Ekstraklasa: Cała liga obchodzi 100–lecie Legii

    Co jest z nimi wszystkimi nie tak? Dlaczego w Ekstraklasie odkąd pamiętam tak trudno było wytypować dobry wynik? Przed każdym meczem jesteśmy w stanie wskazać papierowego faworyta, a jednak te drużyny zawodzą. Kiedyś mówiło się o kolejkach cudów, teraz już to nikogo nie dziwi (nie sugeruję korupcji).

    Po tych trzech meczach jedynym zespołem, który potrafi być faworytem i wygrywać jest Legia Warszawa. I można gdybać, czy na to wpływ ma spora ilość meczów w europejskich pucharach (jak na polski klub), trener, który potrafi wstrząsnąć szatnią, czy po prostu najwyższy budżet w lidze a tym samym najmocniejsza kadra. Myślę, że wszystko po trochu. Oczywiście w przeszłości Legia wpisywała się w „standardy” naszej ligowej piłki i też wielokrotnie  sensacyjnie przegrywała i remisowała. Jednak po tych trzech kolejkach, jako jedyni osiągają wyniki na miarę oczekiwań właścicieli i kibiców.

    Ktoś powie, że z jednej strony to fantastycznie bo w każdym meczu są emocje, ostatnia drużyna potrafi rozgromić mistrza Polski, a w takiej na przykład Hiszpanii to nie do pomyślenia. Możemy więc się zastanowić, czy to że drużyny z dolnej części Ekstraklasy potrafią zdeklasować te z „czuba” tabeli to słabość czy siła naszej ligi. No bo z jednej strony to piękno sportu, żeby słabszy wygrywał z silniejszym, a z drugiej jednak obawiam się czy w Ekstraklasie są jacyś silniejsi? (na ten moment do ”silnych” zaliczam Legię). Każdemu może się zdarzyć przecież dobra runda. Podam to na przykładzie Piasta Gliwice. Zeszły sezon drużyna ze Śląska zakończyła na 12 pozycji. Przyszło kilka tygodni przerwy i nagle jest objawieniem całej ligi i  ma plany mistrzowskie. W Gliwicach cieszą się z lidera Ekstraklasy. Mija kilka kolejnych tygodni przerwy i Piast nie potrafi zanotować zwycięstwa w  trzech meczach. Taka sama sytuacja jest w innych drużynach. Podobno Cracovia jeszcze do niedawna grała najładniejszą piłkę w lidze. Zeszły sezon ukończyła na 9 pozycji, teraz po doskonałej rundzie jesiennej gra w kratkę.

    Prawda jest taka, że jeśli chcemy, aby polski klub grał trochę dłużej w europejskich pucharach niż zwykle i żeby szczytem marzeń nie była faza grupowa Ligi Europy, to musimy mieć w lidze prawdziwego dominatora. Tak jak w przeszłości, kiedy Wisła Kraków z ogromną przewagą wygrywała ligę, a później odprawiała z kwitkiem takie uznane „futbolowe firmy” jak Parmę czy Schalkę 04. Podobnie było w czasach rywalizacji Widzewa z Legią. Dalej są to dwa ostanie polskie kluby w Lidze Mistrzów. Patrząc na końcową tabelę zeszłego sezonu, gdzie Lech wyprzedził Legię o jeden punkt, a trzecią Jagiellonię o dwa oczka widzimy przyczyny słabości gry tych klubów w europejskich pucharach. Stajemy więc przed wyborem, czy chcemy emocjonować się sezonem ligowym do ostatniej kolejki czy też cieszyć się z gry jakiegoś klubu w Lidze Mistrzów (marzenia fajna rzecz) czy w Lidze Europy.

    Do zakończenia sezonu jeszcze bardzo daleko. Wszystko może się zdarzyć. A jak obudzi się Piast albo Cracovia i zdeklasują resztę ligi, potem po sezonie znacząco się wzmocnią i powalczą w pucharach? Bardzo proszę! A może nagłe przebudzenie Lecha Poznań? W końcu ile można zawodzić? Chętnie to zobaczę! Jednak wnioski na dziś są takie, że wszyscy dostali zaproszenia na wielki bankiet z okazji 100 – lecia warszawskiej Legii. A jak wiadomo bez prezentów przychodzić nie wypada.

    Komentarze