Czy polski hokej jeszcze może?

    Już dziś w Budapeszcie rozpoczyna się turniej, którego stawką jest awans do finałowej rundy kwalifikacji olimpijskich. Do kolejnej fazy przechodzi tylko jeden zespół. Naszymi rywalami będą kolejno: Estonia (11.02), Litwa (12.02) oraz Węgry (14.02). Polscy hokeiści ostatni raz zagrali na Igrzyskach w 1992 roku w Albertville.

    Turniej ten jest tylko pretekstem do napisania tego, o czym wszyscy wiemy. Polski hokej jest na dnie! Nasze największe sukcesy miały miejsce w prehistorii. Przed drugą wojną światową! Wątpię, żeby ten tekst przeczytał ktoś, kto był naocznym świadkiem tamtych zdarzeń. Najlepszy wynik na Mistrzostwach Świata to 4. miejsce w Krynicy Zdroju w 1931 roku! Na Igrzyskach Olimpijskich powtórzyliśmy ten wyczyn już rok później w Lake Placid. Co się działo przez te wszystkie lata? W kraju całkiem sporo, w polskim hokeju niewiele dobrego. Aaa, zapomniałbym! Pamiętacie zwycięski remis na Wembley? Kiedy to Janek Tomaszewski zatrzymał Anglię? Tak. Każdy to pamięta, chociaż większość tego nie oglądała. Do czego zmierzam. Polski hokej też ma swoje Wembley. A w zasadzie katowicki Spodek. W 1976 roku pokonaliśmy 6:4 faworyta turnieju ZSRR (byli wtedy coś jak Brazylia w futbolu za najlepszych czasów). Potem jeszcze był Krzysztof Oliwa (największy brutal w NHL) oraz Mariusz Czerkawski (gwiazdor – poza tym niezły hokeista). I tyle.

    Wracamy do Budapesztu. Teoretycznie powinniśmy rozjechać Estonię i Litwę (połowa drużyny straciła swoje kije, podróżując na Węgry przez Warszawę – niezły ruch naszych strategów), a o awans bić się z gospodarzami. „Madziarzy” wygrali z nami ostatni mecz podczas eliminacji do „Elity” na turnieju w Krakowie. Mają więc psychologiczną przewagę (chociaż pewnie i sportową). Jak zwykło się mawiać – ściany pomagają gospodarzom. Jeśli jednak chcemy zachować granice sportowej przyzwoitości to powinniśmy ten turniej wygrać. Nikt od tych chłopaków nie wymaga przecież medali na najważniejszych sportowych imprezach, ale skoro na przykład Zbigniew Bródka mógł zdobyć złoty medal na Igrzyskach (nie mając gdzie trenować), a Justyna Kowalczyk (bez praktycznie ani jednej dobrej trasy biegowej)  potrafiła zdominować swoją dyscyplinę, to dlaczego polscy hokeiści nie mogą być jak „Oni”? A jak nie jak „Oni”, to jak: siatkarze, piłkarze ręczni czy nawet piłkarze nożni. Można? Można!

    XXIII Zimowe Igrzyska Olimpijskie odbędą się w południowokoreańskim Pjongczangu. Byłoby pięknie, gdybyśmy mieli na nich przedstawiciela sportów drużynowych. Zawsze jak gra reprezentacja na tak wielkiej imprezie, to jest większe zainteresowanie w danym kraju konkretną dyscypliną.  Byłaby to szansa także na rozpropagowanie hokeja na lodzie. Bo czym ten piękny sport ustępuje na przykład piłce ręcznej? Potrzeba nam sukcesu, bez tego nic się nie zmieni na lepsze. Oby się nam udało!

    Foto: sport.se.pl

    Komentarze