Boks: Pięściarskie fatum rodziny Eubanków

Kiedy my, po pogromie jaki zafundowała nasza piłkarska reprezentacja Finom, zaczynaliśmy już święta w szampańskich nastrojach, to w Londynie na Wembley Arenie miała miejsce gala boksu. Jednym z jej głównych punktów był pojedynek o tytuł mistrza Wielkiej Brytanii w wadze średniej. W tym pojedynku zmierzyli się ze sobą Chris Eubank Jr. oraz Nick Blackwell. Dla tego drugiego była to ostatnia walka w życiu.

Pojedynek został przerwany przez sędziego w 10. rundzie, po tym jak arbiter zauważył opuchliznę nad okiem Blackwella. Niestety, ta walka skończyła się dla niego znacznie gorzej, niż tylko pierwszą porażką w zawodowej karierze. Zaraz po ogłoszeniu werdyktu pięściarz zasłabł i halę opuszczał na noszach. Lekarze w szpitalu stwierdzili wewnętrzny krwotok w mózgu i niezwłocznie wprowadzili go w stan śpiączki.

Walka była wyrównana tylko na początku. Pierwsze 2–3 rundy można uznać za wzajemną wymianę ciosów. Potem zdecydowanie dominował już tylko Chris Eubank Jr., który niemiłosiernie obijał głowę Nicka Blackwella. Ten niestety posiadał niesamowitą naturalną odporność na ciosy, która w połączeniu z młodym wiekiem (25 lat) spowodowały to, że nie padł na deski. Stojący w narożniku syna Chris Eubank senior, powiedział synowi w narożniku po 8 rundzie, że nie wie dlaczego nikt nie przerywa pojedynku i, że ma nie bić już po głowie swojego rywala tylko uderzać w korpus, bo tamtemu stanie się poważna krzywda. Tak też zrobił jego podopieczny. Czy tą poradą Eubank senior mógł uratować życie Blackwella?

Jak sam przyznał oglądając te „tortury”, jakie w ringu przechodził przeciwnik jego syna, to przypomniała mu się jego walka z Michaelem Watsonem. Jego rywal również zapadł w śpiączkę. Wybudził się dopiero po 40 dniach z częściowym paraliżem. Przez pierwsze miesiące po wybudzeniu był w katastrofalnym stanie. Nie potrafił mówić, nic nie słyszał oraz nie mógł się nawet ruszyć z łóżka. Do dzisiaj nie odzyskał pełnej sprawności, ale jest w stanie funkcjonować w miarę normalnie.

Eubank senior powiedział, że po tamtej walce stracił instynkt ringowego „zabójcy”. Nie potrafił rozbijać rywali z takim skutkiem jak przed pojedynkiem z Watsonem. Czy taki sam los czeka jego syna? Ten twierdzi, że ta sytuacja go nie załamie i myśli tylko o mistrzowskich pasach, nie obarczając się (i słusznie) za to co się stało.

Miejmy nadzieję, że Nick Blackwell zostanie szczęśliwie wybudzony ze śpiączki i będzie mógł prowadzić normalne życie. Wiadomo, że na ring już nigdy nie powróci. Oby w jego przypadku powrót do rzeczywistości był mniej bolesny jak u Michaela Watsona. Boks to najbardziej szlachetna ze wszystkich dyscyplin sportów walki, ale jak się okazuje szalenie niebezpieczna. Dlatego należy podziwiać wszystkich tych, którzy wchodzą między liny, aby dawać widowisko i radość wszystkim kibicom.

Komentarze