Ekstraklasa: Bo do tanga trzeba dwojga…

Ostatnimi czasy do naszej Ekstraklasy mamy mnóstwo muzycznych analogii, dziś nie mogło być inaczej. Trzymając się więc wspomnianej konwencji oglądaliśmy wczorajsze mecze grupy spadkowej nucąc klasyk Budki Suflera „Takie Tango”. Jak śpiewał w nim Krzysztof Cugowski, do tanga trzeba dwojga, niecierpliwie oczekiwaliśmy więc kto, razem z Podbeskidziem, tanecznym krokiem powędruje do Pierwszej Ligi. Przyznamy, że finalne rozstrzygnięcie nie zaskoczyło nas jakoś specjalnie, ale emocje mu towarzyszące były na miarę ostatniej kolejki Ekstraklasy!

Darujemy sobie relacjonowanie meczów Korony z Jagiellonią i Podbeskidzia z Wisłą, bo chociaż sporo się w nich działo, to nie one interesowały nas najbardziej. Wypada, a nawet trzeba wspomnieć tylko o wyczynie „Górali”, przegrali, co nowością nie jest, ale strzelili trzy bramki! Trzy! W jednym meczu! Cholera, Panowie, nie można było wcześniej wziąć się za seryjne zdobywanie bramek?! Uważnie śledziliśmy pojedynki na stadionach we Wrocławiu i Niecieczy – sytuacja wyglądała następująco – Górnik Zabrze musiał wygrać z Termaliką i liczyć na porażkę łęcznian ze Śląskiem – ten układ dawał mu utrzymanie, każda inna sytuacja pozwalała grać w przyszłym sezonie w Ekstraklasie Górnikowi z Łęcznej. Rollercoaster zaczął się szybko, już w piątej minucie bramkę strzelił Morioka i Śląsk prowadził z Łęczną. Niby utrzymywał się dotychczasowy stan rzeczy, ale dawało to nadzieję zabrzanom. Do wyrównania doprowadził Pitry a trzy minuty później bramkę w Niecieczy strzelił dla gości Kurzawa. Strzelił bramkę to jednak złe określenie, rzutu wolnego w jego wykonaniu nie powstydziłby się Ronaldo, Bale, Pirlo, Ronaldinho czy inny Del Piero. Stadiony świata, jak mawiał klasyk! Pająki na bramce w Niecieczy do dziś płaczą po zerwanej pajęczynie! Gol dawał szansę, ale o niczym nie przesądzał, należało dowieźć wynik do końca i liczyć na kolejne bramki piłkarzy trenera Rumaka. Już z pierwszym warunkiem zabrzanie mieli spory problem, w pięćdziesiątej trzeciej minucie bramkę strzelił wprowadzony w przerwie Kędziora i znowu mieliśmy remisy na obu stadionach. Nuda jednak nie była wczoraj gościem na żadnym ze wspomnianych stadionów, bo już w pięćdziesiątej ósmej minucie dla Śląska strzelił Hołota, a sto dwadzieścia sekund później swoje drugie trafienie dołożył Morioka i łęcznianie przegrywali już dwiema bramkami. Za ukłon jaki zawodnicy Rumaka zrobili w stronę piłkarzy Żurka ci powinni postawić im kilka beczek piwa. 3:1 i pół godziny na strzelenie bramki na wagę utrzymania – trudniejsza część planu wykonana. Niestety to, że Górnik Zabrze ciągle pałętał się w strefie spadkowej od początku sezonu to nie przypadek. Festiwal nieporadności, którego gwiazdą był Gergel to chyba najlepsze określenie. Brak pomysłu, wrzutki na aferę, niecelne strzału, tylko na to stać było zabrzan. Męczyli się do końca, bezproduktywnie, mało kto wierzył, że coś się z tego urodzi. Nawet bramka Śpiączki dla łęcznian niczego nie zmieniała. Przegrali swój mecz, ale wobec remisu Górnika Zabrze utrzymali się w Ekstraklasie. Bielszczanom i zabrzanom dziękujemy, widzimy się w Pierwszej Lidze, a do tego, jak prezentowali się w tym sezonie, pewnie jeszcze wrócimy!

Trzymając się klimatów tanga, po Budce Suflera czas na Mieczysława Fogga i „Tę ostatnią niedzielę”, ostatnią w tym sezonie! I nie mniej emocjonującą niż wczorajsza walka „Górników” o utrzymanie! Dziś powalczą Legia z Piastem o mistrza, a Cracovia z Lechią o puchary. Scenariuszy nie ma zbyt wiele – jeśli „Wojskowi” wygrają nie muszą oglądać się na wynik w Gliwicach. Każda strata punktów u siebie może być niebezpieczna, Piast podejmie Zagłębie i jeśli wygra to w przypadku takiej straty zostaje mistrzem. Legioniści zmierzą się z piłkarzami ze Szczecina. Pogoń nie walczy już o nic, a dla trenera Michniewicza jest to prawdopodobnie ostatni mecz w roli trenera szczecinian. Ci zarzekają się jednak, że nie walczą ani przeciwko Legii, ani dla Piasta, a tylko dla siebie i chcą zakończyć sezon jak najlepszym rezultatem. Jak będzie, zobaczymy?! Gliwiczanie zmierzą się z Zagłębiem Lubin, które puchary ma już zapewnione, ale cztery kolejne spotkania zakończyli zwycięstwami, są więc na fali i raczej nie w głowach im odpuszczanie tego spotkania. Pilot od przełączania kanałów będzie nam się chyba palił w rękach! Mecz w Krakowie zapowiada się równie ciekawie, Lechia, jeśli chce grać w Lidze Europejskiej musi wygrać, każde inne rozstrzygnięcie pozwoli na to Cracovii. Kolejne spotkanie, którego odpuścić nie wolno i aż szkoda nam, że to ostatnia niedziela…

Foto: futbolfejs.pl

Komentarze