Boks: Izu, co z Tobą?

    Bokserscy eksperci pytani o ewentualnego polskiego mistrza w wadze ciężkiej wśród Szpilki, Wawrzyka i Wacha, bardzo często wymieniają Izu Ugonoha. Gdy Albert Sosnowski został w jednym z wywiadów zapytany o jego prywatny ranking pięściarzy w królewskiej dywizji, to na pierwszym miejscu były pretendent do mistrzowskiego tytułu wymienił właśnie ciemnoskórego Polaka.

    Tym czasem odnosimy wrażenie, że pięściarz, który w listopadzie tego roku skończył 30 lat wciąż czeka  na wielkie walki. Polscy kibice natomiast są niecierpliwi, aż Izu w końcu pokaże światu pełnię swoich umiejętności.

    Znakomite warunki fizyczne, zwierzęca agresja, pewność siebie i piekielnie mocny cios – to cechy, które najlepiej charakteryzują Ugonoha. Problem w tym, że czas leci, Izu toczy następne walki, pokonuje kolejnych pięściarzy, a my tak naprawdę w dalszym ciągu nie wiemy, na co go stać. Bo, że stać na wiele, mówią wszyscy. Od samego zawodnika zacząwszy, na bokserskich ekspertach skończywszy.

    Gdy w lutym 2013 roku Izu pewnie pokonał na punkty Łukasza Rusiewicza w gdańskiej Ergo Arenie wielu kibiców szermierki na pięści spodziewało się, że urodzony w Szczecinie pięściarz w końcu wypłynie na szersze wody. Rusiewicz to może nie był rywal z najwyższej półki, ale Ugonoh w końcu pokazał dobry, solidny boks, czym przykuł uwagę wielu fachowców. Niektórzy zaczęli przebłąkiwać o większej intensywności pojedynków i coraz mocniejszych rywalach, ale Izu od boksu odpoczywał. Kolejną walkę stoczył bowiem dopiero ponad połtorej roku później.

    izu-walka-laczy-nas-pasja

    Izu resztę swoich pojedynków toczył już później w Nowej Zelandii. Patrząc na bokserskie trendy i drogę, jaką podążają najlepsi pięściarze na świecie, kierunek to dosyć egzotyczny. Ugonoh jednak swoimi dobrymi walkami zyskał popularność, a lokalna publiczność pokochała go, jako wojownika. Problem w tym, że walcząc na południowo-zachodnim Pacyfiku pregresu sportowego nie zrobił. Przynajmniej nie na oczach ludzi, którzy boksem na co dzień się zajmują.

    Spójrzmy na ostatnich rywali Izu – Gregory Tony, Ricardo Ramirez czy Vincente Sanchez. Pięściarze to dobrzy, solidni, ale nazwisko żadnego z tych panów nie robi na nikim specjalnego wrażenia. Żaden z nich nie plasuje się wysoko w rankingach, żaden nie cieszy się specjalnym uznaniem. Każdy ma na swoim koncie porażki, w tym Tony aż siedem. Pięć z nich przed czasem.

    Szansą na lepsze jutro dla Polaka jest z pewnością kontrakt, który Izu podpisał z Alem Haymonem – największym menadżerem na amerykańskim rynku bokserskim. To prawdopodobnie otwiera pięściarzowi drzwi to jeszcze większych walk. Sam Ugonoh podkreśla, że bardzo zależy mu na walce w USA w pierwszym kwartale 2017 roku.

    “Podpisując ten kontrakt myśleliśmy z moim menadżerem głównie o występach na galach w USA, ale jeśli przyjdzie oferta ciekawej sportowo walki np. w Polsce, to nie widzę z tym problemu. Na razie nie zamierzam zmieniać trenera, cały czas pozostanie nim Kevin Barry, jednak zmieniam otoczenie. Będę współpracował z Alem Haymonem, ale bez konkretnego promotora. Po prostu będę walczył na galach promotorów, którzy współpracują z Haymonem.”

    Wielu dziennikarzy podkreśla, że ta współpraca może się okazać dla Izu niezwykle owocna i jeśli Polak będzie w dobrej formie, to z czasem dostanie swoją szansę może nawet w walce o pas mistrzowski. Czekamy zatem na konkrety. Czekamy na wielkie walki.

    Komentarze