Copa America: Co z tą Brazylią?

My tu mamy Euro we Francji, euforię z powodu pierwszego zwycięstwa Polaków w historii Mistrzostw Europy, słowem jedno wielkie święto! A co mają powiedzieć kibice z Brazylii? Ich drużyna właśnie wyleciała z hukiem i w atmosferze skandalu z jubileuszowego Copa America.

Mówi się, że w przyrodzie zawsze musi być równowaga i szczęście jednego często bywa okupione pechem innego.

Jeśli dramat Brazylijczyków ma się przełożyć na nasze sukcesy, to pewnie zostaniemy Mistrzami Europy!

Żal nam tylko brazylijskich kibiców, zamiast samby na ulicach Rio będzie słychać tylko szloch i zgrzytanie zębów. W kraju, gdzie futbol to nie tylko sport, to wręcz religia, właśnie doszło do świętokradztwa.

controversial-goal-brazil-peru

Wyobrażamy sobie Romario, Rivaldo czy Ronaldo, którzy muszą patrzeć na swoich następców, którzy, podobnie jak oni kiedyś, mają czelność mówić o sobie „Canarinhos”. Roberto Carlos marzy pewnie o fryzurze a’la Valderrama, byleby tylko móc rwać sobie włosy z głowy.

Kolejny blamaż Brazylii miał miejsce tym  razem na Copa America Centenario, czyli podczas edycji południowoamerykańskiego turnieju, który został zorganizowany z okazji setnej rocznicy założenia CONMEBOL oraz pierwszego rozegrania Copa America. Z racji jubileuszu powiększono liczbę grających zespołów do szesnastu i pierwszy raz w jego historii odbywa się on poza Ameryką Południową – w Stanach Zjednoczonych.

Historyczne rozgrywki plus uwielbienie, jakim darzą południowcy piłkę kopaną, to chyba wystarczające powody, dla których warto było powalczyć o zwycięstwo. Być może, ale Brazylijczykom, chyba aż tak nie zależało. Po trzech meczach grupowych zajęli przedostatnie miejsce i we względnym spokoju spakowali się do domu.

brazylia-peru-laczy-nasp-pasja

Ich grupowi rywale na kolana nie powalali – Ekwador, Peru i Haiti – nie są to potęgi piłkarskie, przynajmniej nie takie z jakimi nie powinni sobie poradzić. Niestety, tylko jedno zwycięstwo, mimo, że wysokie, to ludzie, tylko z Haiti. Remis z Ekwadorem, a o awansie decydował mecz z Peru.

Oddajmy Brazylijczykom, że padli ofiarami wałka jakiego świat dawno nie widział.

Na zegarze wynik 0:0, siedemdziesiąta piąta minuta, Peruwiańczycy w jednym z nielicznych ataków. Polo dogrywa z prawej strony boiska, a Ruidiaz z odległości metra wpycha piłkę do bramki. Gol. Pytanie brzmi tylko, jakim cudem sędzia Cunha i inni sędziowie, ktokolwiek oprócz piłkarzy w żółtych koszulkach, nie zauważyli, że piłka została wepchnięta ręką.

Nie trącona, muśnięta, ale bezczelnie wepchnięta.

Jeśli nie widzieliście tej bramki to sprawdźcie i sami oceńcie.

Ostatnia szansą było okazanie skruchy przez piłkarza (szczypiornistę) z Peru. Ale gdzie tam, bramka dawała upragniony awans. Mógł Maradona, czemu nie Riudiaz?!

Nie zmienia to faktu, że nie licząc błędu ślepego arbitra, to losy awansu do dalszej fazy leżały tylko w rękach samych piłkarzy Canarinhos. Słaby mecz z Ekwadorem, zakończony bezbramkowym remisem. Pełne dziewięćdziesiąt minut spotkania z Peru, które do futbolowych potęg nie należy i powinno paść łatwym łupem dla piłkarzy z Brazylii. Dwa mecze, zero bramek.

Chociaż Brazylia na swoim kontynencie rzadko przegrywa, odnosi zwycięstwa w spotkaniach towarzyskich, to mamy wrażenie, że na arenie międzynarodowej znaczy coraz mniej i na mistrzostwach świata nie będzie wymieniana w gronie faworytów. Wszyscy pamiętamy 1:7 z Niemcami na własnym podwórku podczas ostatniego mundialu. To nie był przypadek a początek dużego kryzysu. Kryzysu, który mamy nadzieję zostanie szybko zażegnany, bo futbol bez brazylijskiej magii nie będzie tym samym!    

Komentarze