Boks: Raport z placu boju

    Wczoraj miałem okazję porozmawiać z wieloma polskimi pięściarzami. Postanowiłem odwiedzić dwa miejsca w Warszawie, gdzie spotkać można większość czołowych polskich zawodników i zawodniczek. To, co można przeczytać w gazetach i na portalach internetowych to jedno, a co można usłyszeć bez obecności mikrofonów i kamer to drugie.

    O godzinie 10:00 pojawiłem się w Legia Fight Club nieopodal Torwaru. Spotkałem Macieja Miszkinia, który ogłosił zakończenie kariery. Powodów nie chce zdradzić, ale ja wam powiem, że ta decyzja ma związek z wiarą w Boga. Popularny „Handsome” należy do tych bardziej wierzących od innych. Nie chce już boksować, żeby nie sprawiać krzywdy bliźniemu. Rozpoczyna karierę trenerską, ale zaznacza, że będzie prowadził tylko amatorów i nie będzie możliwości sparowania na zajęciach. Najbardziej zastanawiająca w tym wszystkim jest jednak szybkość podjęcia takiej decyzji. Wszystko rozegrało się jednego dnia. Jakieś dwa tygodnie przed planowanym pojedynkiem Miszkinia w Sosnowcu. Konkrety znają tylko najbliżsi i promotorzy.

    Udało się też zamienić kilka słów z Maciejem Sulęckim i Norbertem Dąbrowskim. Ten pierwszy zmaga się teraz z lekką kontuzją, jednak w miarę regularnie trenuje. Mówi, że raczej w Polsce nie zawalczy w tym roku i przed nim kilka walk w USA. Twierdzi, że czuje się już gotów do walk z takimi zawodnikami jak Daniel Jacobs czy  Chris Eubank Jr. Norbert Dąbrowski walczy za tydzień na gali w Żyrardowie z młodym Jordanem Kulińskim. Sam jest zdziwiony, że dostał propozycję walki z zawodnikiem, który niedawno miał swój debiut. Popularny „Noras” wie jednak, że musi wygrać zdecydowanie, a najlepiej przed czasem ponieważ walczy na gali organizowanej przez promotora swojego przeciwnika.

    Po godzinie 14 udałem się do Knockout Gym na warszawskich Bielanach. Właśnie swój trening kończyła grupa zawodowców pod okiem Fiodora Łapina. Był Marek Matyja, Andrzej Wawrzyk i Łukasz Maciec. Ten pierwszy opowiedział, że wraca powoli do treningów po operacji oka, ale jeszcze nie może trenować na pełnych obrotach. Najwcześniej zobaczymy go  między linami w drugiej połowie roku. Był też jak zawsze tryskający humorem Rafał Jackiewicz, który akurat powracał z popołudniowej przebieżki. Powiedział, że musi pilnować wagi, bo po ostatnim treningu był 6 kilo ponad limit wagi, jaką ma osiągnąć na warzenie 1. kwietnia.

    Godzinę później byłem umówiony z Dariuszem Sękiem i Ewą Piątkowską. Pięściarz z Tarnowa wraca na ring 16. kwietnia w Sokółce koło Białegostoku. Rywala nie zna, ale przygotowuje się już na pełnych obrotach. Stwierdził, że zapuścił włosy, bo jak golił się na łyso to ludzie mylili go z Maciejem Sulęckim. Nasza mistrzyni Europy też prawdopodobnie zawalczy na tej samej gali. Będzie to jednak pojedynek tylko sześciorundowy i jego stawką nie będzie pas mistrzowski. Pogadaliśmy o tym, jak ważne są social media do pozyskiwania sponsorów dla sportowca i że wielu jej kolegów po fachu dalej tego nie dostrzega.

    Na koniec dnia udało się porozmawiać z Albertem Sosnowskim, który po dwóch latach wraca między liny, już za tydzień w Żyrardowie. „Dragon” mówi, że jak będzie dobra kasa to będzie walczył dalej, jak nie to ma co robić. Twierdzi, że nie stresuje go powrót na ring. Jest wyluzowany i chce się dobrze zaprezentować. Obgadaliśmy też sytuację w wadze ciężkiej i zdaniem Sosnowskiego tytuły wrócą do Europy. Nowymi mistrzami będą Povietkin i Joshua.

    To tyle ploteczek z warszawskich sal treningowych. W naszym boksie cały czas coś się dzieje, więc niedługo wybiorę się znowu na przeszpiegi i postaram się wyciągnąć dla was kilka ciekawych informacji z życia polskich pięściarzy.

    Foto: dragonsosnowski.pl

    Komentarze