Ekstraklasa: Antyreklama Śląska Wrocław na cały świat

Wczoraj wszystkie sportowe serwisy w Polsce obiegła informacja, o artykule jaki znalazł się na pierwszej stronie  wtorkowego wydania jednego z najbardziej prestiżowych dzienników na świecie – “New York Timesa”. Pojawił się tam tekst o tym, jak „gnębi” się piłkarzy w europejskich klubach. Główną sprawą poruszaną w tym materiale jest przypadek Sebino Plaku i czasu jaki spędził w Śląsku Wrocław. Autorem artykułu “Europejska piłka nożna znęca się nad piłkarzami w kłótniach o pieniądze” jest Sam Borden. Dziennikarz znany między innymi z tego, że  jako jeden z pierwszych opisał sprawę aresztowań działaczy FIFA w Szwajcarii.

W tekście jest informacja, że Sebino Plaku pod koniec sierpnia 2014 roku miał być zmuszany do podpisania aneksu do swojej umowy, w którym zrzeka się 50% wynagrodzenia. Dostał podobno 20 minut na decyzję. Nie zgodził się. Od tego czasu miał trenować samemu dwa do trzech razy dziennie i dostawać liczne kary nawet za sekundowe spóźnienia. Ponadto mógł przebierać się jedynie w szatni juniorów;  i rozdawał gazety w centrach handlowych po kilka godzin dziennie.

W artykule cytowany jest rzecznik prasowy Śląska Wrocław, Krzysztof Świercz: Jest wielu profesjonalnych piłkarzy, którzy trenują po dwa, trzy razy dziennie i nigdy nie narzekają. To profesjonaliści w pełnym tego słowa znaczeniu. Poza tym są ludzie, którzy pracują w fabrykach po 13 godzin dziennie i otrzymują za to tysiąc złotych na miesiąc, oni również nie narzekają. Naprawdę państwo sądzą, że Plaku ma prawo narzekać na cokolwiek?

I tyle jeśli chodzi o przytaczanie tego, co znalazło się na pierwszej stronie jednej z najbardziej poczytnych gazet świata. Z jednej strony absolutnie rozumiem punkt widzenia Pana rzecznika. Piłkarze zarabiają wielkie pieniądze i nic z tych rzeczy jakie są opisane w artykule nie jest szokujące. Nie ma co płakać nad losem Albańczyka. Nikt go nie torturował, dostawał spore wynagrodzenie, za to co robił. Tekst Sama Bordena jest oczywiście napisany w taki sposób, jakbyśmy we Wrocławiu mieli tajne więzienia CIA, gdzie terroryzuje się więźniów (znaczy piłkarzy). Musiało być szokująco, żeby znaleźć się na  pierwszej stronie.

Druga strona medalu jest taka, że jeśli klub jako pracodawca oferuje zawodnikowi kontrakt na konkretną sumę i na określony czas to musi się z tego wywiązać, a nie zmuszać do obniżania jego warunków. Jest to łagodnie rzecz ujmując bardzo niepoważne zachowanie. I pytanie tylko, czy ten problem ma miejsce głównie w Śląsku Wrocław (jeśli chodzi o nasz kraj), czy jest to stały proceder w większości naszych klubów?

Jedno jest pewne. Na dzisiaj mają w klubie ze stolicy Dolnego Śląska spory problem. Ich wizerunek bardzo ucierpiał w oczach całego świata. Jako pracodawca klub może mieć naprawdę spore problemy na zakontraktowanie wielu graczy. To całe zamieszanie pokazuje, że nasze kluby nie będą osiągać nigdy zadowalających rezultatów w Europie, dopóki nie będą nimi zarządzać poważni ludzie. Stare powiedzenie mówi, że „przy każdej robocie trzeba myśleć” i właśnie to zdanie powinno zawisnąć na biurkiem prezesa Śląska Wrocław podczas kolejnych dni jego pracy w tym klubie.

Komentarze