zawodnicy Mariusza Rumaka przegrali 1:2 po dosyć bezbarwnej grze i dziś mają szansę na rehabilitację przed własna publicznością.

    Komentarze